By żyło się nam znów lepiej i dostatniej

Ekspansja sieci handlowych wielu miastach, miasteczkach czy wsiach w naszym kraju doprowadza do sytuacji, w której likwidowane są rodzinne sklepy, które zaopatrywały się na lokalnych giełdach rolnych w mleczarniach, piekarniach, rzeźniach, masarniach, przetwórniach i hurtowniach, do których wcześniej rolnik dostarczył swoje produkty i wyroby. W tak skonstruowanym obiegu środki finansowe krążyły między uczestnikami tego rynku, czyli między przemysłem zaopatrującym rolnika, przetwórnią, giełdą, masarnią, sklepem, stacją paliw i wreszcie klientem, czyli przeciętnym Kowalskim i rolnikiem.

Dziś ich miejsce zajęły sieci handlowe, które w znacznym stopniu zaopatrują się poza granicami regionu i państwa, a pozyskane przez market złotówki zamieniane są na euro i transferowane poza granice Polski, jako zyski i środki płatnicze za dostarczone towary i produkty rolne.

W obecnej sytuacji rynkowej rolnicy mają problemy ze sprzedażą swoich produktów a konsumenci coraz mniej pieniędzy. Znaczna część rodzinnych sklepów uległa likwidacji, hurtownie i przetwórnie znacznie obniżyły obroty handlowe, który przejął lokalny market.

Dlatego jak podkreśla Michał Cieślak (ekspert z zakresu gospodarki żywnościowej, a obecnie poseł na Sejm i członek Sejmowej komisji ds. Gospodarki i Rozwoju oraz rolnictwa członek prezydium Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego ) trzeba jak najszybciej uporządkować handel w kraju, ustabilizować wahające się ceny w skupach i wykluczyć pośredników – co najmniej 30% produktów żywnościowych w sieciach handlowych powinna pochodzić z rynków lokalnych.

Zdaniem Cieślaka należy odtworzyć miejsca pracy w lokalnej gospodarce żywnościowej. Jedno miejsce pracy w rolnictwie generowało 2-3 miejsc pracy w pozostałych sektorach gospodarki, więc zarabiał każdy.

Musimy przywrócić poprzedni model rynku zmuszając markety do zakupów u lokalnych producentów w lokalnych masarniach, mleczarniach czy piekarniach. To pozwoli na nowo odbudować tysiące miejsc pracy w naszej gospodarce, by wszystkim znów żyło się lepiej i dostatniej – konkluduje Michał Cieślak.