fbpx

Projekt ustawy likwidującej hodowlę zwierząt futerkowych w Sejmie. “Wzór dla przyszłych ustaw”

Poseł Małgorzata Tracz (Koalicja Obywatelska/Zieloni) złożyła projekt ustawy o zmianie ustawy o ochronie zwierząt, której celem jest wprowadzenie zakazu chowu i hodowli zwierząt na futro. W uzasadnieniu projektu napisano, że „ustawa ta będzie mogła stanowić wzór dla przyszłych ustaw regulujących transformację innych sektorów gospodarki”.

Zabrania się chowu lub hodowli zwierząt futerkowych, z wyjątkiem królika, o których mowa w art. 2 pkt 4 ustawy z dnia 10 grudnia 2020 r. o organizacji hodowli i rozrodzie zwierząt gospodarskich (Dz.U. 2021 poz. 36), w celach komercyjnych, w szczególności w celu pozyskania z nich futer lub innych części zwierząt” – brzmi artykuł 1 nowej ustawy.

Samasz loteria - baner

Hodowcy będą mogli prowadzić swoją działalność do 1 stycznia 2029 r. , nie mogą jednak zwiększać obsady zwierząt. Mogą natomiast domagać się rekompensaty za poniesione straty majątkowe, ale „bez korzyści, które podmiot lub rolnik mógłby osiągnąć, gdyby strata nie powstała”.

Nie znaczy to, że zostaną im zrekompensowane wszystkie straty. Po pierwsze, rekompensata będzie liczona na podstawie średniego rocznego przychodu w latach 2021-2023. Po drugie, im dłużej będzie rolnik utrzymywał hodowlę, tym mniejsze otrzyma pieniądze:

  • rolnicy, którzy zlikwidują hodowlę w ciągu tego roku – do 1 stycznia 2025 r., mogą ubiegać się o rekompensatę w wys. 25% średniego rocznego przychodu;
  • ci, którzy będą prowadzić działalność jeszcze przez kolejny rok – do 1 stycznia 2026 r., otrzymają jedynie 20%;
  • prowadzącym hodowlę do 1 stycznia 2027 r. przysługiwać ma tylko 15% rekompensaty;
  • upartym rolnikom, którzy hodować będą zwierzęta futerkowe do 1 stycznia 2028 rząd da jedynie 10%;
  • jeśli ktoś będzie czekał „na ostatni dzwonek”, czyli do 1 stycznia 2029 r., dostanie jedynie 5% średniego rocznego przychodu.

W uzasadnieniu ustawy poinformowano, że mimo przepisów dobrostanowych, zwierzęta hodowane na futro żyją w warunkach, które powodują ich cierpienie – np. z powodu kratek odprowadzających odchody łapy zwierząt są zdeformowane. Przytoczone są też minimalne wymiary klatek, co reguluje rozporządzenie z 2010 r. – dla jednego lisa/jenota w wymiarze 0,6 m2, dla dwóch lisów/jenotów 1 m2, a w przypadku więcej niż 2 osobników po 0,4 m2 dodatkowo na każde kolejne zwierzę. W przypadku norek wymagana wysokość klatki to 0,45 m, szerokość 0,3 m, a długość 0,7 m. Klatki dla większej liczby osobników i dla matek z młodymi są odpowiednio większe. „Jeśli wziąć przy tym pod uwagę wielkość zwierząt hodowanych na futro, okazuje się, że mogą się one w nich co najwyżej obrócić i wykonać kilka kroków” – czytamy w uzasadnieniu.

Tymczasem większość hodowanych w Polsce zwierząt na futro to osobniki wielkich przestrzeni – np. lis potrzebuje 300 ha terytorium do normalnego funkcjonowania. Norki natomiast żyją na terenach sąsiadujących ze zbiornikami wodnymi, przy czym powierzchnia ich bytowania pokrywa się z 1–5 km linii brzegowych. Ponadto zwierzęta te w naturze prowadzą samotniczy tryb życia a w hodowli skazane są na towarzystwo innych zwierząt. „Okoliczność ta w połączeniu z jednoczesnym brakiem zapewnienia jakichkolwiek wzbogaceń środowiska i pozytywnych bodźców prowadzi do zachowań agresywnych i autoagresywnych wśród zwierząt”.

Uzasadnienie przytacza wydarzenie z 2020 r., w którym brał udział „aktywista pochodzenia ukraińskiego”, który zatrudnił się na 2 mc „w największej fermie futrzarskiej w Polsce”, i zarejestrował „liczne przypadki okaleczonych zwierząt” oraz „osobniki z nietypowymi objawami chorobowymi”. To, zdaniem autorów ustawy, ma być jednym z dowodów na bestialstwo hodowców zwierząt na futra.

Szczepan Wójcik, znany opinii publicznej z zakończonego sukcesem lobbowania przeciwko zakazowi hodowli zwierząt na futra, który chciał już wprowadzić rząd PiS w słynnej „piątce dla zwierząt”, w udzielonym nam wywiadzie odpiera zarzuty aktywistów antyhodowlanych mówiąc:

(…) aktywista antyhodowlany zatrudnił się na naszej fermie i został delegowany do opieki nad zwierzętami przebywającymi w miejscu, gdzie był szpital i kwarantanna. Wiadomo, że zwierzęta w takim miejscu cierpią na różne choroby – dlatego tam się znajdują. Ten aktywista tam robił tendencyjne zdjęcia, które miały udowodnić, że my znęcamy się nad zwierzętami. Równie dobrze mógł się zatrudnić w szpitalu dla ludzi na oddziale chirurgicznym lub onkologicznym, zrobić tam zdjęcia chorych ludzi po operacjach i powiedzieć, że szpital znęca się nad pacjentami. Rzeczą absurdalną, głupią i niedorzeczną byłoby niewłaściwe traktowanie przez nas naszych zwierząt. Gdybyśmy je tak traktowali, futro, skóra, mleko, mięso nie byłoby właściwej jakości. A przypominam, że hodujemy te zwierzęta po to, żeby zarabiać – utrzymywanie dobrostanu tych zwierząt jest warunkiem powodzenia naszego biznesu. Gdybyśmy postępowali inaczej, najzwyczajniej w świecie tracili byśmy pieniądze”.

Uzasadnienie projektowanej ustawy liczy 80 stron, nie sposób przytoczyć wszystkich argumentów. W przekonaniu Szczepana Wójcika faktycznym autorem tego projektu nie jest poseł Małgorzata Tracz, lecz Stowarzyszenie Otwarte Klatki. To by tłumaczyło, dlaczego w uzasadnieniu tego projektu napisano: „Ustawa ta będzie mogła stanowić wzór dla przyszłych ustaw regulujących transformację innych sektorów gospodarki”.

Nawet nie ukrywają, że ich celem są inne branże. Kto będzie następny. Drób, bydło czy jakieś inne sektory!? To jest szaleństwo” – komentuje Szczepan Wójcik na portalu X.

SDF baner ciągnik
Baner Syngenta
Baner webinarium konopie
POZ 2024 - baner

ZOSTAW KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najpopularniejsze artykuły
NAJNOWSZE WIADOMOŚCI
[s4u_pp_featured_products per_row="2"]
INNE ARTYKUŁY AUTORA




ARTYKUŁY POWIĄZANE (TAG)

NAJNOWSZE KOMENTARZE

Newsletter

Zapisz się do Rolniczego Newslettera WRP.pl, aby otrzymywać informacje o tym co aktualnie najważniejsze w krajowym i zagranicznym rolnictwie.