Sadownicy walczą o swoje

Warszawa i Annopol zostały dzisiaj częściowo zablokowane przez protestujących sadowników. Domagają się oni pomocy rządu dla producentów jabłek, którzy ponieśli straty w związku z rosyjskim embargiem. Jak podkreślają, zależy im na porozumieniu, a nie awanturowaniu się. Ale, jak też zapowiadają, ten protest nie będzie ostatnim.

Kilkuset sadowników przyjechało we wtorek, 4. listopada do Warszawy. Protestujący ruszyli spod Belwederu pod kancelarię premiera, stamtąd pod Ministerstwo Finansów, po czym skierowali się pod resort rolnictwa. Protest ten jest manifestacją niezadowolenia wśród producentów owoców, którzy ponieśli straty w związku z rosyjskim embargiem oraz zwróceniem uwagi na ich ciężką sytuację. Jak podkreślają demonstranci, zależy im na znalezieniu rozwiązania i pomocy rządu.
W Annopolu producenci owoców wyszli na drogę krajową nr 74. Protestujący zablokowali przejście dla pieszych, wygłaszali hasła, a co kilkanaście minut przepuszczali samochody. Demonstracja miała być wsparciem dla protestu w Warszawie.
Sadownicy proponują, aby nadwyżki jabłek zostały przeznaczone np. na biopaliwa lub skierowanie ich do zakładów spirytusowych. Żądają oni rekompensat za co najmniej połowę kosztów produkcji owoców.
Polscy sadownicy płacą za sankcje nałożone przez Unię Europejską na Rosję. Embargo Federacji na polskie warzywa i owoce to odpowiedź na unijny zakaz kupowania rosyjskich obligacji, sprzedaż broni oraz technologii do eksploatacji niekonwencjonalnych złóż ropy i łupków. Najbardziej ucierpieli na tym polscy sadownicy. Polska jest jednym z największych eksporterów jabłek na świecie, przy czym ok. 70% wywożonych owoców trafiało do Rosji.