Trudny start ozimin jesienią = niezbędne wspomaganie na wiosnę

Jesień nie rozpieszczała zbóż ozimych. Szczególnie, że na wielu plantacjach termin wysiewu ( z różnych powodów) był opóźniony. Trzeba więc przygotować się na wczesnowiosenne porządne dokarmianie roślin, aby uzyskać z nich zadowalające plony.

Powoli nadchodzi czas podsumowań, w końcu mijający rok był wyjątkowy. Niestety, bardziej pod względem negatywnym, niż pozytywnym – na samym początku roku zima zaskoczyła nie tylko drogowców, ale przede wszystkim… rolników – wystarczyły 3 noce, aby wymrozić sporą część ozimin. Do tego susza, która kolejny rok z rzędu porządnie dała się we znaki uprawom. I tak, sezon 2015/16 nie był „najszczęśliwszym”.

Ale, jak mówią: było – minęło, trzeba iść do przodu. Nadszedł nowy sezon, czas nowych zasiewów i… w wielu regionach kraju brak możliwości wysiania ozimin. Powodów było kilka: najpierw ciepły wrzesień i ciąg dalszy suszy, następnie chłodniejszy październik i ciągłe opady. Tak więc, najpierw było zbyt sucho, aby wysiać oziminy, a potem w wielu przypadkach było za mokro, aby wjechać na pole(z resztą na wielu polach wciąż jeszcze były późno schodzące przedplony). I tak, nadszedł listopad a wraz z nim opóźnione siewy. Na wielu plantacjach pszenica ozima nie zdążyła się więc rozkrzewić.

Jak widać, tegoroczna jesień nie była zbyt łaskawa dla zbóż ozimych – warunki pogodowe nie sprzyjały ich wysianiu oraz szybkiemu i prawidłowemu rozwojowi. Dodatkowo, nie wszędzie udało się przeprowadzić zabiegi ochronne (np. herbicydowe). Pewne więc już jest, że rośliny będą wymagały wzmożonej uwagi i pracy wiosną. Jednak wciąż jeszcze jest nadzieja na całkiem przyzwoite plony. Dużo zależy od przebiegu pogody zimą i wiosną, pomóc mogą również odpowiednie zabiegi przeprowadzone wiosną.

Przede wszystkim, trzeba się przygotować na to, że wiosną rośliny będą potrzebowały większej dawki nawozów. W przypadku pszenicy ozimej musimy się przygotować na zastosowanie zwiększonej pierwszej dawki azotu (w zależności od zawartości składnika w glebie i planowanego plonu, powinno to być 70-90 kg N/ha). To pomoże poprawić strukturę łanu, zmuszając rośliny do dalszego krzewienia się. Nawóz należy podać jeszcze przed ruszeniem wiosennej wegetacji, aby od razu w momencie startu miały one łatwo dostępny dla siebie pierwiastek.

W przypadku podawania startowej dawki azotu istotny jest nie tylko termin aplikacji i jego dawka, ale również forma, w jakiej makroskładnik podamy. I tak, najlepiej będzie zastosować azot częściowo w formie azotanowej. W tym przypadku azot jest najbardziej dostępny dla roślin, dzięki czemu wpływa pozytywnie na proces krzewienia. Pamiętajmy przy tym jednak, że poza istotnymi zaletami, forma azotanowa ma również wady – rozhartowuje rośliny, przez co pszenica może mocno ucierpieć w przypadku nagłych wiosennych przymrozków. No i przy niższych temperaturach powietrza azot będzie gorzej pobierany przez rośliny i szybciej ulegnie wymywaniu. Dlatego też, aby rośliny miały dostępny azot zarówno w przypadku wyższych, jak i niskich temperatur, wraz z formą azotanową, część dawki warto podać w formie amonowej (stosując saletrę amonową).

Dodatkowo, pozytywnie na rozkrzewianie roślin wpływają również regulatory wzrostu. Na rynku coraz więcej jest tego typu preparatów. Warto rozważyć ich stosowanie (zarówno jesienią, jak i wiosną) – nie tylko wyrównują łan, ale też poprawiają rozkrzewienie i zdrowotność roślin, ich odporność na stresy, zwiększają rozwój systemu korzeniowego, wzmacniają ścianki źdźbeł oraz na późniejszym etapie zapobiegają wyleganiu. Warto zapoznać się tu z ofertą firm produkujących i dystrybuujących środki ochrony roślin, aby wybrać najlepszy dla nas preparat. Pamiętajmy jednak, że nawet najlepszy środek zastosowany w nieodpowiedniej dawce, terminie lub niezgodnie z jego przeznaczeniem (przypominamy o czytaniu etykiet!) może być całkowicie nieskuteczny.