Nie będzie radości z dobrych zbiorów jabłek?

Związek Sadowników RP informuje, że tegoroczne zbiory jabłek powinny być bardzo obfite. Władze organizacji namawiają sadowników do szukania nowych rynków zbytu.

Rzeczywistość łatwa jednak nie jest. Większość małych i średnich gospodarstw wstrzymuje inwestycje i nastawia się na przetrwanie trudnego okresu związanego z rosyjskim embargo.
Po zablokowaniu rosyjskiego rynku zbytu w trudnej sytuacji znalazł się Paweł Bekasiak. Właściciel 80 ha. sadu, w którym hodowane są jabłonie, grusze i czereśnie wstrzymał planowaną latami inwestycje w budowę przechowalni.  
– Mocno odczuwamy rosyjskie embargo. Namawianie rządu do budowy przechowalń kończy się tylko na samych rozmowach. Realnej pomocy natomiast brak. Za co mamy stawiać te budynki, skoro środków starcza nam jedynie na tzw. przetrwanie. Przed wprowadzeniem embarga zainwestowaliśmy pieniądze w zakup urządzeń sortowniczych, z myślą o eksporcie – mówi redakcji "WRP" właściciel sadu pod Pyrzycami (woj. zachodniopomorskie).
Paweł Bekasiak zwraca uwagę na trudną sytuację sadowników, których gospodarstwa znajdują się poza centralną Polską.

– W rejonach Polski, gdzie znajduje się mało sadów trudno o zrzeszanie się w grupy producenckie, czy stowarzyszenia. Takie organizacje mogą uzyskiwać dofinansowania do inwestycji w wysokości nawet 70 proc. Dla niewielkich gospodarstw programów dofinansowujących jest niewiele, a jeśli już są, to skala pomocy jest zdecydowanie mniejsza – mówi właściciel sadu, który rocznie produkuje 2 tys. ton owoców.
Sadownicy znajdujący się w krytycznej sytuacji liczą, że z upływem czasu dojdzie do normalizacji stosunków z Rosją: – Cena jabłka przemysłowego to dziś kilkanaście groszy za kilogram. Pieniądze ze sprzedaży nadwyżek produkcyjnych ledwo starczają na pokrycie zakupu środków ochrony roślin. Na nie rocznie wydajemy około 150 tys. zł. Postanowiłem karczować jabłonie i zmienić strukturę sadu. Teraz sadzimy grusze. Są tańsze w uprawie, mają lepsze ceny i polski rynek nie jest nimi przesycony – mówi P. Bekasiak.
Sadownik spod Pyrzyc posada magazyn jedynie na 300 ton. Jego owoce trafiają głównie do Szczecina. Nadwyżki produkcyjne sprzedawane są zaś jako owoce przemysłowe. Według sadownika polskie sadownictwo powinno w  przyszłości inwestować w przyspieszone kultury owoców takie, jak np. wczesna truskawka uprawiana pod folią.

Państwo za mało interesuje są infrastrukturą wokół tych obiektów. Zakłady przetwórcze istnieją dziś w większość w centralnej Polsce. Pozostali sadownicy skazani są na sprzedaż owoców podmiotą zagranicznym, które dyktują ceny i nie są zainteresowane rozwojem polskiego sadownictwa.