fbpx

Polscy rolnicy dostali w ciągu 20 lat 471 mld zł. „Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?”

Wspólnota rolnicza w Europie: współpraca i wyzwania po 20 latach członkostwa Polski w UE” to tytuł debaty, która odbyła się 20 marca w ramach Europejskiego Forum Rolniczego 2024. Oczywiste jest, że termin tej debaty był ustalony dużo wcześniej, ale znamienne jest, że na ten dzień przypadły protesty rolników w całej Unii Europejskiej.

Patrząc na nazwiska prelegentów tej debaty można było z góry przyjąć, że o 20 latach członkostwa Polski w Unii Europejskiej nie usłyszymy niczego złego. Jerzy Buzek, obecnie europoseł, jako premier nadzorował negocjacje w sprawie przystąpienia Polski do UE; Jerzy Plewa, były wiceminister rolnictwa, członek zespołu negocjacyjnego ds. członkostwa Polski w UE odpowiedzialny za rolnictwo, później szef Dyrekcji Generalnej ds. Rolnictwa; Milan Dad’ourek, wiceminister rolnictwa Czech, który z racji pełnionego urzędu nie mógł przecież krytykować Unii Europejskiej, tak samo jak Michał Kołodziejczak, również wiceminister rolnictwa; wreszcie Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych, którego zaangażowanie we współpracę z Ministerstwem Rolnictwa jest powszechnie znane.

Jerzy Buzek powiedział, że obecność Polski w Unii Europejskiej jest sukcesem i to samo dotyczy polskiego rolnictwa. Rolnictwo polskie otrzymało ogromne pieniądze z Unii, dzięki czemu wygrało walkę konkurencyjną z Zachodem i zawojowało rynek europejski. Wieś polska weszła na nowy poziom cywilizacyjny, nie widać już różnicy pomiędzy wsią polską a belgijską. W UE liczą się z polskim rolnictwem, czego dowodem jest udział Polaków w poważnych negocjacjach nt. rolnictwa.

Rolnicy polscy, którzy mówią, że Unia Europejska jest przyczyną ich problemów, nie wiedzą, co mówią. Przecież „my też jesteśmy Unia”. Faktem jest, że import towarów z Ukrainy zachwiał polskim rynkiem, ale europosłowie głosowali za liberalizacją handlu, bo polski komisarz i polski premier mówili, że nie ma problemu. To polski rząd jest winny, że ukraińskie zboże zalało europejskie rynki, ponieważ UE słucha, tylko trzeba do niej mówić: „Unia, jeśli wie, o co chodzi, to można to przewalczyć”. Ale trzeba pamiętać, że Polska jest jedynym krajem w UE, gdzie zboże z Ukrainy zakłóciło rynek.

Rolnicy mówią, że decyzje UE są przyczyną problemów rolnictwa. Tymczasem „nie słuchamy tego, co się dzieje w UE”, bo przecież Parlament Europejski, choć dał zgodę na przedłużenie liberalnego handlu z Ukrainą, to przecież pod warunkiem, że w przypadku zakłóceń rynku choćby w jednym kraju natychmiast nastąpi reakcja Komisji Europejskiej, która w dwa tygodnie od zgłoszenia „zaciągnie hamulec”. Jerzy Buzek podkreślił, że Parlament rozszerzył listę towarów wrażliwych i skrócił czas reakcji KE z trzech do dwóch tygodni, a wszystko to pod wpływem perswazji polskich europosłów.

Jerzy Plewa mówił, że gdy Polska negocjowała wejście do Unii Europejskiej, to polscy rolnicy bali się konkurencji z rolnikami unijnymi, a rolnicy unijni bali się polskich rolników. Negocjacje były trudne, między innymi nie było w Unii zgody na zwiększenie kwot mlecznych w Polsce – wtedy Polacy chcieli, by te kwoty były jak największe, a po kilku latach nie chcieli się zgodzić na likwidację kwot. W negocjacjach zawsze można osiągnąć więcej, ale polscy negocjatorzy starali się wywiązać z tego jak najlepiej.

„Dziś, gdy oglądam hasła protestujących, jest to bolesne” – mówił Plewa. „To efekt deficytu rozmów z rolnikami, przez te wszystkie lata nie udało się zwiększyć u rolników poziomu wiedzy o wspólnej polityce rolnej, przez co dziś niektórzy z nich brawurowo rozmijają się z prawdą”

Rolnicy nie starają się zrozumieć wszystkich aspektów wspólnego rynku oraz obecnej sytuacji, która jest trudna z powodu wojny, ale nie z powodu Zielonego Ładu czy handlu z Ukrainą. Antyukraińskie hasła na transparentachnie rozwiązują problemów, ekoschematów nie trzeba zmieniać w Brukseli, za to odpowiada polski rząd.

I w ogóle o co chodzi rolnikom z tym Zielonym Ładem i Ukrainą? Odłogowanie nie weszło w życie a zakaz importu zbóż nie spowodował wzrostu cen, więc zakaz nie działa. Prawdziwym problemem polskiego rolnictwa jest to, że rolnicy nie są zorganizowani, więc trudno jest wyłonić liderów z którymi można rozmawiać.

Odnosząc się do pomysłu (i postulatu) zakazu tranzytu ukraińskich towarów rolnych przez terytorium Polski Jerzy Plewa powiedział, że byłaby to kompromitacja Polski na arenie międzynarodowej. Pomijając fakt, że Polska byłaby jedynym państwem, które zakazuje tranzytu towarów, to zakaz jest niezgodny z zasadą swobodnego obrotu towarami, z prawem unijnym, ale też może zaowocować lustrzanymi zakazami ze strony Ukrainy. Ucierpią na tym z pewnością niektóre branże rolne w Polsce, jak np. mleczarstwo, którego przedstawiciele wielokrotnie apelowali do rządu o liberalny handel z Ukrainą.

