Jeżeli nasze postulaty co do Zielonego Ładu nie będą zrealizowane, jeżeli atakowane będą nadal hodowle zwierzęce w Polsce, a granica nie będzie szczelna, będziemy bezpośrednio wpływać na to, żeby Europa stanęła – mówi Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej, lider EUnited Agri, organizator protestów rolniczych.
Różne media piszą o Panu, że nie jest Pan rolnikiem. Jaka jest prawda?
Nie wiem, skąd się biorą informacje, że nie jestem rolnikiem. Najbardziej znany jestem z hodowli zwierząt futerkowych, ale ja i moja rodzina zajmujemy się również hodowlą bydła mięsnego, mlecznego, uprawą zbóż jak kukurydza, pszenica, uprawą buraka cukrowego, produkujemy pasze. Każdy problem, jaki przeżywa polskie rolnictwo, niezależnie, czy to dotyczy hodowli czy upraw, dotyka mnie i moją rodzinę w sposób jak najbardziej bezpośredni.
Jest Pan organizatorem protestów – jakie są szanse na realizację postulatów protestujących rolników, biorąc pod uwagę kalendarz wyborczy w UE?
Na pewno bardzo mocno się jednoczymy i na pewno łatwo się nie poddamy. Dziś jedziemy do Warszawy na godzinę 14, aby spotkać się z panem premierem Tuskiem i przedstawić mu po raz kolejny swoje postulaty, które on z całą pewnością zna. Spotkaliśmy się z panem marszałkiem Hołownią, z panem ministrem Grabcem, przedstawiliśmy im swoje postulaty. Dostaliśmy informację wyłącznie taką, że zostanie zwołany okrągły stół z udziałem rolników, przedstawicieli władz oraz ministerstwa rolnictwa. To było obiecane przez marszałka Hołownię, ale to jest kolejna obietnica mówiąca o tym, że będziemy rozmawiali.
Kolejna osoba, z którą rozmawialiśmy, to był pan minister Grabiec, który zapewnił nas o dobrej woli i chęci współpracy ze strony pana premiera Tuska, natomiast do żadnych konkretów nie doszło, to są tylko słowa, a my liczymy na konkretne czyny, konkretne ramy czasowe, w których nasze postulaty będą zrealizowane.
Dobrym znakiem jest to, że pan premier jednak znalazł czas, żeby się z nami spotkać – do tej pory nie byliśmy dla niego na tyle ważni, były ważniejsze sprawy. Ale na szczęście dziś ten czas znalazł, więc po raz kolejny – bo mówimy przecież o tym już od tygodni – przedstawimy nasze postulaty i będziemy prosili o konkretne rozwiązania.
Oczekujecie propozycji ze strony rządu? Do tej pory to rolnicy mówili, że oczekują konkretnie tego czy tamtego…
Tym razem to nie my będziemy wychodzili z rozwiązaniami, to rząd jest od tego, żeby rozwiązania nam przedstawić. Rząd jest od tego, żeby rządzić, my jako rolnicy ponosimy konsekwencje decyzji czy to parlamentu i rządu polskiego, czy tego, który mieści się w Brukseli. Tak czy inaczej polski rząd jest od tego, żeby nas reprezentować, żeby o nas walczyć. Więc liczymy na to, że pan premier Tusk stanie na wysokości zadania i zaproponuje nam dzisiaj konkrety. Czy tak będzie – nie wiem, zobaczymy. Jeśli nie będzie, z pewnością protesty będą się nasilać, będą prowadzone dalej. Z pewnością – co też jest istotne – 4 czerwca będzie ogólnoeuropejski protest rolników, w który my, jako Instytut Gospodarki Rolnej i platforma EUnited Agri, którą ja osobiście tworzę, w sposób bezpośredni jesteśmy zaangażowani. Jeżeli nasze postulaty co do Zielonego Ładu nie będą zrealizowane, jeżeli atakowane będą nadal hodowle zwierzęce w Polsce, a granica Polski, a więc i Unii nie będzie szczelna, będziemy bezpośrednio wpływać na to, żeby Europa stanęła.
Macie takie możliwości?
Protest 4 czerwca to nie będzie tylko polski protest, ale z pewnością ogólnoeuropejski. Już teraz przyjeżdżają do nas koledzy z Niemiec, Bułgarii, jesteśmy w stałym, przyjacielskim kontakcie z kolegami z Francji oraz Holandii, z którymi współpracujemy od lat. O każdym proteście, który odbywa się lub będzie się odbywał w Unii Europejskiej my wiemy, uczestniczymy w nich, mamy utworzone specjalne grupy, cały czas staramy się bronić polskiego interesu na arenie międzynarodowej, bo wiemy, że jeżeli nasze problemy będą problemami tylko polskimi, nasz głos nie będzie dostatecznie słyszalny w UE. Stąd dalekie poruszenie oraz zjednoczenie z europejskimi rolnikami.
Właśnie, czym są Instytut Gospodarki Rolnej i EUnited Agri?
