Konie w rolnictwie

0
6050

W roku 1993 Charlie Pinney, angielski rolnik i konstruktor, zainteresował swoich kolegów w Europie pomysłem stworzenia organizacji zrzeszającej ludzi pracujących końmi w celu wymiany informacji między innymi o maszynach konnych. Konstruując przodek roboczy obalono przekonanie, że praca końmi wiąże się z ciągłym chodzeniem za nimi. Od tej pory można za końmi jeździć doczepiając do przodka podstawowe narzędzia takiej jak brony, kultywatory, siewniki, włóki itd. Można również przystosować stare maszyny konne do przodka roboczego, co bardzo tanim kosztem poprawia komfort pracy. Jak podaje FAO, na świecie ponad 300 mln zwierząt ciągle pracuje dla człowieka, to daje 1 zwierzę na 23 osoby.

Również w Polsce ilość koni pracujących w rolnictwie i leśnictwie nie jest taka skromna. Jak wynika, wprawdzie z bardzo szacunkowych, danych Polskiego Związku Hodowców Koni od około 5% (woj. zachodniopomorskie) do 30% (woj. podkarpackie) pogłowia zarejestrowanego w Polsce pracuje sezonowo lub dorywczo w rolnictwie i leśnictwie. Stanowi to w stosunku do liczby około 300 tys. sztuk koni średnio 15-20 tys.

Czy to się opłaca? Często pada takie pytanie i odpowiadam na nie – tak! Wiele korzyści w pracy końmi wynika także z faktu obcowania z tymi zwierzętami. Satysfakcja wynikająca z umiejętności dogadywania się” z koniem to wynik wieloletniej współpracy na co dzień. Koń jest często członkiem rodziny i podobnie jak pies towarzyszy nam od początków cywilizacji. Często żyje z nami przez całe dorosłe życie, ponad 25 lat dzieląc znój pracy w pozyskiwaniu środków do życia. Praca z koniem to coś więcej niż tylko obróbka ziemi, to element socjologiczny, to wzajemna symbioza, to akt współtworzenia w zrównoważonym rolnictwie, to niezastąpiony element rolnictwa ekologicznego.

Bardzo prosty przykład to porównanie cen ziarna owsa, czyli paszy energetycznej do ceny paliwa. Jeden kilogram owsa kosztuje ok. 30 groszy. Dzienna maksymalna dawka dla ciężko pracującego konia to ok. 10 kg, czyli 3 zł na dzień. W ciągu jednego dnia (8-10 godzin pracy) można zaorać parą koni i pługiem jednoskibowym ok. 0,5 ha, czyli zaoranie jednego ha w ciągu 2 dni kosztuje ok. 12 zł, zaś ciągnikiem średniej mocy można zaorać 2,5 ha dziennie (ok. 10 godzin pracy), jednak koszt paliwa wynosi ok. 3,50 zł/1 litr, a zużycie paliwa to ok. 15-20 litrów na ha. Zatem koszt zaorania hektara ciągnikiem wynosi ok. 70 zł.
Nowe technologie uprawy gleby oraz agregatowanie maszyn, możliwe z powodu użytkowania przodka roboczego, usprawnia i znacznie przyśpiesza pracę. A więc nowoczesny sprzęt konny, a w szczególności przodek roboczy, może przełamać stereotypowe myślenie o rolnictwie i zdjąć aureolę zacofania z konia, który był jego symbolem. Bo “koń jaki jest każdy widzi”, tylko nowe maszyny zmieniają myślenie o zastosowaniu koni, no i miłość do tych zwierząt jest warunkiem podstawowym. Ludzie, którzy nie kochają tych zwierząt i nie mają cierpliwości, aby z nimi pracować, niech dalej pracują ciągnikami, ponieważ ta czynność zarezerwowana jest dla mistrzów i obecnie nobilituje ludzi, którzy posiadają taką umiejętność. Dzisiaj praca końmi to nie zacofanie i prymitywizm, lecz najważniejsza ranga w rolnictwie, najwyższa półka w produkcji ekologicznej żywności, to wyróżnienie, które posiadają nieliczni i w takich gospodarstwach warto zaopatrzyć się w naturalną żywność.

