Ursus powraca odmieniony

0
743

Do niedawna nikt by nie uwierzył w to, że Ursus będzie w stanie stanąć do walki o odzyskanie, przynajmniej części, swojej pozycji na rynku ciągników. Okazuje się jednak, że już w niedalekiej przyszłości będziemy świadkami dość ciekawego wydarzenia. Po kilku latach bowiem, na rynku pojawi się nowa rodzina ciągników Ursusa, modele serii realizowanej w ramach strategii New Ursus” (Nowy Ursus).”

Tym razem zmodyfikowane, o innych zakresach mocy,wyposażone w silniki ekologiczne (TIER II) firm PERKINS i DS Martin, spełniające wszystkie wymagania norm europejskich. Na wystawie Agro Show w Bednarach Ursus zaakcentował swoją obecność, choć jeszcze bez palety nowych modeli. Pokazana została pełna gama oferowanych aktualnie traktorów, począwszy od najmniejszego 2812, aż po 190 konny 1934. Tam też, o planach Ursusa na przyszłość, redakcja rozmawiała z Tomaszem Horbalem, dyrektorem biura handlowego Ursus.
Red. Prasa swego czasu donosiła o niepokojących działaniach jakie mają miejsce w warszawskiej montowni. Czy pojawienie się Ursusa oznacza, że te konflikty odeszły do lamusa?
Tomasz Horbal
: To, o czym mowa, nie dotyczyło samego Ursusa, tylko jego byłych spółek i było pewną konsekwencją zakończonego procesu restrukturyzacji.Ta nieunikniona, trwająca kilka lat operacja była niezwykle uciążliwa z punktu widzenia, zarówno rynkowego, jak i ludzkiego. Jednak ten okres jest już za nami. Ursus, który funkcjonował na bez mała 200 ha, praktycznie w centrum Warszawy, zatrudniał kilkanaście tysięcy ludzi w samym Ursusie i dodatkowo drugie tyle w zakładach filialnych, notabene, bardzo nowoczesnych w Gorzowie, Sulęcinie, Chełmnie, Nisku i Lublinie (najnowocześniejsza w Europie odlewnia) to w tej chwili już nieaktualny temat – to już historia, do której chcemy się odwoływać, ale do której nie ma powrotu.
Red. Ale udało się. Ursus jednak powraca.
T. H.:
On zawsze produkował zbyt mało w stosunku do potrzeb, ale nigdy nie przerwał produkcji.Tak więc jeśli nazywać to powrotem, to jest to come back symboliczny nowej firmy, zarządzanej przez nowego właściciela. Dzisiejszy Ursus będący jedną ze spółek Grupy BUMAR to jedna hala fabryczna o powierzchni 6 ha, w której ulokowany jest, zarówno montaż ciągników, jak i potrzebnych do nich zespołów takich jak: silnik, skrzynia biegów czy tylny most. Pewnym novum jest to, że ta sama hala jest wykorzystywana do produkcji części zamiennych do własnych ciągników, zarówno historycznych” (C330,C360), jak i produkowanych współcześnie. Były one produkowane w przeszłości przez dostawców Ursusa, jak i przez jego filie. Zarząd podjął akcję odzyskania rynku części zamiennych w części możliwej do zrealizowania, przyjmując adekwatną do planu strategię działania.W tej chwili produkcja istotnych elementów przede wszystkim skrzyni biegów, decydujących o trwałości wyrobu realizowana jest w Ursusie.Zrestrukturyzowane zostało w sposób tyle bolesny, co nieuchronny, zatrudnienie. W tej chwili zatrudnionych jest około 400 osób, nastąpiła minimalizacja kosztów stałych i racjonalizacja organizacyjna Spółki.Wdrażane są systemy sterowania jakością i kontrolingu właściwe dla wszystkich firm Grupy Bumar.
Red. Więc nowym właścicielem jest Bumar?
T. H.:
Właścicielem większościowym. Resztę akcji posiada Skarb Państwa. Jako większościowy udziałowiec, to Bumar będzie decydował o nowych losach Ursusa.Mamy nadzieję, podobnie jak tysiące rolników zżytych z Ursusem, że nowy bumarowki Ursus nawiąże do swej 112 letniej historii.
Red. Ursus to bez wątpienia jedna z najlepiej rozpoznawalnych marek w kraju. Niestety wielu rolników narzekało na wady konstrukcyjne tych maszyn oraz źle zorganizowaną bazę serwisową. Wydaje się, że te problemy w połączeniu z zaprzestaniem produkcji traktorów w Polsce, świetnie wykorzystał czeski Zetor oraz inni producenci. W takich warunkach powrót na rynek nie będzie łatwy.
T. H.:
Problem Ursusa był trójelementowy, po pierwsze brak dostatecznej podaży, po drugie niemodyfikowany przez dłuższy czas wyrób, który był konsekwencją określonej sytuacji finansowej, po trzecie brak działającego profesjonalnego marketingu rozumiany jako wypadkowa konsekwencja dwóch pierwszych elementów. Sieć ursusowska była dość mocna, utwierdzona historycznie. Zorganizowana na bazie starych Agrom i Państwowych Ośrodków Maszynowych i ich sukcesorów. Oczywiście ekonomia wymusiła na sprzedawcach przeorientowanie się. Ten pieniądz musiał być przecież w jakiś sposób zarabiany. W związku z tym, marka Ursus w jego własnych stacjach stawała się marką numer 2 lub 3 albo jeszcze dalej. Jak to wygląda teraz? Po pierwsze brak podaży – nie oceniając jakiego wyrobu, którym dysponujemy, jest już historią. Od kilku miesięcy ciągniki są do dyspozycji praktycznie od ręki – oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to stan trochę nienaturalny, tym niemniej jesteśmy w stanie obsłużyć klienta, który nie może czekać kilka tygodni na dostarczenie maszyny od chwili zamówienia. Po drugie, środki, które zaangażował nowy właściciel Ursusa pozwalają na modyfikację wyrobów. Już na POLAGRA FARM zaprezentujemy nowe modele traktorów o mocy 40, 50, 60, 75 i 114kW, które będą spełniać wymagania unijne w zakresie norm emisji spalin, hałasu, itd. Nowe elementy – nowa linia ciągników oparta będzie o silniki ekologiczne firmy Perkins i firmy Martin (większe moce) synchronizowaną 12-biegową skrzynię biegów, która będzie uzupełniona w następnym etapie o nawrotnice. Jeszcze w tym roku ciągniki wyposażone będą we własnej konstrukcji kabiny charakteryzujące się nie tylko awangardowym designe (stylistyką), ale przede wszystkim spełniające wszelkie wymagania dyrektywy europejskiej, szczególnie w zakresie poziomu hałasu i pozostałych elementów ergonomii. W tej ofercie pojawią się również ciągniki w zakresie mocy 100 KM przedniego trójpunktowego wkładu zawieszania i przedniego wałka odbioru mocy. Oczywiście, zgodnie z zapotrzebowaniem rynku, zostanie zwiększony zakres mocy. Do tej pory mały ciągnik postlicencyjny kończył się na 81 KM (Ursus 5714), w nowej grupie ciągników oferta będzie się kończyć na 160 konnej maszynie, z “zielonym” silnikiem Perkinsa.
Myślę, że te zmiany wyposażeniowe i osprzętowe sprawią, że negatywne porównania do Zetora staną się historią. Natomiast jestem przekonany, że zbliżające lata będą latami ursusowskimi. W Austrii i Szwajcarii krajowe ciągniki mają do 25% udziału w rynku. Myślę, że nie za rok ale za 2 lub 3 Ursus będzie miał taką pozycję. Oczywiście nie będziemy konkurencją dla producentów największych, myślę jednak, że swobodnie będziemy mogli konkurować z markami typu Zetor czy Pronar. Ceny naszych produktów będą porównywalne.
Red. Nie sądzi Pan jednak, że Zetor jest już za daleko?
T.H.:
Nie wydaje mi się, choć rzeczywiście jest daleko. Po pierwsze, Zetor miał duże pole do popisu, podczas nieobecności Ursusa. Po drugie, choć jest to subiektywne, Polska to naturalny rynek narodowego producenta jakim jest Ursus i dlatego dołożymy wszelkich starań, aby w sposób widoczny na swoim rynku zaistnieć.
Nie mamy zamiaru mierzyć siły ponad miary. Po pierwsze, jeszcze raz podkreślę, Ursus nie ma zamiaru konkurować z wielkimi markami. Znamy swoje możliwości i wiemy, na której półce położone zostaną nasze produkty. Nam nie chodzi tylko o jak największą sprzedaż. Jeszcze raz zaznaczam, że my chcemy przede wszystkim przywrócić zaufanie naszych klientów i w przyszłości mieć udział w rynku na poziomie 25-30%. Wierzę, że tak będzie.
Red. Czy planowany jest eksport polskich ciągników?
T.H.:
Ursus jest obecny już od wielu lat na obcych rynkach, choć z sygnalizowanych powodów ostatnimi laty w mniejszym stopniu jak kiedyś. Wciąż pojawiają się kolejne kontrakty. Przypomnę, że swego czasu do byłej już, Jugosławii sprzedaliśmy 100 tys. sztuk naszych wyrobów, do dziś w Serbii jeździ na polu 80 tys. z nich. Logiczna była więc decyzja o powrocie na tamtejszy rynek. Dwukrotnie pojawialiśmy się ze swoją ofertą na targach w Nowym Sadzie. Kontakty przyniosły pożądany efekt. Jest decyzja o współpracy. Ruszy niebawem montownia Ursusa w Nowym Sadzie.
Ursus nie zapomniał również o rynkach afrykańskich. Nie są to może porażająco ilościowo kontrakty choć, np. w Nigerii sprzedano w ciagu dwóch lat 1 tys. ciągników. W tej chwili powrócono do rozmów. Jest pewna szansa na to, że podpisana zostanie kolejna umowa handlowa, tym razem na większe ilości.
Kolejnym przykładem jest często pojawiający się w mediach Irak. Trwają rozmowy na temat uruchomienia tam montowni Ursusa. Jest to jeszcze kwestia czasu. W tej chwili kończą się rozmowy na temat programu pilotażowego na ilość 150-300 sztuk traktorów.
Red. W dzisiejszych realiach o sukcesie nie decyduje sam produkt. Równie ważny jest serwis gwarancyjny i pogwarancyjny.
T.H.:
Tak, to prawda. Ursus na dzień dzisiejszy posiada ok. 80 punktów sprzedaży, i dwukrotnie więcej punktów serwisowych. Musimy jednak dokonać pozytywnej selekcji. Dlatego też uważam, że w już wkrótce zweryfikujemy wyniki współpracy z częścią dilerów. Podobnie będzie z punktami serwisowymi. Głównym dostawcą rynkowym części zamiennych będzie wrocławski Wromasz. Będzie dysponował w ofercie około kilkuset pozycjami wyprodukowanymi, zapakowanymi w Ursusie. Myślę, że te działania, ale także wszystko to, o czym rozmawialiśmy wcześniej, przyczynią się do odzyskania straconej pozycji.


Marcin Simiński

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności