Kierowca buggy wjechał na łąki i pola Kombinatu Rolnego Kietrz, a gdy zauważył go pracownik, uciekł. Straty Piotr Kukuczka szacuje na kilkaset, może tysiąc złotych, ale w tej sprawie nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi o szacunek do cudzej pracy i jasny sygnał, że pole nie jest darmowym torem do jazdy.
Buggy na polach Kombinatu Rolnego Kietrz
Sprawa dotyczy Kombinatu Rolnego Kietrz w woj. opolskim. Jak opisała spółka w mediach społecznościowych, kierowca buggy wjechał na łąki i pola w okolicach tzw. Szwarcerówki, wysypiska śmieci i fermy Krotoszyn.
Pojazd zauważył jeden z pracowników. Ruszył za nim, ale kierowca uciekł. Szkody, według szacunków Piotra Kukuczki, członka zarządu Kombinatu, nie są ogromne w skali tak dużego gospodarstwa. To kilkaset, może tysiąc złotych. Tyle że w tej sprawie sama wycena nie jest najważniejsza.
„Nie chodzi tylko o pieniądze”
Piotr Kukuczka w rozmowie z redakcją mówi wprost, że Kombinat finansowo sobie poradzi. Chodzi jednak o brak zgody na traktowanie pól jak miejsca do zabawy.
– Bardziej chodzi o jasny sygnał, że nie ma zgody – mówi Piotr Kukuczka.
Pod postem Kombinatu pojawiły się komentarze rolników i mieszkańców. W wielu z nich wraca ten sam argument: cudze pole, niezależnie od tego, czy jest obsiane, zaorane czy leży ugorem, nadal jest czyjąś własnością.
– Czy to trawa, czy zboże, ziemniaki, inne warzywa, czy nawet zaorane pole, to nie ma nikt prawa tam wjeżdżać. To jest czyjaś własność i trzeba szanować, czy posiane, czy nie – pisze jeden z komentujących.
– Już nawet nie chodzi o te straty, tylko o szacunek do tej naszej roboty – dodaje kolejny.
Niech sobie kupi pole i jeździ po swoim – komentuje inny użytkownik.
Quady i crossy mogą zniszczyć plon oraz paszę
Dla osób spoza rolnictwa pole może wyglądać jak pusta przestrzeń. Dla rolnika to jednak konkretne koszty i miesiące pracy: nawozy, opryski, paliwo, materiał siewny, czas i ryzyko związane z pogodą.
Przejazd cięższym pojazdem przez zboże może położyć łan tak, że kombajn nie zbierze później części plonu. Na łąkach i pastwiskach problemem jest rozjeżdżona trawa. Jeśli nie odrośnie prawidłowo, rolnik ma mniej paszy dla zwierząt.
Z podobnymi przypadkami mierzą się rolnicy także poza Kietrzem, m.in. na Podkarpaciu, w Małopolsce i na Podhalu, gdzie quady i crossy rozjeżdżają pola, łąki i lasy.
– Problem zaczyna się coraz większy na Podkarpaciu, quady to zmora okolicy – piszą rolnicy w komentarzach.
Rolnicy mówią o poczuciu bezkarności
Wielu rolników przyznaje, że nie zgłasza podobnych sytuacji policji. Powód jest prosty: obawa, że sprawy kończą się umorzeniem albo symboliczną karą ze względu na „niską szkodliwość czynu”.
W przypadku Kietrza nagłośnienie sprawy ma być przede wszystkim ostrzeżeniem. Nie tylko dla konkretnego kierowcy buggy, ale też dla wszystkich, którzy cudze pola traktują jak darmowy tor off-roadowy.
– Niech społeczeństwo też pokaże, że nie ma akceptacji. Jasne jest jedno, że na to zgody nie ma i będziemy reagować zawsze w takiej sytuacji – dodaje Piotr Kukuczka.
Kombinat prosi o kontakt z policją
Kombinat Rolny Kietrz prosi wszystkie osoby, które mogą mieć informacje pomocne w ustaleniu sprawcy, o kontakt z Komisariatem Policji w Kietrzu pod numerem telefonu 47 862 23 02.
Redakcja zwróciła się także o komentarz do rzecznika prasowego Komendy Powiatowej Policji w Głubczycach. Po otrzymaniu odpowiedzi informacja zostanie uzupełniona.
Cudze pole to nie plac zabaw. Nawet jeśli szkody nie idą w dziesiątki tysięcy złotych, ktoś przez kilka minut jazdy niszczy efekt miesięcy pracy drugiego człowieka. To nie jest niewinny wybryk, tylko brak szacunku do cudzej własności i pracy.















