Prawo kaduka

Problemu szkód łowieckich i atmosfery jaka wokół niego istnieje, raczej nie uda się rozwikłać w niniejszym artykule. Warto jednak podjąć temat, gdyż już na pierwszy rzut oka problem nie wygląda zdrowo.

Na terenie całej Polski dochodzi rokrocznie do ogromnej ilości konfliktów na linii Koła łowieckie – rolnicy. Dzieje się tak za sprawą konfliktogennego prawa, nie respektującego prawa własności, w tym wypadku rolnika-producenta rolnego.
Nikt z zainteresowanych rolników nie kwestionuje konieczności dbania o środowisko naturalne, którego częścią jest zwierzyna. Jednak nieodzowny jest tutaj kompromis, a prawo łowieckie, jak i rozporządzenia wykonawcze w tej sprawie jaskrawo pomijają rolnika, jako jednego z zainteresowanych-pokrzywdzonych.
Jak mówi Roman Świątek, prezes Przedsiębiorstwa Rolnego AGRICOLA z Krępska – skarb państwa nie do końca zabezpiecza interesy właścicieli gruntów rolnych, ale również i interesy samego Skarbu. Określenie Ministra Środowiska w jednej z interpretacji, że dzierżawa obwodu łowieckiego nie jest tożsama z dzierżawieniem gruntu jest nieprawidłowe, gdyż procedura wyboru dzierżawcy a później prowadzenie hodowli i organizacja polowań, ma cechy odebrania władztwa właścicielowi gruntu, i powinna podlegać art 222 Kodeksu Karnego. Jak mówi prezes Świątek, hodowla zwierząt łownych w naturalny sposób nie tylko wyrządza szkody, a co za tym idzie straty w plonach, ale w ten sposób uszczupla plony jako pożytek z posiadania nieruchomości rolnej.
Nie sposób nie zgodzić się z tym stwierdzeniem.
Wszyscy równi wobec prawa?
Jeśli producent rolny decyduje się na hodowlę np. bydła, w naturalny sposób jest zobowiązany prawem do utrzymania dobrostanu stada, w czym zawiera się również dostęp do pożywienia. Czyli z mocy prawa jest zobligowany do stworzenia systemu żywieniowego, który w przypadku np. bydła mięsnego oznacza konieczność zapewnienia dostępu do pastwisk. Jeśli państwo polskie w swej niekwestionowanej misji dba (skutecznie) o populację dzikiej zwierzyny, winno zapewnić tejże zwierzynie jako regularnej hodowli podobny dobrostan. Zawiera się w tym pasza. Problem polega tylko na tym, że nie sposób określić miejsca przebywania stada ani ogrodzić wszystkich lasów i siedlisk. Art. 47. pkt 1 ppkt. 1 ustawy z dnia 13 października 1995 r. Prawo łowieckie (Dz. U. z 2005 r. Nr 127, poz. 1066) mówi – właściciele lub posiadacze gruntów rolnych i leśnych powinni, zgodnie z potrzebami, współdziałać z dzierżawcami i zarządcami obwodów łowieckich w zabezpieczaniu gruntów przed szkodami (w uprawach rolnych – red). Jawi się dysproporcja, w której właściciel, czyli Państwo, nie jest w stanie upilnować swojego stada (dzikiej zwierzyny) i przekłada częściowy obowiązek sprawowania nadzoru nad stadem na właściciela gruntu, na którym to stado się pasie. W praktyce wygląda to bardzo często tak, że koło łowieckie zakupuje środki techniczne do zbudowania ogrodzenia i przekazuje je rolnikowi. Jego współpraca polega np. na montażu owego ogrodzenia na swój koszt.
To problem również dla kół łowieckich
Odrębnym tematem są opłaty z tytułu czynszów dzierżawnych, które otrzymują gminy, zgodnie z art. 31 ustawy z dnia 13 października 1995 r. Prawo łowieckie (Dz. U. z 2005 r. Nr 127, poz. 1066). Środki te przeznaczone są na cele przez nie realizowane, a ustanawiane przez samorząd gminny. Wobec tego to od samorządu gminy zależy, na co te środki zostaną wykorzystane. Dzierżawcy ani właściciele gruntów na których istnieją obwody łowieckie nie mają wpływu na przeznaczenie środków z tytułu dzierżawy. Gdzie de facto, środki te mogły by być między innymi przeznaczone na zabezpieczenia upraw. W chwili obecnej, obowiązek pokrywania strat rolnych i zabezpieczania upraw jest złożony na karb kół łowieckich, które o ile liczne i zamożne są w stanie pokrywać koszty.
