reklama
Baner KABAT

reklama
Baner Yara

reklama
Baner BASF

Co roku nowa maszyna i 40 tys. litrów mleka miesięcznie. Tak rozwijają gospodarstwo

Natalia i Adrian Bartosiowie z Woli Mysłowskiej miesięcznie dostarczają do SM Ryki prawie 40 tys. litrów mleka. Gospodarstwo rozwijają krok po kroku: postawili na lucernę, co roku kupują jedną maszynę, a w codziennej pracy mogą liczyć na pomoc mamy, Ewy Kowalczyk. Odwiedzono ich w przeddzień pierwszej rocznicy ślubu. Materiał opracowano na podstawie publikacji Andrzeja Rutkowskiego z Tygodnik-Rolniczy.pl.

reklama
Baner SDF
reklama
Baner Horsch

Lucerna poprawiła paszę i mleczność

Natalia i Adrian Bartosiowie prowadzą gospodarstwo w Woli Mysłowskiej w powiecie łukowskim. Są młodzi, rozwijają produkcję mleka i – jak podkreślają – widzą solidnego partnera w Spółdzielni Mleczarskiej w Rykach, do której sprzedają mleko.

W ostatnich latach mocno postawili na poprawę żywienia krów. Do struktury zasiewów wprowadzili lucernę, z której przygotowują kiszonkę zasobną w białko. Przy stadzie wydajnych krów rasy hf lepsza pasza przełożyła się na wyższą mleczność.

reklama
Baner KIOTI
reklama
Baner Rapool

– Lucerna to takie oczko w głowie mojej żony. Tak jak ona dba o tę uprawę, to naprawdę chylę czoła. Dzięki temu otrzymujemy lepszą paszę objętościową, odpowiednią dla wydajnych i wymagających krów rasy hf i mleczność poszła w górę – przyznał Adrian Bartoś.

W gospodarstwie pojawiły się też inne uprawy: mieszanka gorzowska oraz żyto hybrydowe. Rolnicy wdrożyli również program zabiegów fungicydowych w zbożach. Dziś zboża plonują na tyle dobrze, że mają nadwyżkę, choć wcześniej kupowali ziarno na paszę.

42 hektary i prawie 40 tys. litrów mleka miesięcznie

Natalia i Adrian Bartosiowie gospodarują na 27 ha własnych i 15 ha dzierżaw. Z dzierżaw 6 ha pochodzi od rodziców. Większość gruntów własnych, 24 ha, znajduje się na miejscu, a 3 ha są oddalone o około 100 km, w rodzinnych stronach Adriana, w okolicach Kazimierza Dolnego.

Tam dominują sady i uprawa dyni. Stąd w gospodarstwie wzięła się produkcja tradycyjnych soków tłoczonych z własnych owoców, która uzupełnia główny kierunek, czyli produkcję mleka.

Na potrzeby bydła rolnicy uprawiają 17 ha kukurydzy, 10 ha zbóż, 2 ha lucerny w czystym siewie oraz 10 ha łąk. Utrzymują 110 sztuk bydła: 55 krów, w tym 50 dojnych i 5 zasuszonych, oraz 55 jałówek i cieląt. Miesięcznie dostarczają do SM Ryki prawie 40 tys. litrów mleka.

Co roku jedna nowa maszyna

Zasadę jednej maszyny rocznie podpowiedziała młodym rolnikom mama. Chodzi o systematyczną modernizację parku maszynowego: nie wszystko naraz, ale co roku kolejny krok do przodu.

– Aby nie stać w miejscu, nie cofać się, a iść do przodu, trzeba inwestować w park maszynowy. Nie stać nas, aby na raz wymienić wszystkie maszyny na nowe, dlatego robimy to sukcesywnie, kupując jedną maszynę każdego roku. Dzięki temu modernizujemy park maszynowy, a jednocześnie nie jest to dla nas zbyt dużym obciążeniem finansowym – wyjaśniła Natalia Bartoś.

  • Odwiedź Kanał Rolniczy na YT – pokazujemy, jak to naprawdę wygląda – prawdziwe życie w gospodarstwach.

W poprzednim roku w gospodarstwie pojawiła się kosiarka Kuhn. W 2024 roku kupiono opryskiwacz Krukowiak, w 2023 roku ciągnik John Deere o mocy 145 KM, zakupiony przy wsparciu w ramach modernizacji gospodarstw rolnych, a w 2022 roku przyczepę samozbierającą Strautmann o pojemności 28 m3 oraz sześciorzędowy siewnik do kukurydzy.

Wcześniej, w 2021 roku, Natalia Bartoś skorzystała z premii dla młodego rolnika. Za te środki kupiła zgrabiarkę Krone, rozsiewacz nawozów Amazone, pług, wał do łąk i przyczepę o ładowności 10 ton.

Przyczepa samozbierająca okazała się szczególnie ważna przy paszach objętościowych. Dzięki niej, jak podkreślają rolnicy, poprawiła się jakość i wyrównanie kiszonek z traw.

Gospodarstwo rozwijają z pomocą mamy i doradców

Natalia Bartoś ukończyła zarządzanie i inżynierię produkcji na Politechnice Warszawskiej. Początkowo pracowała w zawodzie, ale zdecydowała się wrócić do rodzinnego gospodarstwa. Dziś razem z mężem rozwija produkcję mleka, a w codziennej pracy dużą rolę odgrywa mama, Ewa Kowalczyk.

