Dziwne czasy

Dla europejskiego rolnictwa nastały dziwne czasy. Po kilku tysiącach lat jego istnienia i rozwoju okazało się, że produkcja żywności będąca bodajże najważniejszą działalnością wytwórczą człowieka, podporządkowana została zupełnie innym prawom, co prawda też mającym związek z żywnością, ale na zupełnie już innych zasadach.

Po raz pierwszy w historii w tej części Świata produkty rolnictwa budzą zainteresowanie nie większe od przysłowiowego “zeszłorocznego śniegu”. Przynajmniej takie wrażenie można odnieść, kiedy widzi się ceny, za które te produkty i surowce są od rolników odkupywane.
Dawniej o wielkości produkcji w gospodarstwie rolnym decydowały warunki środowiskowe i posiadany zasób siły roboczej, a przeciętne gospodarstwo rolne było samowystarczalne. Na to co dzisiaj nazywamy “rynkiem” miało do zaoferowania niewiele, najczęściej nadwyżki w latach urodzaju. Owszem, w średniowiecznej Polsce sporo zboża eksportowano do innych krajów Europy, choć zdaje się z dużo lepszym skutkiem ekonomicznym- dla samych rolników- jak dzisiaj. Nie wiem na ile w tamtych czasach ceniono zawód rolnika, ale na pewno ceniono żywność. 40- 30 lat temu europejskie rolnictwo związało się na dobre z przemysłem- również i nauką, które to poprzez dostarczanie mu środków produkcji (maszyny, nawozy, środki ochrony roślin, nasiona, leki, pasze, nowe technologie itd.) pozwoliły bardzo wydatnie zwiększyć ilość wyprodukowanych surowców i produktów rolnych. Początkowo ta wzrastająca produkcja znajdowała nieograniczony zbyt nie tylko zresztą w Europie Wschodniej. Dobrze się działo rolnikom także w “starej” unii Europejskiej. Rządy chciały mieć zapasy strategiczne i płaciły uczciwie bądź tworzyły dobre prawo, które nakazywało dobrze płacić.
Wielu polskich rolników wspomni w tym momencie złote lata 70, 80 nawet i 90 – te ubiegłego wieku. Do tej pory rolnik był podmiotem ! Życie jednakże płynęło dalej. Nauka wyprodukowała “super odmiany” i “kosmiczne technologie” (Z kosmosem mające tyle wspólnego, że stworzyły kosmiczne zagrożenie dla środowiska naturalnego, zdrowia społeczeństw i etyki człowieka w stopniu ryzyka co najmniej tym samym co wyprawy wahadłowcami ). Super odmiany potrzebowały “super” nawożenia i “super” ochrony. Przemysł wyprodukował ciągniki i maszyny “giganty”.Było dobrze. Plony wzrastały, pieniądze były , sprzęt i całą resztę dostarczano do obejścia. Rosły góry zboża, rzepaku czy cukru, choć początkowo nie było z tym problemu. Świat był głodny, wielki brat ze wschodu zawsze coś kupił, czasem wzniecono jakąś wojnę, żeby uszczęśliwić głodujących.
Pewna część (co rok coraz mniejsza) farmerów, bambrów, bauerów czy w końcu rolników zaczęła śnić swój sen. Sen o wielkości. To przypadłość znana już od starożytnych monarchii. Ale wtedy ziemia oznaczała wszystko i władzę i bogactwo. Jeszcze wszystko się kręciło, choć już zaczynało piszczeć i zgrzytać. Ceny zaczęły spadać. Smutne doświadczenia rolników zza oceanu niczego Europejczyków nie nauczyły. Choć i przesłanki były inne. Wygłodzona powojenna Europa chciała być bezpieczna. Ewentualne zachłyśnięcie dotyczyłoby i tak stosunkowo niewielkiej grupy zawodowej, która zresztą łatwo mogła znaleźć inną pracę. Stara kultura podpowiadała zresztą swoje rozwiązania problemu.
Tak więc Polityka zaczęła dokładać smaru do maszynerii: a to ceny gwarantowane, a to kredyty z dopłatami. Nie na wiele się to zdało, przynajmniej dla samych zainteresowanych. Większa Polityka widząc co się dzieje dorzuciła swoje: a to dopłaty obszarowe, a to limity produkcyjne, eksportowe i importowe, cła itp. Bardzo Wielka Polityka w tym momencie dostała czkawki. Chwileczkę – kochani Europejczycy! Mamy was w nosie, nie mieszkacie na Księżycu i macie się dostosować do reszty Świata. O dopłatach zapomnieć, limity poobcinać, cła zlikwidować a produkcję ograniczyć, bo nieważny jest wasz farmer, bauer, rolnik czy jak on się tam w końcu nazywa, ważna jest globalizacja, wielki handel, wielkie pieniądze i wielkie korporacje.Teraz rolnik stal się przedmiotem.
