Wygląda na to, że od przyszłego roku segment mocy od 60 do 80 KM ,w przypadku ciągników polowych, może stać się jeszcze większy, ale czy treściwszy? Na pewno swoje smaki będzie chciała dołożyć firma TAFE, ale czy trafi w europejskie gusta?
Jak dowiedzieliśmy się na konferencji prasowej, firma TAFE ma w swoich planach skupienie się na ciągnikach maksymalnie do 90-120 KM, jednak w pierwszym rzucie, oprócz maszyn typowo do sadu czy komunalki, jako flagowy zaproponuje model 7515 i o tym właśnie ciągniku słów kilka.
Rozsądek ale i wygląd
W tym rozumowaniu jest sporo sensu, bowiem faktycznie firma nie ma doświadczenia w segmentach wyższej mocy a więc klecenie na szybko ciągnika na targi o 150 czy 200 koniach mechanicznych od razu zakończyłoby się porażką. Zamiast tego dostaliśmy bardzo dobrze znany produkt wszystkim, choć jeszcze o tym nie wiecie. Bowiem cała nowa seria TAFE – Manga, obejmująca ciągniki od 36 do 100 KM (oznaczenia 7515 gdzie 75 to moc, zaś 15 to 15), bazuje na licencyjnych ciągnikach Massey Ferguson (względnie IMT, która to firma należy do TAFE), obecnie maszyny z charakterystyczną kwadratową maską, ale nie tylko, ujęte są jako seria Heritage. I tak MF1002 to TAFE 1015, MF7502 to TAFE 7515.

Oczywiście tak się mają sprawy na rynku rodzimym oraz rynkach krajów wschodzących, bowiem w ciągniku jaki przygotowywany jest na rynek europejskich nie znajdziemy ani przekładni 8×2, ani czterocylindrowego silnika 3,6 L znanego z wspomnianych MFów.
Idze nowe – 7515 w wersji europejskiej
Mając nieco pojęcia o palecie oferowanych ciągników i wspólnym ich pochodzeniu, można przyjrzeć się najnowszej propozycji, która niebawem zostanie zaoferowana klientom w Europie, podobno w bardzo atrakcyjnej cenie oscylującej wokół kwoty 200 tys zł. Co oczywiście od razu przywodzi nam na myśl ciągniki serii T4000 firmy Hattat jako głównego konkurenta, oraz wszystkie pozostałe modele firm, celujących w portfel klienta a nie jego serce.

Zacznijmy od silnika, bowiem tu musiała się zadziać pierwsze zmiana, żeby firma TAFE w ogóle mogła zacząć myśleć o rynku UE, tak oczywiście chodzi o Stage V. Pod maskę zaprezentowanego na targach modelu 7515 trafił silnik określany przed przedstawicieli TAFE jako “własny”, jednak pod tym określeniem należy bardziej rozumieć produkt, krajowy niż faktyczny motor TAFE bowiem jest to silnik firmy Simpson & Co. Ltd. o oznaczeniu SJV326. Nie słyszeliście?
Firma Simpson została założona jako jedno z pierwszych tego typu przedsiębiorstw w regionie w roku 1840, początkowo zajmowała się produkcją powozów, pojazdów wykorzystujących silniki parowe, działała w branży kolejowej a od 1951 roku współpracuje z firmą Perkins, w wiadomym celu. Warto dodać, że byłą to pierwsza hinduska firma produkująca silniki o zapłonie samoczynnym w Indiach. Obecnie w ofercie ma silniki od 15 do 95 KM i razem z firmą TAFE należy do Grupy Amalgamations, dlatego też określenie “własny silnik” nie jest błędne.
Wracając do silnika, SJV326 to trzycylindrowy silnik o pojemności 2600 cc, nie jest więc spokrewniony z AGCO 33MD bliżej mu do dobrze znanego Perkinsa AD3.152UR, wskazywałby na to skok tłoka i minimalnie powiększona średnia do 93 mm co dało 2,6 L pojemności zamiast 2,5 czy podobny spręż 16,5 w AD3 do 17 w Simpsonie. Tutaj podobieństwa się kończą bowiem nowy silnik ma układ Common Rail, turbosprężarkę a po dodaniu filtra cząstek stałych ma spełnić normę Stage V. Pytanie do posiadaczy C360-3P, jak bardzo byliby skłonni wejść w uturbionego „potomka” dobrze znanej im jednostki?