A tak w ogóle, to w ciągu 20 lat wspólnej polityki rolnej polscy rolnicy dostali z Unii 471 miliardów złotych.

Milan Dad’ourek uznał, że z czeskiego punktu widzenia wspólna polityka rolna przyniosła dużo korzyści, m.in. przejrzysty system gospodarowania i, co ważne w rolnictwie opartym na eksporcie, dostęp do rynku z 450 mln ludzi. Przyznał, że czescy rolnicy mają problemy, podobne jak w całej Europie – np. biurokracja jest ogromnym problemem, ale także import z państw trzecich. Jednak przyczyną problemów nie jest Green Deal, szczególnie, że rolnicy pod tym terminem wyobrażają sobie coś innego, niż to, czym Zielony Ład jest w istocie. Rolnictwo ma problemy, ponieważ wciąż odczuwa wpływ pandemii ale przede wszystkim skutki rosyjskiej agresji na Ukrainę. Jednak problemy czeskiego rolnictwa są znacznie mniejsze niż rolnictwa polskiego, i rolnicy protestują nie przeciwko rządowi lecz w ramach solidarności z Polakami. Natomiast Czesi boją się rosyjskiego eksportu zbóż, ponieważ są przez to wypychani ze swoich tradycyjnych rynków pozaeuropejskich.

Dad’ourek powiedział też, że Czechy zgodziły się na liberalizację handlu z Ukrainą, ponieważ po wybuchu wojny nikt nie wiedział, co będzie: „Baliśmy się, że umrzemy z głodu, zastanawialiśmy się, jak pozyskać zboże do Europy; myśleliśmy, ze rozwiązanie będzie proste i idealne, stało się inaczej”.

Wiktor Szmulewicz niewiele miał do powiedzenia w temacie obecności Polski w Unii Europejskiej, albo też nie dano mu czasu, by „się rozkręcił”. Powiedział, że też jest rolnikiem, czynnym, towarowym, gospodarstwo odziedziczył po rodzicach w latach 80. i doświadczył „trudnego okresu Balcerowicza”. Jeszcze przed wejściem do Unii działał w Izbach Rolniczych jako wiceprezes zarządu KRIR i wówczas Izby poparły akcesję Polski, bo rolnicy marzyli o otwarciu granic. Mimo obaw, że zachodnie rolnictwo zmiecie Polaków z rynku, polscy rolnicy nie dali się: zaciskając zęby inwestowali w zakup ziemi, maszyn i odnieśli sukces, przechodząc z rolnictwa sterowanego odgórnie w rolnictwo wolnorynkowe. Wejście do UE dało polskiemu rolnictwu wiele korzyści, których nie dostrzega młode pokolenie, uznając że to jest oczywiste i tak ma być zawsze.

Jednak w całym procesie modernizacji rolnictwa wynikającego z wejścia do Unii Europejskiej popełniono dwa błędy – jeden ogromny, a było nim niepowiązanie rolnictwa z przetwórstwem, drugi nieco mniejszy ale również mający swoje konsekwencje – nieprzeznaczenie odpowiednich pieniędzy na doradztwo rolnicze (we Francji przeznacza się na nie 500 mln euro, w Polsce 300 mln zł).

Michał Kołodziejczak przypomniał wszystkim, że jest człowiekiem znanym z szukania porozumienia i zgody, jednak nie może zgodzić się z przedmówcami, bo „skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?”. Stwierdził też, że w tej debacie wszyscy starają się być bardziej poprawni niż książki o poprawności.

Wiktorowi Szmulewiczowi powiedział, żeby jednak nie nazywał się „czynnym rolnikiem”, bo jest prezesem KRIR; on sam jako wiceminister też nie mówi o sobie, że jest czynnym rolnikiem.

(Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, co powiedział czeski wiceminister rolnictwa – choć sam był rolnikiem, to na mocy przepisów prawa musiał zrezygnować, by pozostać wiceministrem).

Jerzemu Plewie wytknął, że niedyplomatycznie jest krytykować polski projekt zakazu tranzytu, bo znając Ukraińców na pewno to wykorzystają i Taras Kaczka podczas następnych rozmów zacytuje Plewę.

Poza tym Michał Kołodziejczak powiedział niewiele – że status materialny rolników się podniósł, ale wadą systemu jest podejmowanie decyzji ponad głowami rolników. Zdążył jednak pochwalić ministra Siekierskiego oraz premiera Tuska za obronę polskiego rolnictwa, a także siebie samego za koalicję Agrounii i Platformy Obywatelskiej, bo teraz widać, że to posłowie z KO bronią polskiego rolnictwa w Unii Europejskiej, bo to poprawka europosła Halickiego została przyjęta przez PE.

McHale - baner - kwiecień 2024
Syngenta baner Treso
Baner webinarium konopie
POZ 2024 - baner

ZOSTAW KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najpopularniejsze artykuły
NAJNOWSZE WIADOMOŚCI
[s4u_pp_featured_products per_row="2"]
INNE ARTYKUŁY AUTORA




ARTYKUŁY POWIĄZANE (TAG)

NAJNOWSZE KOMENTARZE

Newsletter

Zapisz się do Rolniczego Newslettera WRP.pl, aby otrzymywać informacje o tym co aktualnie najważniejsze w krajowym i zagranicznym rolnictwie.