Wybory na jesień – co to oznacza?

Po wczorajszym spotkaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego i lidera największej opozycyjnej partii Donalda Tuska, ogłoszono, że wybory odbędą się w październiku. Czy to koniec przepychanek w parlamencie? Co czeka nas po wyborach w październiku? N

W gabinecie premiera Jarosława Kaczyńskiego huczy jak w ulu, po tym jak zdymisjonował on jednego z najbardziej zaufanych współpracowników ministra Zbigniewa Ziobry, Janusza Kaczmarka – ministra MSWiA oraz prokuratora generalnego. Powodem dymisji, był rzekomy udział ministra Kaczmarka w przecieku o tajnej akacji CBA, której łupem miał paść Andrzej Lepper.

W atmosferze zamieszania i ogólnej dezorientacji, dbyło się spotkanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego z liderem PO Donaldem Tuskiem. Głównym tematem rozmów były oczywiście wcześniejsze wybory. Ku zaskoczeniu wszystkich spotkanie trwało przeszło 4 godziny. Po jego zakończeniu, Michał Kamiński, minister w kancelarii Prezydenta, oświadczył mediom, że wybory powinny odbyć się raczej wcześniej niż później”. Donald Tusk powiedział natomiast, że podczas rozmowy z prezydentem ustalono, ze wybory odbędą się w październiku. Media spekulowały, ze podczas rozmowy wrócono do możliwości stworzenia po wyborach wspólnego rządu.

Co mogą przynieść jesienne wybory? Według ostatnich sondaży, najlepszy wynik uzyskałaby PO. 10 punktowa przewaga nad PiSem nie oznacza, że na jesień Platforma ma zwycięstwo w kieszeni. Wiadomo, że partia Jarosława Kaczyńskiego, podczas kampanii wyborczej czuje się jak ryba w wodzie. Pis potwierdziło dwa razy swoje umiejętności w wygrywaniu wyborów. Pierwszy raz w wyborach do parlamentu, drugi na prezydenta. Mimo że, obie partie, zarówno w jednym jak w drugim przypadku, nie dzieliło dużo, to jednak zwycięsko wyszedł PiS. Należy też podkreślić, że mimo tego, że obecna koalicja, ciągle nas zaskakuje, to jednak Pis nie stracił popularności tak jak to było chociażby z SLD, które już po kilku miesiącach rządzenia straciło zaufanie społeczeństwa (spadek o kilkanaście proc.). Według sondaży, gdyby wybory odbyły się dziś to PiS zdobyłby ok. 25% głosów, a więc uplasowałby się na drugim miejscu za PO (35%). Później długo, długo nic i Lewica i Demokraci (16%), tuż za nią LPR i Samoobrona (14%). Z wejściem do parlamentu miałoby problem PSL.

A więc co by było, gdyby dzisiaj odbyły się wybory? Prawdopodobne scenariusz powtórzyłby się. Znów Pis i PO usiadłoby razem do stołu, tworząc schematy koalicji, z tą różnicą, że mogłoby nie być alternatywy, jaką miał PIS, organizując większość parlamentarną z ugrupowaniami Romana Giertycha i Andrzeja Leppera.

Do października jeszcze trochę czasu…wszystko może się zmienić. Tym bardziej, że Jarosław Kaczyński zaskoczył nas już nie raz, pokazując, że jest niezłym strategiem.

M. Simiński, wrp.pl