Tyle może historyczno – filozoficznej refleksji. Wróćmy do rzeczywistości. Tą rzeczywistością jest nadprodukcja żywności w Europie i Ameryce. Może nie na tyle, żeby nie wiedziano co z nią zrobić, ale tak duża, że dołuje ceny i powoduje duże problemy społeczne na tych kontynentach, związane z upadkiem gospodarstw, zmianą zamieszkania i zawodu, biedą i bezrobociem. Te problemy dotarły również do naszego kraju. Naturalnie nie można negować olbrzymiego i bardzo pozytywnego wpływu przemysłu na fakt, że w Europie zapomniano o niedostatku żywności, nie mówiąc o głodzie. Ale nie można oprzeć się wrażeniu, że sami rolnicy zyskali na tym niewiele. Europejskie rolnictwo zaszło – mam wrażenie – zaszło w ślepą uliczkę. Europejskie rolnictwo bez dopłat nie jest w stanie się rozwijać, a nawet- dotyczy to zwłaszcza dużych gospodarstw – utrzymać! Z kilku znanych mi spółek rolnych kwota zysku za 2005 rok jest mniejsza od kwoty doplat obszarowych! ! !Nie lepiej jest w wielu gospodarstwach indywidualnych. Oto paradoks współczesnego rolnictwa. Rewolucja zaczęła zjadać własne dzieci! ! ! Tymczasem przemysł środków produkcji dla rolnictwa ma się bardzo dobrze. Przemysł rolno – spożywczy ma się jeszcze lepiej. A handel detaliczny przetworzoną żywnością – zwłaszcza ten wielki – ma się najlepiej . Jakże może być inaczej, jeśli udział zboża w 1 kilogramie chleba o wartości -2.50 zł wynosi… 0.25 zł czyli 1/10!!!.
Cóż tu można radzić. Bruksela proponuje ugorowanie i sadzenie lasów, rośliny energetyczne i strefy buforowe, limity i ograniczenia produkcyjne, rolnictwo i dopłaty ekologiczne, wszystko po to aby z m n i ej szyć tę górę żywności, ale też tak aby nikogo nie urazić i zdenerwować. Przecież można było na przykład ustalić, że 100 kg azotu ( w nawozach odzwierzęcych) na hektar to ilość i wystarczająca i dopuszczalna. A ustalono, że Matka Ziemia zniesie 170 kilogramów (jeszcze). Na kpiny zakrawa fakt, że ta ostatnia liczba stanowi jeden z kanonów tak zwanej Dobrej Praktyki Rolniczej. W USA uczeni obliczyli, że na drodze od pola do talerza ( czytaj: kubła na odpadki) marnuje się… 45% tego co się urodziło na tymże polu! ! ! Jednocześnie eksperci FAO wyliczyli skrupulatnie, że stosowanie środków ochrony roślin w skali Świata ratuje 20% plonów. Wyliczenia pochodzą z połowy lat 90 XX wieku gdzie chemia była używana raczej w bogatszych rejonach kuli ziemskiej. Mnoży się tu szereg pytań o sens. W tej sytuacji giełda w Chicago notuje ciągle spadki cen, a amerykański rząd po raz chyba pierwszy w historii tego kraju uchwala subsydia dla rolnictwa.
Przez kilkanaście lat uprawiałem warzywa gruntowe, teraz uprawiam truskawki. Przez te wszystkie lata zaobserwowałem pewną prawidłowość. Najlepiej zarabiało się – paradoksalnie – w latach nieurodzaju. Kilku- czy kilkunastoprocentowy niedobór towaru na giełdzie powodował z reguły kilkudziesięcioprocentowy wzrost cen, czasami ponad 3 – krotny w stosunku do lat urodzaju. Do czytelnika może jeszcze lepiej dotrze następujący przykład dotyczący praw rządzących rynkiem. Mniej więcej 3 lata temu zaczęły rosnąć światowe ceny ropy naftowej. Ropa wyceniana przed wojną w Iraku na 22 dolary za baryłkę doszła w końcu do poziomu około 60 dolarów. Rzecz dziwna nie wpłynęło to specjalnie na ceny detaliczne w Europie. Litr oleju napędowego czy litr benzyny jak kosztował jedno EURO z małym okładem tak kosztuje dalej. Pieniądze przepłynęły tylko nieco inaczej. Tu obniżono podatek, gdzie indziej akcyzę albo marżę. A zyski państw czy koncernów które ropę wydobywają wzrosły w tym czasie kilkakrotnie. W tej sytuacji nikomu na Świecie nie opłaca się wydobyć ani baryłki więcej. Koszty wydobycia są przecież stałe, a nadmiar surowca na giełdach może tylko spowodować spadek cen. Te moje uwagi pozostawiam rolnikom do przemyślenia i życzę im, żeby nie pozwolili z siebie zrobić przedmiotów o malej wartości. W bilansach rozwoju społeczeństw, bywa że takich przedmiotów w ogóle się nie wycenia.

Roman Pozierak

Autor jest pracownikiem Terenowego Zespołu Doradztwa w Namysławowie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności