Wywiad ze Szczepanem Wójcikiem – Prezesem Instytutu Gospodarki Rolnej

0
576
Szczepan Wójcik, Prezes Instytutu Gospodarki Rolnej

Szczepan Wójcik: Zalewa nas fala zielonego neomarksizmu. To będzie trudny czas dla rolnictwa.

Marta Wiszczycka: Panie Prezesie, we wtorek przed sejmem protestowali rolnicy, hodowcy psów i wiele innych osób, które czują się zagrożone z powodu, wciąż znajdujących się na stronach sejmowych, nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Jak pan ocenia ideę manifestacji?

Szczepan Wójcik: Jest absolutnie słuszna. Propozycje posłów Krzysztofa Czabańskiego i Pawła Suskiego to niezwykłe kuriozum i efekt wpływu szkodliwej ideologii humanizującej zwierzęta i dehumanizującej człowieka. Nigdy nie zgodzę się – nigdy nie zgodzimy się jako rolnicy – na dyktat wynaturzonego prawa, które z jednej strony przychylnie wypowiada się na temat mordowania nienarodzonych dzieci, eutanazji, seksualnych dewiacji, które z aprobatą mówi o konieczności indoktrynowania dzieci w kwestii seksualności, które uderza w tradycyjną naukę kościoła, pluje na dorobek chrześcijańskiej Europy, gwałci naturalne prawa, a z drugiej strony – przy tych wszystkich ciosach w człowieczeństwo – stawia na piedestale zwierzęta. W zasadzie, nie bądźmy naiwni, nie same zwierzęta są tu główną osią sporu.

M.W.: Co nią w takim razie jest?

S.W.: Interesy. Projektowane prawo zapewnia kolejne przywileje tak zwanym organizacjom ekologicznym. Są to grupy ludzi, którym nie należy ufać.

M.W.: Dlaczego?

S.W.: Odpowiem pytaniem na pytanie. Czy gdyby przyszła do pani grupka dwudziestokilkulatków i każdy z nich przekonywałby panią, że jest architektem, po czym pokazaliby pani dyplomy ukończenia kierunków takich jak stosunki międzynarodowe, europeistyka czy sinologia, to zgodziłaby się pani, aby rzeczona grupka młodych ludzi wybudowała pani dom? Zapewne nie. Idąc drogą analogii – dlaczego mamy ufać osobom, które ekologami są tylko z nazwy, a nie specjalistom z zakresu weterynarii, zootechniki czy zoologii? Przecież proponowane prawo współtworzyły podczas obrad Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt organizacje, których to prawo dotyczy. To tak, gdybyśmy poprosili Rosjan, aby stworzyli projekt przekopu Mierzei Wiślanej, Niemców, aby zajęli się prawem dotyczącym reparacji wojennych czy Żydów, aby stworzyli katalog kar dla Polaków za rzekomy antysemityzm. I ta patologiczna konstrukcja i współpraca polityków z aktywistami doprowadziła do powstania jednego z największych prawnych bubli w historii polskiego parlamentaryzmu. Ten projekt tworzy tak ogromne pole do nadużyć, że jego wejście w życie skończyć się może całkowitą kasacją polskiego sektora hodowlanego.

M.W.: O jakich pieniądzach mówimy?

S.W.: W roku 2018 eksport polskich artykułów rolno-spożywczych przekroczył magiczną barierę 30 mld EUR. Około 40% gospodarstw w Polsce to podmioty nastawione na hodowlę zwierząt. Wpływy z tytułu hodowli to jednak większość produkcji rolnej, bo w tym sektorze działają największe przedsiębiorstwa rolne.

M.W.: Brzmi pan jak człowiek bardzo rozczarowany.

S.W.: Bo taki jestem. Jestem szczerze rozgoryczony sytuacją, w której część przedstawicieli konserwatywnego ugrupowania rządzącego nagle zaczyna płynąć z nurtem lewicowego ścieku. Jest oczywiście gros ludzi w PiS, którzy myślą o gospodarce racjonalnie, to zdecydowana większość, ale kilkuosobowa grupka potrafi przykryć swoimi chorymi pomysłami naprawdę sensowny dorobek partii w sektorze rolnictwa. Cieszę się, że Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi za czasów Krzysztofa Jurgiela i obecnie – w czasach rządów Jana Krzysztofa Ardanowskiego twardo stąpa po ziemi i staje po stronie rolników, ale rozczarowuje mnie fakt, że człowiek niemający zielonego pojęcia o rolnictwie, rzekomy specjalista od abonamentu RTV i reformy mediów, pan Krzysztof Czabański, wchodzi z butami w tak strategiczny sektor jak rolnictwo. Ten człowiek niczym nie różni się od przywołanych młodzieńców „specjalistów architektów”. Tłumaczy, że kocha zwierzęta… No dobrze. Ja na przykład kocham koszykówkę, ale nie będę reformować systemu zarządzania tym sportem, bo się na tym nie znam. Brak kompetencji do podejmowania pewnych działań jest w tym przypadku dyskwalifikujący, bo jedyne, co mogą one przynieść to szkoda. I nie mówię tylko o gospodarce, ale także o samej polityce. Pewne ruchy Prawa i Sprawiedliwości każą jednak sądzić, że pozycja posła Czabańskiego znacznie osłabła, ponieważ wyraźnie obniżył on poziom zaufania do partii w oczach mieszkańców wsi.

M.W.: Jaką perspektywę ma przed sobą zatem polskie rolnictwo?

S.W.: Nie wszystko w rękach władz. To na pewno. Ruchy społeczności rolnej się konsolidują i to dobra prognoza, ale nie wiem i szczerze obawiam się jak daleko w nasze życie wkroczy lewicowa ideologia. Polska byłą do tej pory bastionem tradycji i pewnej tożsamościowej nienaruszalności. Ostatnie lata każą jednak zredefiniować pogląd na tę kwestię. Zalewa nas fala zielonego neomarksizmu. Laicyzacja naszego życia, bezrefleksyjne przyjmowanie „postępowych” trendów z zachodu, zanik perspektywicznego myślenia o ekonomii – te wszystkie czynniki każą czuć się polskim rolnikom bardzo niepewnie. Rozumiana na opak ekologia, niepewność inwestycyjna czy niestabilna sytuacja na rynkach to elementy, które w następnych latach postawią polskie rolnictwo przez bardzo trudnymi wyborami. Liczę, że będą to wybory rozsądne, choć nie mam tu żadnej pewności.

Źródło: IGR