Sprawca decyduje o swojej karze
Prawdziwym kuriozum jest wskazanie przez ustawodawcę w Art. 46. pkt 2 na zarządcę lub dzierżawcę obwodu jako osobę odpowiedzialną za szacowanie szkód. Ustawodawca mówi co prawda o dwuinstancyjności i wskazuje również na przedstawiciela Izby Rolniczej jako instancję odwoławczą na wniosek poszkodowanego. W praktyce wygląda to tak, że myśliwymi są sędziowie, prokuratorzy, lekarze, rzeczoznawcy i cała grupa osób dobrze sytuowanych. W małych społecznościach, gdzie liczba ludności nie przekracza kilku tysięcy mieszkańców, statystycznie wychodzi kilkunastu myśliwych na kilkudziesięciu rolników. Hermetyczność środowiska braci łowieckiej sprawia, że rolnik ma niewielkie szanse na dochodzenie roszczeń. Znane redakcji są przypadki stosowania prawnej zemsty na niepokornym” rolniku, w którym środowisko myśliwych zawiodło swą ofiarę pod sąd pod zarzutem pobicia, gdzie ów sąd odprawiany jest przez sędziego – myśliwego, na beneficjencie ewentualnego odszkodowania wypłacanego między innymi z kieszeni samego sędziego – jako członka koła łowieckiego. Paradoks?
Ponadto swoistym wentylem bezpieczeństwa jest dla komisji szacujących szkody Art. 48 pkt 6, mówiący, że odszkodowanie nie przysługuje za szkody w uprawach rolnych założonych z rażącym naruszeniem zasad agrotechnicznych.
Ksiądz swoje, a organista swoje
Kolejnym punktem zapalnym są kompetencje przedstawicieli kół łowieckich wyznaczonych do szacowania szkód rolniczych. Oczywiście jako autor nie mam zamiaru urażać tych rzeczoznawców, którzy posiadają stosowną wiedzę z tego zakresu. Niemniej jednak nagminnie zdarza się, że szacowania dokonują osoby, które ukończyły nieledwie szkolenie w tym temacie, ale nie posiadają elementarnej wiedzy na tematy rolnicze. Jak bowiem można określić fakt szacowania szacunkowego według uśrednionych danych ekonomicznych plantacji ziemniaków, uprawianej dla wymagającego odbiorcy według kryteriów przez niego określonych? Koszt takiej uprawy może być o wiele wyższy niż normalnej uprawy wielkotowarowej.
Wiele kontrowersji budzi również fakt poruszania się przez myśliwych samochodami po uprawie. Z korespondencji z rolnikami wynika, że nagminne są przypadki nieuprawnionego wjeżdżania w wysokie zboże czy ziemniaki samochodami terenowymi. Rano rolnik zastaje “pobojowisko”, nie wiedząc kto jest sprawcą.
Wszystko “gra”
Ministerstwo Środowiska i resort rolnictwa ustami swoich rzeczników odpowiadają, że model gospodarki łowieckiej w obecnych warunkach przyrodniczych, społecznych i ekonomicznych naszego kraju, powszechnie uznawany jest za właściwy.
Jest on oczywiście właściwy, efektywny i tani, ale tylko dla braci łowieckiej i Ministerstwa Środowiska. Jak mówi wspominany wcześniej prezes Świątek, odczucie społeczne, a w szczególności rolników jest jednoznacznie negatywne.
Uwaga adresowana do resortu rolnictwa i środowiska. Może należało by pomyśleć o zmianie Prawa łowieckiego na modele stosowane w Europie zachodniej. Takie kraje jak Francja, Dania, landy niemieckie, Włochy stosują obecnie rozwiązania podobne do przedwojennego Prawa łowieckiego z 14.12.1927 r., w którym polowanie jest powiązane z własnością gruntu i należy do właściciela gruntu. Ponadto czynsz dzierżawy obwodu łowieckiego należny jest właścicielowi gruntów, na których terenie znajdują się tereny myśliwskie. W ten sposób rekompensowana jest szkodowość hodowli dzikiej zwierzyny, a prawo własności właściciela gruntu jest szanowane.
Rozwiązania bezkonfliktowe są możliwe, tylko w ich wprowadzenie musi zaangażować się instytucja państwa, reprezentowana nie przez stronę w sprawie, a przez osoby nie mające związku z łowiectwem. Poza tym zamiatanie sprawy pod dywan nasuwa na myśl mentalność autorów powojennego prawa łowieckiego – towarzyszy Bieruta, Cyrankiewicza i Podedwornego. Z tą różnicą, że zarządcy PGR-ów niezmiernie rzadko skarżyli się na szkody w uprawach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności