„Do jednego prosiaka dokładamy około 160 zł. Jeszcze nie było tak źle”

fot. mw

Rozmowa z Andrzejem Marcinkiem, hodowca świń w cyklu zamkniętym ze wsi Lubcza, gmina Ryglice w Małopolsce m.in. o tym, jak z perspektywy hodowcy trzody chlewnej wygląda obecnie sytuacja na rynku i o zagrożeniach związanych z afrykańskim pomorem świń.

Czy powiedzenie – kto ma świnie ten nie zginie jest dziś także aktualne?

– Już dawno przestało być na czasie. Obecnie sytuacja w chowie prosiąt jest tragiczna. Do jednego prosiaka dokładamy około 160 zł. Jeszcze nie było tak źle. Nie ma zbytu, jest niska cena i straty finansowe są bardzo duże. Małopolska ma strefę zapowietrzoną. Ja byłem nastawiony na hodowle warchlaka i przeznaczenie go do chowu dla innych gospodarstw. Teraz jest to zakazane. Cały system się zawalił. I wszystko co mam w chlewni musze odchować do tucznika, sprzedać do odpowiedniej rzeźni i to jeszcze po niższej cenie. Dodatkowo jeszcze zapłacić za transport, który przyjedzie po świnie i potrzebne świadectwo weterynaryjne. Dopóki nie wykryto ASF to jeszcze to jakoś się kręciło. A w tej chwili wszystko się zawaliło. Ja mam teraz w systemie 15 loch, a od tych loch 150 warchlaków, które musze odchować na tuczniki. Do tego jeszcze lochy po raz drugi zaczynają się prosić. Ogranicza mnie powierzchni i nie będą miał tego wszystkiego, gdzie pomieścić.  Do tego jeszcze, jak już wspomniałem dochodzą wysokie koszty produkcji, a małe zyski. Dlatego będą musiał z tej hodowli zrezygnować.

Mówimy tutaj o nieopłacalność hodowli. Do tego jeszcze koszty dostosowania gospodarstwa do nowych przepisów. Nowe przepisy to przecież też kolejne wydatki?

– Oczywiście. Przepisy zmusiły nas już do tego, że sprzedać musimy po niższych cenach choć koszty związane z produkcją trzody chlewnej ciągle nam rosną. To wszystko uderza mocno po kieszeni rolnika. U nas w Małopolsce, gdzie są przewężnie małe gospodarstwa właśnie z tego powodu znika polska, tradycyjna hodowla. Przychodzą do mnie – jako sołtysa, rolnicy i pytają co mają dalej robić? Szczególnie, że wielu z nich skorzystało z oferowanych przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa dotacji na rozbudowę gospodarstwa. Teraz nie wiedzą co robić, przecież zobligowali się do czegoś i za niespełnienie tych wymagań będą musieli oddać dofinansowanie. I to ich najbardziej boli, że teraz przyjdzie im zapłacić za coś, co zdarzyło się nie z ich winy, z powodu bierności urzędników państwowych, którzy udają, że walczą z afrykańskim pomorem świń. Ich walka polega przede wszystkim na nieliczeniu się z kosztami i narzucaniu coraz top nowych obowiązków na rolników jak chociażby wymóg oddzielenia hodowli każdego zwierzęcia w gospodarstwie. Ja nie mam z tym problemu, bo mam tylko jeden gatunek, ale dla innych do już poważne wyzwanie. Mój wiek wskazuje, że już niedługo będę mógł przejść na emeryturę. Ja też już dłużej nie chcę się z tym borykać. Nie będę uszczęśliwiał państwa, żeby siebie pogrążyć w biedzie.

Andrzej Marciniak, fot. WP

A co z odszkodowaniami dla rolników – hodowców świń z miejsc, gdzie wykryto wirusa afrykańskiego pomoru świń? Rolnicy mieli przecież dostać rekompensaty za to, ze musieli sprzedać ze względu na ASF świnie po niższej cenie.

– Na razie padły tylko słowa, że będą odszkodowania i na tym się u nas skończyło. Nikt jeszcze żadnego odszkodowania nie dostał i nikt też w tym temacie żadnego wniosku nie składał. Wiele mówi się o dobrobycie rolników, a tym, że im się dobrze żyje. To jest wielkie zakłamanie. Rolnik dzisiaj dostaje podstawowe dopłaty do hektara i to musie należy. A z tymi innymi programami wsparcia bywa już różnie.

Wektorem przenoszenia ASF są przede wszystkim dziki, a u was tych zwierząt jest przecież niewiele?

– Jeśli chodzi o pogłowie dzików to u nas nie ma ich zbyt wiele. W naszym regionie jest niewielkie zalesienie i pogłowie dzików też jest też małe. Ponadto kola łowieckie skutecznie dbają, żeby się ono nadmiernie nie rozrastało. U nas nie ma dzików, a jest ASF. Moim zdaniem największe zagrożenie, jeśli chodzi o rozprzestrzenianie się tej choroby świń stanowią sami weterynarze, którzy przechodząc z jednego gospodarka na drugie w ogóle nie zakładając żadnych strojów ochronnych. A sami twierdza, że to rolnicy przewlekli na butach ASF do chlewni z łąki czy pola, na którym przebywały dziki. Czy to jest wiarygodne …?

Jaki zatem rolnicy w gminie Ryglice mają pomysł na dalsze funkcjonowanie swoich gospodarstw rolnych Czy pozostają   przy hodowli czy też szukają nowego profilu produkcji?

–  Z tego co mówią u nas rolnicy wynika, że będą likwidowali hodowle trzody chlewnej. Nie mają już siły i środków na zmaganie się w tej branży z trwającym już kilka lat kryzysem. Najczęściej chcą się w zamian zając hodowlą bydła opasowego. Część w ogóle chce odejść z rolnictwa. Hodowli w cyklu nie da się jednak zlikwidować z dnia na dzień. W cyklu otwartym jest to znacznie prostsze – wystarczy sprzedać wszystkie tuczniki. W systemie zamkniętym nie da się tak szybko, bo przecież ten cykl trwa. Wydaje mi się, że likwidacja hodowli może zając nawet półtora roku, ponieważ prosiaki trzeba odchować.

Czy ASF jest głównym powodem likwidacji hodowli chlewnej w Polsce?

– Producenci trzody chlewnej zmagają się z kryzysem już od wielu lat. Z roku na rok jest coraz gorzej. Rolnicy chcą zarabiać uczciwą pracą, a na tym rynku się nie da. ASF jeszcze wzmógł i bardziej uwypuklił złą sytuację w jakiej znajdują się producenci trzody. Z hodowlanej mapy Polski znika z roku na rok coraz więcej gospodarstw ukierunkowanych na produkcje tuczników. Znika polska, tradycyjna hodowla zastępowana przez zagraniczne korporacje, które płacą tyle, żeby starczyło od pierwszego do pierwszego. W takiej sytuacji nie ma opcji na rozwój. Nie ma też kontroli nad nadmiernym sprowadzaniem do naszego kraju gotowego mięsa przez supermarkety.

Dziękuje za rozmowę

WP

1 KOMENTARZ

  1. Kiedyś walczyło się z kołami łowieckimi bo szkody po dzikach . Owszem dzików mniej a szkód łowieckich więcej na zbożach. Wchodzi rudel saren 25 -30 szt. I stożki wzrostu z kłosami znikają błyskawicznie. A jak by tego mało chodzą chmary jeleni w liczebności podobnej i to co zostawiły Sarny jelenie poprawia i hektar zboża znika w 2 dni . Prosisz o odszkodowanie to padają słowa przecież wszystkiego nie zjadły. Nasz chłopie 30 zł😂😂😂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności