Żniwa już tuż, tuż…

0
2747

Perspektywy uzyskania dopłat bezpośrednich optymalne warunki klimatyczne sprzyjające rosnącym na polach rośliną, spowodowały, że w roku 2004 w Europie mieliśmy do czynienia z rekordowo wysokimi plonami. W Polsce zebrano 29,5 mln ton zbóż (włączając w to kukurydzę) były to największe plony od 1991 roku. W tym roku zapowiada się, że zbiory będą równie dobre, choć już nie rekordowe. Co to oznacza dla Polskich rolników? Czy powinni oni obawiać się o sprzedaż swoich plonów? Na temat prognoz dotyczących tegorocznych żniw i co za tym idzie ich skupu rozmawiamy z Bogdanem Judzińskim szefem Polskiej Izby Zbożowo – Paszowej.

Red. Jakie będą tegoroczne zbiory zbóż?
Bogdan Judziński:
Na ogół tak się zdarza, że po zbiorach rekordowych – a z takimi mieliśmy do czynienia w ubiegłym roku – trudno się spodziewać powtórki.
Jednocześnie z moich obserwacji i wyliczeń wynika, że tegoroczny zbiór będzie wynosił między 27 a 28 mln ton. Czyli w stosunku do przeciętnej z ostatnich 4 lat to jest to o milion ton więcej. Nie zapowiada się też na zmianę tej prognozy, gdyż pogoda nam dopisuje, uprawy na polach wyglądają imponująco, wilgoci jest sporo, wielkie susze takie jak mają miejsce w Hiszpanii czy Portugalii chyba nam nie grożą, choć były takie zapowiedzi. Wszystko wskazuje, więc na to, że będziemy mieli przynajmniej dobry plon, choć będzie on niższy od tego z poprzedniego sezonu.Red. Jak przedstawia się powierzchnia, którą rolnicy przeznaczyli pod zasiewy?
B.J.:
Według moich danych w tym roku zasianych się ok. 8 mln i 300 tysięcy hektarów. Jest to mniejsza powierzchnia niż rok temu, ale bardzo zbliżona. Oczywiście mówimy tutaj o zbożach podstawowych oraz kukurydzy, prosa, gryki itd.
Red. Mówi się, że w tym roku jest duża powierzchnia zasiewu rzepaku.
B.J.:
To prawda. Powierzchnie zasianego rzepaku można przyjmować w dużym zaokrągleniu na poziomie 510 tys. ha – łącznie ozimego i jarego. Niektórzy mówią, że może być to większa powierzchnia, dochodząca do 520 tys. ha. Oznacza to, że tegoroczne plony rzepaku, będą trochę niższe od tych rekordowych z roku ubiegłego – wtedy rolnicy zebrali 1 mln 600 tys. ton.. Sądzę jednak, że rolnicy zbiorą ok. 1 mln 300 tys. ton. W tym przypadku również należy podkreślić, że jest to dobry zbiór.
Red. Skąd takie duże zainteresowanie uprawą tej rośliny?
B.J:
Myślę, że głównym powodem są wciąż biopaliwa. Jak na razie nie polskie, ale już się pojawił popyt unijny – niemiecki i francuski. To jest dobra informacja, choć szkoda, że produkcja ta nie jest wykorzystywana do produkcji polskiego biopaliwa.
Red. Na jakim poziomie uplasują się tegoroczne ceny skupu? Minister Pilarczyk uspakaja, że nie będą one niższe niż 90 Euro za tonę.
B.J.:
Zawsze tak jest, ze przy otwarciu nowego skupu cena jest niższa niż w czasie kończenia sezonu. W zeszłym roku padł rekord cen. Na otwarciu skupu za pszenicę płacono od 400 do 420 zł za tonę. W tym roku nie mamy jednak takiego głodu, czyli wysokiego popytu, jaki miła miejsce podczas uruchamiania poprzedniego sezonu. Wobec tego nie ma takiego przymusu cenowego. To mnie prowadzi do wniosku, że cena na otwarciu skupu pszenicy – mówię o pszenicy, bo wszystkie inne ceny są relacyjne do niej – będzie na poziomie 350-370 zł/t, wliczając w to również skup pszenicy paszowej. Będzie ona, więc, zbliżona do tej ceny, którą kończymy stary sezon. Jak na razie nie widzę specjalnie uzasadnienia dla innej ceny. Oczywiście chcę podkreślić, że są to tylko prognozy, a jak wiemy one często do końca się nie sprawdzają.
Red. Do rolników docierają jednak bardziej czarne scenariusze. Mówi im się, nawet, że właściciele prywatnych magazynów nie będą chcieli kupować zboża, gdyż nie uporali się jeszcze z zapasami z poprzedniego sezonu? Czy to czarnowidztwo jest uzasadnione.
B.J.:
W skupie interwencyjnym Polska przyjęła prawie 1 mln 100 tys. ton zbóż, z tego 75 tys. ton wyjedzie z kraju. Można, więc powiedzieć, że w interwencyjnych magazynach pozostało ok. 1 mln ton zbóż. To nie jest żadne nieszczęście, a tym bardziej nowość. W poprzednich sezonach tak bywało. Zapasy zbóż Agencji Rynku Rolnego, która robiła skup interwencyjny na naszym krajowym rynku wynosiły ok. 800-900 tys. ton. Jeśli chodzi o zapasy, które przechowywane są w tzw. kanałach rynkowych, czyli u producentów, handlowców, przetwórców itd., to pewnie wynoszą one ok. 2 mln ton. Ale z takimi zapasami również spotykaliśmy się w kraju i nie jest to nic nowego.
ARR ocenia, że uda jej się zebrać oferty na magazynowanie zboża pod interwencję unijną ponad 3 mln ton, pojawiła się nawet liczba 3, 8 mln ton. Jeśli udałoby się zebrać taką ilość, to odliczając ten milion, który znajduje się w magazynach to i tak do skupu jest ok. 2 mln ton. To jest bardzo dużo. Moim zdaniem taki skup jest nie do osiągnięcia.
Jeśli chodzi o negatywne informacje, które bardzo szybko zostały podchwycone przez media, to moje zdanie na ten temat jest następujące. Ci, którzy, którzy ostatnio bombardują całe środowisko negatywnymi informacjami działają przeciwko producentom zbóż. Bo upewniają tylko handlowców, że powinni podyktować drastyczne ceny. Na tym polega gospodarka rynkowa, że partnerzy się wzajemnie straszą”, nie wolno się jednak temu poddać. Jeśli ktoś, bowiem ulegnie takiej presji mącenia na rynku to znaczy, że popełni błąd. Im więcej będzie do nas docierać informacji pozbawionych emocji a więc przedstawiających rzeczywiste wartości i wielkości wyjdzie to na dobre rynkowi i wszystkim, którzy go tworzą. Krótko mówiąc, producenci zawsze będą stosowali ten zabieg mówiąc, że nie będą skupowali, po to, aby straszyć producentów. Trzeba pamiętać, że towarem w gospodarce rynkowej jest również dobrze sprzedana informacja. W ubiegłym roku doradzano rolnikom, aby nie oddawali zboża, bowiem odbiorcy będą mało płacić. To były złe porady. Moim zdaniem to nie ma sensu. Powtarzam zawsze sprawdzoną już maksymę, która brzmi w wielkim skrócie “trzeba myśleć globalnie, ale działać lokalnie”. To znaczy, że trzeba jak najwięcej słuchać i wiedzieć, ale podejmować decyzję w oparciu o swój własny rozum.
W związku z tym, ja jestem zdecydowanie spokojniejszy, i daleki od atmosfery, jaka wytworzyła się przy okazji publicznej debata, którą obserwujemy od ok. trzech tygodni. Zajmuję się analizą rynku zbóż od 35 lat i jestem spokojny o tegoroczny sezon.
Red. To znaczy, że rolnicy mogą spać spokojnie?
B.J.:
Ja zawsze powtarzam, że rolnicy powinni myśleć z wyprzedzeniem o tym, co będą chcieli zrobić ze swoimi plonami. Nie powinni czekać na ostatnią chwilę, czyli na żniwa, i wtedy decydować, komu i ile zboża chcą sprzedać. Rolnicy muszą dużo wcześniej to planować i szukać partnerów handlowych, tak, aby zapewnić stałą i pewną współprace, na co najmniej część produkcji. Rolnicy powinni szukać partnerów do kontaktu bezpośredniego a nie dać się manipulować działaniami pośredników. Jeśli będą o tym pamiętać, nie będą musieli bać się o sprzedaż swoich produktów.
Red. Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał Marcin Simiński