Problemy i wyzwania

Podlaska wieś potrzebuje pomocy – apelowali rolnicy podczas Polskiego Kongresu Rolnictwa, który odbył się 22 października w Białymstoku.

Dyskusję o problemach i wyzwaniach polskiego rolnictwa prowadził dziekan Wydziału Ekonomii i Zarządzania Uniwersytetu Białostockiego prof. Henryk Wnorowski. W rozmowie Andrzej Remisiewicz, Krajowy Mistrz Agroligi z 2011 r., podkreślił, że Podlasie to kraina mlekiem i miodem płynąca. Ale nie brak tu również wielu poważnych problemów, których rozwiązanie utrudnia brak silnej reprezentacji rolników. Dzięki odważnym i mądrym decyzjom powstało wiele firm, prężnych gospodarstw czy ciekawych inicjatyw. Ale wciąż brakuje wsparcia i pomysłu jak zjednoczyć polską wieś, przedsiębiorców i samorządy. – Ile jeszcze biedy musi być na polskiej wsi, żebyśmy zaczęli razem działać? Dziś w Białymstoku odbywa się Kongres Rolnictwa z udziałem premiera Pawlaka. Czemu nie ma tu tłumu rolników? Czy nie interesuje nas przyszłość? A może już osiągnęliśmy taki dobrobyt? – pytał retorycznie Remisiewicz. I apelował do samorządowców, aby wkładali dużo serca i zaangażowania w codzienną pracę na rzecz wsi, a nie jedynie przed wyborami.

Jan Zawadzki, właściciel jednej z najnowocześniejszych obór w Europie, przewodniczący Rady Nadzorczej SM Mlekpol z Grajewa, odniósł się także do problemu związanego z przekroczeniem kwot mlecznych. – Polscy rolnicy z pewnością zapłacą kary za przekroczenie kwot. Prognozuje się, że będą one w wysokości 1 zł lub więcej. I niestety zapłacą je ci, którzy inwestowali w rozwój. Kary w połączeniu z ratami kredytów i niestabilną sytuacją rynkową mogą doprowadzić do bankructwa wielu gospodarstw.

Obecnie bodaj najważniejszym problemem, jaki dotknął województwo jest wystąpienie wirusa ASF i duża populacja dzików. – Trzoda jako pierwszy kierunek produkcji rolniczej odczuła rosyjskie embargo. A do tego mamy jeszcze ASF. Dziki, które ten wirus roznoszą, mają obecnie bardzo dużą populację. Zagrażają nie tylko nam, ale także hodowcom bydła (niszczą użytki zielone) i rolnikom uprawiającym kukurydzę – zasygnalizował hodowca Adam Kochański.

Bożena Jelska-Jarosz zaalarmowała, że hodowcy z Podlasia zostali pozostawieni samym sobie. – W Warszawie nie chcą nawet wierzyć, że nasza sytuacja jest tak tragiczna. Obiecano nam rekompensaty do końca roku, ale Bruksela stwierdziła, że będzie to stymulowało hodowlę trzody w strefie czerwonej. Nie dano nam także zapowiadanych pieniędzy na bioasekurację. Obiecano polowania zbiorowe na dziki, ale nic się w tym kierunku nie robi. Żądamy pomocy w walce z ASF! Ta pomoc musi przyjść z instytucji centralnych, samorząd wojewódzki nie jest już w stanie poradzić sobie z taką skalą problemu.
Rolnicy retorycznie pytali dlaczego państwo, prawny właściciel dzików, nie walczy z wirusem afrykańskiego pomoru świń. Dlaczego każe utylizować świnie, skoro to nie one roznoszą wirusa. Niestety odpowiedź na te pytania była niemożliwa, a konkluzja nie napawała optymizmem – nikt rolnikom nie pomoże, dopóki oni sami tego nie zrobią.
Jednocześnie rolnicy głosem Andrzeja Remisiewicza zaapelowali do władz lokalnych i przedstawicieli instytucji związanych z rolnictwem o zorganizowanie roboczego spotkania, na którym możliwe byłoby znalezienie wyjścia z tej dramatycznej sytuacji.  

AT za organizatorami

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności