Obecny zakaz importu niektórych towarów rolno-spożywczych z Ukrainy do tzw. krajów przyfrontowych trwa do 5 czerwca. Jednak Oleg Nivyevskyj, kierownik Centrum Badań Żywności i Użytkowania Gruntów Kijowskiej Szkoły Głównej Handlowej jest zdania, że to nie koniec ograniczeń.
– Chociaż decyzja została ogłoszona na miesiąc, Komisja Europejska dała do zrozumienia, że jest gotowa do kontynuacji. I zakaz będzie kontynuowany, jak sądzę. Bo za miesiąc będzie nowy sezon, nowe wielkości eksportu i logistyka tych krajów nie będzie lepsza, tylko gorsza. Swoją drogą, jeśli rzeczywiście usuną to za miesiąc, to będzie to nielogiczne i pomnoży przez zero wszystkie argumenty, dlaczego teraz wprowadzają ten zakaz” – komentuje ekspert – twierdzi Nivyevskyj cytowany przez serwis Latifundist.
Specjalista nie kryje niezadowolenia z takiego stanu rzeczy argumentując, że dla pięciu krajów, w których wprowadzono ograniczenia, produkcja rolna stanowi od 2 do 5% PKB, podczas gdy gospodarka ukraińska niemal się na niej opiera (stanowi niemal 50% PKB Ukrainy). Uznał także, że decyzja ta będzie bodźcem dla Rosji, aby sabotować transport zbóż na Morzu Czarnym.
Nivyevskyj dodał, że w komunikacie Komisji Europejskiej nie ma mowy o tym, że ukraińskie towary zaniżają ceny w krajach, w których obowiązują zakazy. Stwierdził, że nie ma też danych dotyczących zajęcia przez ukraińskie zboże magazynów w tych krajach. I, właściwie słusznie, zauważył, że to nie ukraińskie firmy kupowały i budowały magazyny w krajach, których obecnie dotyczy problem.












