fbpx
Strona głównaCenyrynek żywnościCzy sytuacja na Ukrainie zmieni podejście europejskich decydentów do upraw GMO?

Czy sytuacja na Ukrainie zmieni podejście europejskich decydentów do upraw GMO?

Świat jest w niepewnym miejscu. Oprócz tego, że kilka tysięcy osób zostało już zabitych, a kolejne miliony przesiedlone, wojna w Ukrainie wywołała wojnę handlową, która może wyrządzić poważne szkody rolnikom i konsumentom na całym świecie.

Ciekawy artykuł odnośnie roślin GMO ukazał się ostatnio na portalu ukragroconsult. com, w którym autorzy chyba dość słusznie zauważają, że garstka bogatych celebrytów świętuje ten rozwój (red. protekcjonizmu anty-GMO), wzywając resztę z nas do zniesienia gwałtownie rosnących cen gazu i żywności „jeśli oznacza to przykręcenie śruby Putinowi”, jak to ujął aktor George Takei znany chociażby z roli w filmie Star Trek.

Takie komentarze dobrze sprawdzają się na Twitterze, ale pomijają dwa ważne aspekty. Władimir Putin nie przegapi żadnego posiłku z powodu sankcji ekonomicznych wymierzonych w Rosję, ale wielu biednych ludzi na całym świecie będzie głodować. Plusem tej wojny jest to, że kolejne podwyżki cen żywności ujawniły szaleństwo europejskiej polityki anty-GMO.

Rosja i Ukraina produkują nieco ponad 30 proc. światowej pszenicy. Dziesiątki krajów rozwijających się liczą na wyżywienie się z tej produkcji i mogą ponieść katastrofalne konsekwencje, jeśli wojna i wynikające z niej sankcje gospodarcze będą nadal zakłócać światowy handel.

Emerytowany pułkownik armii amerykańskiej Douglas MacGregor zauważył niedawno, że armia rosyjska do tej pory unikała centrum Ukrainy, gdzie uprawia się większość roślin. Jest to ważne na dłuższą metę, chociaż rolnicy mogą nie być w stanie niczego posiać w tym roku. Nawet jeśli zbiorą plony, ich produkcja będzie ograniczona, ponieważ nasiona, nawozy, paliwo i inne składniki, których potrzebują, nie zostaną dostarczone ze względu na wojska rosyjskie otaczające duże miasto portowe, takie jak Mariupol, do którego trafia wiele importowanych towarów.

Jest to niepokojące, ponieważ Światowy Program Żywnościowy Narodów Zjednoczonych (WFP), który pomaga zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe głównie w krajach Afryki Północnej, kupuje około połowy swojej pszenicy z Ukrainy. WFP będzie musiał albo płacić wyższe ceny innym eksporterom pszenicy, albo kupować mniej zboża, a to może oznaczać „miliony lub potencjalnie dziesiątki milionów ludzi więcej przechodzących w stan braku bezpieczeństwa żywnościowego”, powiedział w niedawnym wywiadzie dla ACSH ekonomista rolny z University of Saskatchewan, Stuart Smyth.

Podobnie niepokojący wpływ może mieć sytuacja w Rosji. Kilka tygodni temu państwo rosyjskie zaniepokoiło się „szybkim tempem eksportu zboża do sąsiednich krajów byłego Związku Radzieckiego”, donosił Reuters, i zaczął go spowolnić „aby chronić krajowy rynek żywności w obliczu zewnętrznych ograniczeń”. Przede wszystkim przez zachodnimi sankcjami.

Oznacza to wyższe ceny zbóż na całym świecie, ale następująca po tym wojna handlowa będzie miała dalsze skutki. Rosja ograniczyła eksport nawozów, od których uzależnieni są rolnicy na całym świecie. Brazylia – główny eksporter nasion soi, kawy i cukru – już miała problemy z pozyskiwaniem wszystkich nawozów, których potrzebowała przed wybuchem wojny. Pogłębiające się niedobory prawdopodobnie jeszcze bardziej podniosą ceny tych towarów.

A ponieważ Rosja posiada duże złoża minerałów, zastąpienie produkcji nawozów z tego kraju może potrwać kilka lat, jeśli w ogóle będzie to możliwe. Argentyna, kolejna potęga rolnicza, ograniczyła eksport soi i kukurydzy, aby chronić swoją populację przed wyższymi cenami żywności w odpowiedzi na niedobór nawozów, zauważył w zeszłym tygodniu ekonomista David Stockman. Ogólnie mówimy o dwucyfrowych wzrostach. Jak napisał 17 marca Olivier de Matos, dyrektor generalny CropLife Europe:

– Rosnące ceny żywności, które już dręczą konsumentów na całym świecie, wydają się znacznie gorsze. Organizacja Narodów Zjednoczonych ostrzegła, że ​​już rekordowe globalne koszty żywności mogą wzrosnąć o kolejne 22 proc., ponieważ wojna dławi handel międzynarodowy i dziesiątkuje przyszłe zbiory.

Zanim rosyjskie czołgi wjechały na Ukrainę, Unia Europejska była gotowa do wdrożenia programu „od pola do stołu”, którego celem było zmniejszenie zużycia pestycydów o 50 proc. i przeznaczenie 25 proc. europejskich gruntów rolnych na produkcję żywności ekologicznej do 2030 roku. Teraz to mrzonka i UE o tym wie. Politycy pracują nad złagodzeniem ograniczeń importowych dla upraw transgenicznych („GMO”), których rolnicy potrzebują do produkcji paszy, co stanowi wzrost ponad 30 milionów ton genetycznie modyfikowanej soi, którą Europa już importuje.

Jest to pozytywny krok w wielkim schemacie poczynań i może w końcu popchnąć Europę do umożliwienia rolnikom uprawy roślin biotechnologicznych, o których urzędnicy wiedzą, że nie stanowią zagrożenia dla zdrowia ludzkiego ani środowiska. „Daje to rządom możliwość dokładnego przyjrzenia się podstawowym uzasadnieniom zakazu uprawy roślin GMO” – dodał Smyth. „Myślę, że niektóre rządy powiedzą: „Ten czas minął i musimy zmienić naszą politykę”.

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Proszę podać swoje imię tutaj
Proszę wpisać swój komentarz!

Polityka Prywatności

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Wydawnictwo PLANTPRESS poleca

INNE ARTYKUŁY AUTORA




ARTYKUŁY POWIĄZANE (TAG)

NAJNOWSZE KOMENTARZE

Newsletter

Zapisz się do Rolniczego Newslettera WRP.pl, aby otrzymywać informacje o tym co aktualnie najważniejsze w krajowym i zagranicznym rolnictwie.