– Cały czas się uczymy, zgłębiamy praktyczną i fachową wiedzę, aby wprowadzać pozytywne zmiany w naszym gospodarstwie, zwłaszcza moja żona poświęca na to bardzo dużo czasu. Żyje gospodarstwem i wprowadza jego rozwój. Ja pracuję także zawodowo poza rolnictwem, dlatego na wagę złota jest pomoc mojej teściowej, którą traktuję jak drugą mamę – zaznaczył Adrian Bartoś.

Natalia Bartoś podkreśla, że wiele nauczyła się właśnie od mamy, zwłaszcza przy doju i zdrowotności wymion. Korzysta też z wiedzy lekarza weterynarii Krzysztofa Grono, który kompleksowo obsługuje stado pod względem zdrowotności, profilaktyki i rozrodu.

– Krowy doję razem z mamą, to ona przekazała mi niezbędne umiejętności i wiedzę dotyczącą zdrowotności wymion. Dużo dały mi także rozmowy z lekarzem weterynarii Krzysztofem Grono, który kompleksowo obsługuje nasze stado zarówno pod względem zdrowotności, profilaktyki, jak i rozrodu – dodała Natalia Bartoś.

Jednym z celów Natalii jest poprawa wyników rozrodu, szczególnie skuteczności krycia. Współpraca z lekarzem weterynarii i doradcą żywieniowym przyniosła już efekty. Obecnie średni dzień laktacji w stadzie wynosi 165 dni, czyli mieści się w optymalnym przedziale 140-180 dni.

Obora, dój i nowe urządzenia DeLaval

Głównym budynkiem inwentarskim jest obora uwięziowa z 2005 roku. Mieści 50 legowisk dla krów dojnych. Dój odbywa się dojarką przewodową, wyposażoną obecnie w 8 aparatów udojowych.

– Obora jest dość funkcjonalna, bo przejazdowa, z szerokim stołem paszowym, co bez problemu pozwoliło wdrożyć dawkę TMR zadawaną z paszowozu. Obornik wypychamy mechanicznie dwa razy dziennie, przed każdym z udojów – powiedziała Natalia Bartoś.

Rolnicy zwiększyli liczbę aparatów udojowych, bo stado krów dojnych wzrosło z 40 do 50 sztuk. Przy pięciu aparatach dój trwał zbyt długo. Nowe aparaty mają opcję masażu, co – jak ocenia Natalia – sprawia, że krowy lepiej się zdajają, a sam dój trwa krócej.

– Potrzebowaliśmy więcej tych aparatów, ponieważ zwiększyliśmy też ilość krów dojnych z 40 do 50, co znacznie wydłużyło czas doju przy pięciu aparatach udojowych, jakie były pierwotnie. Firma DeLaval właśnie kończy prace związane z montażem nowych urządzeń udojowych – powiedziała Natalia Bartoś.

Mleko trafia do samomyjącego schładzalnika o pojemności 3100 l. Zbiornik kupiono przed rokiem, kiedy produkcja wzrosła i stary schładzalnik okazał się już zbyt mały.

Na liście kolejnych decyzji są cielęta

Na liście kolejnych decyzji są cielęta. Miejsca zaczyna brakować, dlatego Bartosiowie rozważają zimny odchów w budkach typu igloo albo cielętnik.

– Zastanawiamy się nad zimnym odchowem cieląt w budkach typu igloo lub alternatywą, jaką jest cielętnik. Decyzję podejmiemy po rozmowach z innymi hodowcami, będziemy pytać, jak im te systemy się sprawdzają – wyjaśniła Natalia Bartoś.

Od pięciu lat dawka żywieniowa zadawana jest z wozu paszowego Metal-Fach o pojemności 10 m3. W dawce dla krów znajdują się m.in. kiszonka z lucerny, kiszonka z kukurydzy, CCM z rękawa, śruta zbożowa, poekstrakcyjne śruty sojowa i rzepakowa oraz dodatki mineralno-witaminowe. Paszowóz ustawiony jest na 25 l produkcji dziennej, a wydajniejsze krowy są dodatkowo dokarmiane z ręki paszą treściwą.

U Bartosiów rozwój nie dzieje się naraz. W jednym roku maszyna, w kolejnym lepszy dój, teraz decyzja o cielętach. Tak budują gospodarstwo, które już dziś oddaje do SM Ryki prawie 40 tys. litrów mleka miesięcznie.

4 KOMENTARZE
  1. Widać w komentarzach ten polski optymizm i słynny słowiański uśmiech na ustach. Ludzie chcą pracować i się rozwijać i bardzo dobrze. Z artykułu wynika że jeżeli coś kupują to raczej bez kredytów. Jeżeli tak będą postępować to można wróżyć sukces. Wielu rolników (i nie tylko rolników, to samo jest np w transporcie) stało się niewolnikami bo zbyt szybko chcieli się rozwijać i nabrali kredytów. Teraz są wyróżnikami na łasce innych firm. Nikt im nie podpowiedział tak jak mama bohaterów artykułów.

  2. Cóż za patrioci. Ale w drugą stronę to działa tak, że będą płakać jak przyjedzie żarcie z Ukrainy lub Mercosuru. Bo polskie jedzenie trzeba kupować.

ZOSTAW KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Przeczytaj także

None found

Najpopularniejsze artykuły

None found

ARTYKUŁY POWIĄZANE (TAG)
INNE ARTYKUŁY AUTORA




NAJNOWSZE WIADOMOŚCI