, jaka przyszłość czeka konia na wsi? Uważam, że bardzo obiecująca. Energia, jaką to zwierzę nam daje jest nie dość, że ekologiczna i odnawialna, to jeszcze daje coś, co rzadko bierze się pod uwagę, a mianowicie niezależność właścicielowi od wszelkich koncernów, bo paliwo dla koni jest bez akcyzy i podatku VAT, można je wyprodukować na własnym polu, a uzyskiwany nawóz można stosować ciągle bez obawy, że zniszczymy mikroorganizmy w glebie. Na razie nie obowiązują ograniczenia co do poruszania się po drogach wiejskich, a i sprzęt oraz wozy nie wymagają rejestracji, no i kosztownych opłat urzędowych. Zachęcam zatem rolników do zastanowienia się, czy aby łącząc pożyteczne z przyjemnym nie doprowadzić koni do pewnych prac w gospodarstwie, chociażby transportowych. Dwuznaczne uśmiechy sąsiadów często skrywają nostalgię do tej pracy, ale wstyd i wygodnictwo powodują, że pozostają nadal “cywilizowani”. Coraz częstsze pokazy, konkursy i zawody z udziałem ciężkich koni zimnokrwistych przyciągają tłumy widzów. Największą imprezą o tym charakterze w USA jest “Horses Progress Days” (www.horseprogressdays.com/index.asp), gromadzi nawet 50 tys. widzów. W Europie Zachodniej wygląda to również imponująco, między innymi w Detmold w Niemczech (www.pferdestark.de/Deutsch/Frame%20deutsch.htm) w 2009 roku odbyła się impreza plenerowa pod tytułem “Pferde Stark”, którą w ciągu dwóch dni odwiedziło ok. 19 tys. osób. W Polsce także odbywa się sporo imprez ukazujących umiejętności koni i ludzi. Z największym rozmachem jak dotąd zorganizowano w 2008 r. imprezę pt. “Pańskie oko konia tuczy” na terenie Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie (www.muzeum-szreniawa.pl/). Wzięło w niej udział ok. 10 tys. widzów. Kolejna impreza tego typu jest zaplanowana na październik 2010 roku. Poza tym w różnych regionach naszego kraju, począwszy od Wejherowa aż do Wisły, w okresie od wiosny do późnej jesieni organizowane są w wielu miejscowościach imprezy konne. Jest to okazja do zaprezentowania różnych pomysłów w zakresie zastosowania koni. A jest to zwierzę, które towarzysząc człowiekowi przez tysiąclecia ma bardzo szerokie zastosowanie. Począwszy od pracy w rolnictwie, sporcie, wojsku, policji, przedsiębiorstwach komunalnych, leśnictwie, turystyce, rekreacji, hipoterapii i w końcu jako zwierzę rzeźne, daje nam ludziom wiele korzyści i satysfakcji. Nieliczne, aczkolwiek bardzo bulwersujące informacje o bestialskim traktowaniu tych zwierząt świadczą o naszej, ludzkiej niedoskonałości i zacofaniu, które w takich zachowaniach się przejawia. Stworzenie odpowiednich przepisów oraz surowe ich egzekwowanie może ograniczyć tę bestialską bezmyślność.

Kończąc optymistycznym akcentem oczekuję, jako Prezes Polskiego Stowarzyszenia Użytkowników i Przyjaciół Koni Roboczych oraz Konnych Producentów Ekologicznej Żywności im. prof. Ewalda Sasimowskiego (www.konierobocze.pl/stowarzyszenie.htm) od “Brukseli” odpowiedniego wsparcia finansowego dla rolników ekologicznych uprawiających ziemię przy pomocy koni, jako producentów najwyższej jakości produktów żywnościowych, bo przecież od tego zależy nasze zdrowie. Zabiegi takie trwają od pewnego czasu za pośrednictwem naszej europejskiej federacji FECTU (www.fectu.com) zrzeszającej użytkowników konnych z całej Europy (ponad 5 tys. osób). Kiedy w “Brukseli” zauważą naszą obecność? Trudno powiedzieć, może i częściowo zależy to od nas samych, ponieważ propagowanie zdrowego stylu produkcji szczególnie w Polsce, gdzie warunki są ciągle bardzo sprzyjające, może być pomocne. Posiadamy wiele gospodarstw o małym areale, gdzie praca końmi jest uzasadniona, należy jedynie wprowadzić odpowiedni sprzęt i uatrakcyjnić asortyment upraw skierowany bezpośrednio do odbiorcy – konsumenta, co pozwala zrezygnować z pośredników, a zarazem uzyskać opłacalność takiej produkcji.
I dobrze się stało, że traktoryzacja – przynajmniej w Europie i Ameryce Płn., uwolniła konie od niewolniczej harówki. Dzisiaj ludzie, którzy pracują końmi potrafią racjonalnie się nimi posługiwać, czyniąc z tej pracy prawdziwy majstersztyk umiejętności, ponieważ jest to świadomy wybór, a nie konieczność.

Ciąg dalszy w następnym odcinku poświęconym przodkom roboczym.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności