fbpx
Strona głównaTechnikaUrsus i jego licencje cz. 2: Przyjaźń Ursusa z Zetorem

Ursus i jego licencje cz. 2: Przyjaźń Ursusa z Zetorem

Szczęśliwym dla Ursusa zrządzeniem historii okazał się fakt, że pod koniec lat 50., kiedy to wygasała produkcja mocno przestarzałego i niechcianego już C-45 (C-451), w ZSRR nie było żadnego normalnego ciągnika rolniczego, którego licencję musielibyśmy “kupić”. Wybór warszawskich zakładów, oczywiście po długich negocjacjach z moskiewskimi towarzyszami, padł na mocno rozwijającego się czechosłowackiego Zetora.

Zobacz także: Ursus i jego licencje cz. 1

Inżynierowie z Brna, gdzie do dziś mieści się fabryka ciągników, jakby nieograniczeni żadnymi zakazami już w latach 50. rozwinęli konstrukcje swoich ciągników dalece ponad standardy krajów demokracji ludowej. Zetory zmiatały nie tylko socjalistyczną konkurencję, ale wyznaczały kierunki światowym konstrukcjom ciągnikowym. Nic więc dziwnego, że podpisana na początku 1962 r. umowa licencyjna na produkcję modelu Zetor 4011 była właściwym kierunkiem rozwoju dla Ursusa.

Jeszcze ważniejszy dla obu firm był wspólny projekt powstania ośrodka badawczo-rozwojowego konstrukcji ciągników w Brnie. Owocem tych projektów było opracowanie i wdrożenie wielu wspólnie produkowanych modeli ciężkich ciągników, które znamy i widujemy na polach do dziś.

Trzeba jeszcze wspomnieć, że rozwijająca się znakomicie polsko-czechosłowacka przyjaźń mocno przygasła po mało przyjacielskiej i pacyfikacyjnej “wizytacji”, oczywiście na rozkaz Moskwy, 647 polskich czołgów w Czechosłowacji w sierpniu 1968 r. w czasie niesławnej Operacji Dunaj. Jej skutki w stosunkach między obu krajami odczuwaliśmy jeszcze wiele lat.

Ta wspólna nie tylko licencyjna współpraca Ursusa z Zetorem zasługuje jednak na osobną opowieść i zapewne do niej wrócimy.

Jednak Zetor 4011 nie był ostatnią licencją fabryki ciągników w Ursusie. Czasy się zmieniały.

Gierek wprowadza zmiany

Pod koniec lat 60. zakłady Ursusa bardzo się rozwijały. Powstawały nowe konstrukcje i prototypy, pojawiły się ciężkie modele serii C-385, mocno modernizowano licencyjny C-4011, a triumfy święcił C-330. Ten niewątpliwy sukces Ursusa nie przekładał się jednak na twarde finanse. Ciągniki eksportowano do krajów zaprzyjaźnionych albo w ramach wymiany barterowej – za bawełnę czy ryż albo rozliczano je w narzuconej krajom socjalistycznym radzieckiej walucie – rublu transferowym. Zyski z obu były dla warszawskiej fabryki raczej mierne.

Zmiany nadeszły wraz z przejęciem władzy w Polsce przez Edwarda Gierka pod koniec 1970 r. Był on całkowitym przeciwieństwem poprzedniego przywódcy partyjnego Władysława Gomułki, któremu nawet moskiewscy towarzysze zarzucali ociężałość umysłową.

Wychowany na Zachodzie Gierek doskonale wiedział, jaka naprawdę waluta liczy się na światowym rynku i że ważny jest tylko jeden kierunek gospodarki państwa – eksport na Zachód.

Fot. J. Wasak

To właśnie ten kierunek miał krajowi przynosić tzw. twardą walutę – dolary, niemieckie marki, brytyjskie funty czy franki. Za nie Polska mogła kupować wszystko, podnosząc warunki życia mieszkańców, ale także rozwijać gospodarkę. To były czasy, gdy liczyły się wyłącznie nowoczesne technologie, a Polska w planach Gierka miała stać się ich liderem w krajach socjalistycznych.

Nie ma co ukrywać, że polska gospodarka, jaką zastał Gierek, była technologicznie mocno zacofana. Marnował się także ogromny potencjał wykształconej już po wojnie kadry inżynierskiej, która – trzeba przyznać – poza nielicznymi przypadkami nie miała co robić. Dlatego też ekipa rządząca postawiła na otwarcie się na Zachód i masowy zakup nowoczesnych technologii w formie licencji.

Zaczęły powstawać nowe fabryki, a stare unowocześniono. Pojawiły się licencje na bardzo nowoczesne technologie od światowych marek jak: Philips, Grundig, Sanyo, Thompson w dziedzinie elektroniki użytkowej, włoski Fiat, Magneti Marelli czy niemiecki Fahr i Bosch w motoryzacji i rolnictwie. Pojawiły się dobre polskie kolorowe telewizory, sprzęt rtv i agd, rozruszniki, alternatory, suche filtry powietrza w silnikach i wiele innych. Wyroby “Made in Poland” zaczęły zdobywać zachodnie rynki i co najważniejsze, przynosić upragnioną twardą walutę. I tu dochodzimy do historii związanej z zakupem licencji na produkcję ciągników konstrukcji Massey’a Fergusona, o której w następnej części już jutro, czyli w niedzielę 20 listopada.

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Proszę podać swoje imię tutaj
Proszę wpisać swój komentarz!

Polityka Prywatności

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Wydawnictwo PLANTPRESS poleca

INNE ARTYKUŁY AUTORA




ARTYKUŁY POWIĄZANE (TAG)

NAJNOWSZE KOMENTARZE

Newsletter

Zapisz się do Rolniczego Newslettera WRP.pl, aby otrzymywać informacje o tym co aktualnie najważniejsze w krajowym i zagranicznym rolnictwie.