Nowy silnik to jedno, druga kluczowa sprawa to skrzynia biegów, oferując klasyczne 8/2 z jedną prędkością wałka i 2t podnośnikiem, 7515 byłby skazany na niebyt. Dlatego też do europejskiej wersji trafić ma nowa skrzynia 12×12 z mechanicznym rewersem, dwoma prędkościami wałka i podnośnikiem zdolnym do podniesienia 2400 kg przy masie ciągnika 3410 kg (3720 kg z kabiną). Martwi zwłaszcza podnośnik, w końcu bazowy Hattat serii T4000 ma poradzić sobie z 3t, zaś model o mocy 75KM podniesie 4,5 tony. Również prędkość maksymalna to zwykle 40 km, zaś TAFE podało w katalogu 37 km/h dla wersji z kabiną oraz 33 km/h dla ramy ROPS, to jednak łatwo nadrobić zwiększając obroty maksymalne silnika, oczywiście ucierpi na tym ekonomika i trwałość jednostki.
Kabina: jest dobrze!
Kabina to element, który dla hinduskich producentów ciągników jest dość problematyczny, bowiem na rodzimym rynku, jak i rynkach wschodzących nie stanowi to tematu do rozmów. Ciągniki do 100 KM zwykle jej po prostu nie mają i niewielu klientów jej oczekuje. W Europie trudno by było zagrać o jakąkolwiek stawkę, w tym segmencie, ciągnikiem bez kabiny.

Kolorystyka jest ciekawa – kawa z mlekiem, na szczęście z przewagą kawy więc utrzymanie czystości nie będzie aż takim wyzwaniem. Wyzwanie natomiast postawił sobie zespół projektujący, bowiem wnętrze jest naprawdę ładne, zrobione z pomysłem i całkiem niezłych materiałów, w dodatku przyzwoicie spasowanych. Co ciekawe, jednym z wyznaczników było unikanie zaślepek bowiem nie znajdziemy ich tutaj prawie wcale. Być może wynika to z faktu iż ciągnik jeszcze nie wszedł do produkcji i oferty, a zatem dodatkowe opcje dopiero się pojawią. Z punktu widzenia użytkownika niemajsterkującego to bardzo eleganckie rozwiązanie, zadowoleni nie będą ci, którzy lubią dokładać własne przyciski, bowiem będzie ich czekało piłowanie deski rozdzielczej.

Deski na której oprócz przycisków i dźwigni znalazło się miejsce na coś w rodzaju podłokietnika. Nie znajdziemy tutaj natomiast dźwigni od zmiany kierunku jazdy bowiem ta, zgodnie z logiką, została umiejscowiona po lewej stronie kierownicy. Cóż przynajmniej praca z ładowaczem będzie wygodna. Sterowanie wycieraczkami i oświetleniem powędrowało na podsufitkę, obok panelu klimatyzacji. Cieszy również znaczna ilość otworów wentylacyjnych i duży szyberdach. Ogółem widać tutaj włoski sznyt.
Jaki to ciągnik? Czy warto?
Pozostałe parametry są dość standardowe: wspomaganie kierownicy, hamulce mokre w kąpieli olejowej sterowane hydraulicznie, suchy filtr powietrza, klimatyzacja, siedzenie na pneumatyce, regulacja kolumny kierowniczej itd. Zważywszy na chyba najmniejszą w segmencie pojemność silnika, trzy cylindry i niezbyt wysilony podnośnik spodziewalibyśmy się zobaczyć te wszystkie opcje jako standard, chyba, że traktor zostanie jeszcze lepiej wyceniony. Inaczej przypadnie mu niezbyt rozwojowy tytuł największego ciągnika do sadu czy też pozostanie konkurować z modelami o mocy 50-60 KM.
















