Nauka jak pompa ssąco-tłocząca

0
595

Sprawnie funkcjonująca nauka powinna być podobna do pompy ssąco-tłoczącej. Trudno nie zgodzić się ze słowami prof. dr. hab. Andrzeja Grzywacza. Zapotrzebowanie na naukę (element ssący) jest ogromne, zarówno ze strony samego rolnictwa, jak i reszty społeczeństwa. Czy równie optymistyczne perspektywy stoją po stronie środków finansowania nauki i jej przełożenia na praktykę (element tłoczący)? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań szukali uczestnicy I Kongresy Nauk Rolniczych Nauka – Praktyce”, który odbył się 14-15 maja w Puławach.

Główne uwarunkowania funkcjonowania polskiego rolnictwa to wzrost znaczenia powiązań rolnictwa z resztą ogniw gospodarki żywnościowej, ale też narodowej, europejskiej i światowej. Rosną też oczekiwania społeczeństwa wobec rolnictwa, w zakresie wypełniania przez nie funkcji produkcyjnych (czyli rynkowych), ekologicznych, kulturowych czy też środowiskowych. Jaką przyjąć postawę wobec organizmów genetycznie modyfikowanych? Czy należy rozwiewać mity, zachowując przy tym przezorność oraz licząc się z opinią społeczeństwa? Czy susza w Polsce to już problem? Czy tak naprawdę zapalono zielone światło” dla energii odnawialnej? Jak poprawnie należy rozumieć termin “gleba najwyższym dobrem”? Czy ocieplenie w Polsce o 0,4oC od 1980 roku to realna zmiana klimatu? Czy badania z zakresu socjologii wsi, inwestycje w rozwój infrastruktury wsi to jeszcze ciągle bliżej nieokreślona przyszłość, czy może już realne zapotrzebowanie?

Pytań, wyzwań i oczekiwań sektora rolno-spożywczego oraz obszarów wiejskich wobec nauki jest bardzo dużo. Wypowiedzieli je zarówno minister resortu Marek Sawicki i podsekretarz stanu Marian Zalewski, jak i przedstawiciele Komisji Europejskiej. O ile jednak polski resort rolnictwa, de facto jeden z organizatorów wraz z puławskimi instytutami IUNG-PIB oraz PIWet-PIB doskonale przygotowanego kongresu, widzi potrzebę powiązań i stałego kontaktu nauki z praktyką, o tyle środków do ich realizacji musimy szukać sami. Co prawda Jean-Luc Demarty, Dyrektor Generalny Dyrektoriatu Generalnego Rolnictwa KE podkreślił, iż: nie możemy tolerować różnic w dopłatach bezpośrednich dla poszczególnych krajów członkowskich Unii Europejskiej, powinny być równe warunki gry dla wszystkich, a mamy do czynienia ze znacznym zróżnicowaniem, gdyż w krajach “12” płatności oscylują na poziomie 180-260 euro/ha podczas, gdy w krajach “15” wynoszą około 300 euro/ha. Jednak Timothy Hall, Dyrektor ds. Biotechnologii, Rolnictwa i Żywności w Dyrektoriacie Generalnym ds. Badań KE nie pozostawił złudzeń, iż środki, jakie z puli 53 mld euro w ramach 7. Programu Ramowego w Zakresie Badań i Rozwoju Technologicznego w Europie obejmującego lata 2007-2013 UE przeznaczyła na sektor rolny, włączony w działania “Żywność, rolnictwo i biotechnologia”, tj. 1,9 mld euro, do imponujących nie należą.

Na finansowanie badań naukowych z UE za bardzo więc liczyć nie można. Nie uzyskano też odpowiedzi, w jakim zakresie możliwe jest finansowania nauk rolniczych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Prof. dr hab. Maria Orłowska, sekretarz stanu w ministerstwie nauki wprawdzie poinformowała, iż rząd dołożył dodatkowy 1 mld zł do funduszu na naukę i ministerstwo nauki o 10% zwiększyło środki na badania w naukach przyrodniczych, jednak pojawiła się trudność ze zdefiniowaniem pojęcia “nauki rolnicze”. Gdzie się zaczynają, a gdzie kończą nauki rolnicze i jak je umiejscowić w naukach przyrodniczych?

Pokongresowych wniosków było wiele, bo też i wiele zagadnień zostało dogłębnie przeanalizowanych. Jeden z nich jest wart przynajmniej zauważenia. Media rolnicze to w obecnych polskich realiach przyjaciele i łącznicy pomiędzy nauką a praktyką. Oby nie jedyni! I chociaż cieszy nas fakt, że dostrzegają i doceniają to zarówno minister rolnictwa, jak i pracownicy polskich instytutów naukowych, to jednak zastanawiająca jest postawa Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Na tym poziomie rozwoju społeczno-gospodarczego kraju, nie wspominając już o dorobku polskiej nauki, to stanowczo zbyt małe połączenie nauki z praktyką. O konkretne rozwiązania, programy, czy też systemy motywowania – ale uwzględniane w dorobku naukowym – wnioskowali też uczestnicy debaty. Rozdrobnienie prowadzonych obecnie badań, niejednokrotne dublowanie tematów oraz wyniki lądujące nierzadko na półkach to obraz, który należy zmienić. Katastrofalny jest też stan doradztwa, nad którym nie ma praktycznie żadnej kontroli. Wojewódzkie ODR-y nie mają ze sobą powiązania, niejednokrotnie zatrudniają słabo wykształconą kadrę, za małe pieniądze, bez oceny ich kompetencji i bez konieczności dokształcania się, jak uważa prof. Ryszard Hołownicki. Doradcy zajęci wypełnianiem wniosków odeszli od funkcji, dla której zostali powołani.