Koń koniowi nierówny

Decydując się na kupno ciągnika rolniczego, w pierwszej kolejności określamy kwotę jaką planujemy przeznaczyć na zakup maszyny, a w drugiej jej moc. Porównując specyfikacje można dostrzec, że producenci ciągników stosują różne normy do określenia mocy swych maszyn. Na co zwrócić uwagę i co jest na rzeczy, zapytaliśmy inż. Władysława Delisia z IBMER-u w Kłudzienku (na zdjęciu).

WRP: Producenci ciągników rolniczych i wszelkich maszyn samojezdnych stosują do określenia mocy swojego sprzętu różne normy. Jakie to normy i czym się różnią?
– Rzeczywiście, producenci ciągników rolniczych i maszyn wolnobieżnych, a także samojezdnych i stacjonarnych, stosują w swych działaniach marketingowych i dokumentach oficjalnych informacje uzyskane od producenta silników. Często, podają oni moc zmierzoną dostępną w swych warunkach metodą badań, w oparciu o różne dokumenty normatywne. Mogą to być normy ISO TR 14396, DIN 70020, dyrektywy EWG, regulaminy EKG ONZ lub odpowiednie kody OECD. Każdy z tych dokumentów normatywnych określa metodę sporządzania dokumentacji silnika.Wyniki badań mocy silnika mogą się różnić z uwagi na zastosowaną metodę (z lub bez osprzętu), jak również określeniem mocy netto”, “brutto”, “znamionowej”, maksymalnej” – zależnie od przeznaczenia silnika, a także spełnienia wymagań mocy, emisji spalin lub zużycia paliwa. Ponadto, zastosowanie w jednym typie silnika różnych urządzeń wyposażenia silnika powoduje, że ten sam typ silnika posiada różne moce, nawet przy tej samej metodzie pomiarów. Podanie mocy silnika ciągnika rolniczego z określeniem normy i metody badania, przytoczonych wyżej, jest chyba dla rolnika informacją czysto teoretyczną, gdyż odbiega od oczekiwanej nawet ok.8%.
Producent silnika może nie mieć wpływu do jakiego pojazdu lub maszyny będzie zamontowany jego produkt (samochód ciężarowy, ciągnik rolniczy, pojazd wolnobieżny lub urządzenie stacjonarne). Także często nie ma wpływu na warunki zabudowy silnika w maszynie lub urządzeniu o konkretnym przeznaczeniu (skonstruowanej pod szczegółowe wymagania wyposażenia w napędzane urządzenia).
Producent ciągnika powiela więc informacje uzyskane od producenta silnika. Określenie “rzeczywistej czy użytkowej” mocy silnika, której oczekuje użytkownik, wymaga podania szczegółowych warunków jej pomiaru. W efekcie chodzi o moc uciągu i możliwości poboru mocy z WOM. Użytkowa moc silnika zastosowanego w pojeździe zależy od wielu czynników, m.in.: poboru mocy przez napędzane mechanizmy, zastosowane przełożenia i wielkości kół, prędkości robocze z konkretnym narzędziem, zwięzłości i wilgotności gleby (przy pracach polowych) obciążenia (lub odciążenia) osi napędowych od maszyn współpracujących itp.
Stosownie do tych warunków, zużycie paliwa także jest trudne do określenia. Reasumując, można powiedzieć, że moc deklarowana przez producenta silnika jest ważna dla konstruktorów np. ciągników rolniczych, ale nie jest wartością, którą można uzyskać faktycznie, gdyż nie uwzględnia poboru na napęd niezbędnych urządzeń wyposażenia pojazdu.

WRP: Dlaczego polskie przepisy nie regulują tego? Generuje to swego rodzaju czarny rynek.
– Być może, że z uwagi na różne metody źródła otrzymywanych informacji dotyczących mocy silników, problem jest trudny do uregulowania. Niemniej, we wzorach odpisów ze świadectwa homologacji jest zapis “Klasyfikacja mocy (konie mechaniczne) do celów fiskalnych lub klasa”, którego określenie będą regulowały odnośne przepisy. Wówczas zapis może będzie wymagał określenia przez producenta ciągnika w oparciu o narzuconą jednolitą metodę (np. z WOM – taka informacja jest obecnie nieobowiązkowa).
WRP: Rolnicy czują się oszukani w majestacie prawa. Jak czytać normy i która jest najkorzystniejsza i najbardziej adekwatna dla nabywcy?
– Z punktu widzenia rolnika, wydaje mi się, że istotnymi informacjami byłyby m.in.: siła uciągu (w określonym stanie obciążenia na określonym podłożu, na poszczególnych biegach), zużycie paliwa w odniesieniu do stopnia obciążenia oraz moc na WOM. Powyższe informacje w postaci graficznej lub tabelarycznej zamieszczone w instrukcji obsługi, byłyby bardzo istotne dla użytkownika, jak również dla przyszłego nabywcy. Badania takie mogłyby być przeprowadzane za zgodą i może na koszt producenta – o ile chciałby być wiarygodnym producentem. W obecnej chwili handlowcy często nie czują tych problemów i być może nieświadomie wprowadzają w błąd potencjalnych nabywców, sugerując się posiadanymi informacjami powielanymi z dokumentacji produktu.
WRP: Jaki cel mają producenci w dezinformowaniu klienta?
– Uważam, że jest to dezinformacja niezamierzona, a podanie przez handlowców możliwie dużej mocy w oparciu o posiadaną dokumentację, jest elementem korzystnie wpływającym na reklamowany produkt. Zakup drogiego ciągnika rolniczego, niespełniającego oczekiwań eksploatacyjnych, jest wówczas dużym rozczarowaniem nabywcy, pomimo że handlowcy wykazują dobrą wolę.

rozmawiał Daniel Alankiewicz
redakcja WRP