Instytut Gospodarki Rolnej jest pierwszym think-tankiem o profilu rolniczym w Polsce; zajmujemy się przede wszystkim komunikowaniem, analizą problemów i wyszukiwaniem rozwiązań w rolnictwie. Udzielamy pomocy prawnej, merytorycznej rolnikom, którzy się do nas zgłoszą. Współpracujemy z niemal każdą branżą rolniczą w naszym kraju, ze związkami zawodowymi, z którymi to tworzymy, z rolnikami – pośredniczymy w kontaktach pomiędzy nimi, wskazujemy rozwiązania problemów, opiniujemy ustawy. Staramy się promować polskie rolnictwo, zarówno w Polsce jak i w Unii Europejskiej, czego dowodem jest właśnie platforma EUnited Agri, która w działa w ramach Instytutu Gospodarki Rolnej.
Więc EUnited Agri to nie jest oddzielna organizacja?
Nie, to jest platforma, która zrzesza rolników z 14 krajów Unii Europejskiej, z największym naciskiem na Polaków, Niemców, Holendrów, Duńczyków, Belgów oraz Bułgarów. Ta platforma służy do wzajemnego komunikowania się rolników w UE, żebyśmy walczyli o wspólne interesy. To właśnie za pośrednictwem tej platformy organizowane są protesty rolnicze zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami.
Łączymy wszystkich rolników bez względu na barwy polityczne, którzy mają wspólny cel – odejście od Zielonego Ładu, czyli próby zachwiania bezpieczeństwem żywnościowym Europy. Łączymy rolników, którzy mówią, że trzeba hodować zwierzęta i hodowla musi być wspierana w Unii Europejskiej, a jest bardzo mocno atakowana, z racji tego, że to właśnie hodowla zwierząt jest głównym konsumentem zbóż z Europy – jeśli nie będzie hodowli, nie będzie zbytu na produkty zbożowe.
EUnited Agri łączy też rolników, którzy uważają, że należy uszczelnić granice Unii Europejskiej przed niekontrolowanym napływem zbóż i produktów spożywczych spoza UE. I tu nie chodzi tylko o Ukrainę, ale też o kraje Mercosur, o Chiny, Indie – kraje, które do Europy eksportują swoją żywność, a nie muszą spełniać standardów i wyśrubowanych norm narzucanych europejskim rolnikom przez Komisję Europejską. Wysoka skala tego eksportu powoduje, że dziś nikt nie wie, czy chleb, który je, pochodzi z ziarna wyprodukowanego przez europejskiego rolnika, czy nie.
Generalnie to są te trzy płaszczyzny, które nas łączą – europejskich rolników niezadowolonych z polityki prowadzonej przez Parlament Europejski. Wyrażamy swoje niezadowolenie i dlatego się jednoczymy.
Od momentu, w którym pojawił się Pan na proteście w Warszawie 27 lutego, media niezwiązane z rolnictwem zajmują się pańskim życiorysem. W jednej z publikacji oskarżono Pana o znęcanie się nad zwierzętami i wydawanie niepochlebnych książek o „tęczowej rewolucji”. Jak Pan to skomentuje?
Oczywiście, znam te artykuły i te ataki. Ataki na polskie hodowle były, są i będą. Artykuł, na który pan się powołuje, z Onetu, powstał w wyniku tego, że aktywista antyhodowlany zatrudnił się na naszej fermie i został delegowany do opieki nad zwierzętami przebywającymi w miejscu, gdzie był szpital i kwarantanna. Wiadomo, że zwierzęta w takim miejscu cierpią na różne choroby – dlatego tam się znajdują. Ten aktywista tam robił tendencyjne zdjęcia, które miały udowodnić, że my znęcamy się nad zwierzętami. Równie dobrze mógł się zatrudnić w szpitalu dla ludzi na oddziale chirurgicznym lub onkologicznym, zrobić tam zdjęcia chorych ludzi po operacjach i powiedzieć, że szpital znęca się nad pacjentami.
Rzeczą absurdalną, głupią i niedorzeczną byłoby niewłaściwe traktowanie przez nas naszych zwierząt. Gdybyśmy je tak traktowali, futro, skóra, mleko, mięso nie byłoby właściwej jakości. A przypominam, że hodujemy te zwierzęta po to, żeby zarabiać – utrzymywanie dobrostanu tych zwierząt jest warunkiem powodzenia naszego biznesu. Gdybyśmy postępowali inaczej, najzwyczajniej w świecie tracili byśmy pieniądze.
Dlaczego pojawiają się takie artykuły?
Takie artykuły pojawiają się tylko po to, żeby uderzyć w hodowlę, nastawić społeczeństwo przeciwko rolnikom. Ci sami aktywiści, którzy zarzucają okrucieństwo hodowcom zwierząt futerkowych, zarzucają okrucieństwo również hodowcom bydła mięsnego; producentom mleka, że gwałcą krowy; rolnikom, którzy sieją, że zatruwają środowisko. Każda grupa rolników jest atakowana przez te same osoby, tymi samymi metodami: albo jesteśmy odpowiedzialni za dziurę ozonową (przy okazji – zauważył pan, że już się o niej nie mówi?), albo przez nas topnieją lodowce, albo gwałcimy krowy. Niedorzeczność tych zarzutów jest porażająca. Czy rolnik rano wstaje i o niczym innym nie myśli, jak znęcać się nad zwierzętami? Przecież to absurd. Ale inaczej niż zarzucając rolnikowi czy hodowcy takie działanie nie da się przekonać społeczeństwa do zgody na zniszczenie hodowli.







