Szaleństwo na rynku zbóż

0
359

Plony w tym roku wyniosą ok. 24 mln ton (bez kukurydzy). Tym samym Polska, jako jeden z nielicznych krajów w Europie, utrzymała przyzwoity, uśredniony z kilku lat poziom zbiorów. Rynek oszalał. Oszalały również ceny. Dziś, prawie nikt nie sprzedaje pszenicy konsumpcyjnej za mniej niż 700 zł. Przyzwoita jakość i cena zbóż, jak na tegoroczną aurę w Europie, spowodowała, że naszymi zbiorami interesują się zachodnie koncerny paszowe i nasienne.

Jak poinformowali specjaliści z ministerstwa rolnictwa w województwach południowych i południowo-wschodnich tj. małopolskim, opolskim, podkarpackim, śląskim, świętokrzyskim, lubelskim i dolnośląskim zebrano już ponad 90 % zbóż. W województwach północnych i północno-zachodnich z uwagi na częste i dość intensywne opady deszczu zaawansowanie żniw jest niższe i kształtuje się na poziomie 16-43%. Najbardziej zaawansowane są zbiory jęczmienia, który w większości województw został zebrany z pól. Skup zbóż w województwach lubelskim, podlaskim i podkarpackim jest o 20 – 40 % wyższy od skupu notowanego w analogicznym okresie roku ubiegłego. W województwach północnych i zachodnich, gdzie zaawansowanie zbiorów zbóż jest niewielkie, skup jest o 40 -60 % niższy od ubiegłorocznego.
Ale bardzo często rolnicy decydują się na zaoranie plantacji. Więc, na pewno część upraw nie zostanie zebrana wcale.

Ograniczona podaż ziarna z tegorocznych zbiorów powoduje wzrost cen zbóż. Trwa również wzrostowa tendencja cen żywca wieprzowego i bydła w skupie – podaje w raporcie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Prezes Wielkopolskiej Izby Rolniczej, Piotr Wałkowski, uważa, że obecna sytuacja spowodowała zbyt duże rozchwianie rynku zbóż. Podczas zwołanej konferencji prasowej w dniu 20 sierpnia, P. Wałkowski wzywał rząd do podjęcia działań mających na celu kontrolę rynku. W innym razie, jego zdaniem, z Polski nastąpi zbyt duży “wypływ” zboża po za granice kraju. Zboże to jednak wróci w postaci drogich pasz, materiału siewnego oraz konsumpcyjnego.
– Jeszcze 20 lipca na naszym rynku panowało zejście cenowe. Od 20 lipca ceny pogalopowały – mówi Piotr Walkowski, prezes samorządu rolniczego w Poznaniu. Przymierzano się do 500 zł za pszenice, teraz poniżej 700 zł rolnicy nie chcą sprzedawać. To wynik działania Niemiec, Włoch i innych krajów zachodniej Europy, które wiedząc, jaka szykuje się sytuacja na ich rynku, rozpoczęły intensywne działania skupowe w naszym kraju. Nikt nie panuje nad rynkiem zbóż w kraju, może to doprowadzić do sytuacji, będąc krajem praktycznie jedyny, który osiągnął na zbiory średnim poziomie wieloletnim, możemy mieć zbyt duży wypływ zboża, i jego może zabraknąć w przyszłym roku.
Piotr Walkowski, martwi się również przyszłością cen materiału siewnego. Jego zdaniem w Polsce trwa intensywna penetracja tego rynku przez niemieckie koncerny. Nadmierny wywóz zbóż przyczyni się również, jego zdaniem, do załamania hodowli trzody chlewnej.
– Materiał siewny wykupywany jest przez Niemców masowo. Skupują materiał, bo nasze zboże trzyma parametry. Kwestia wywozu zboża, spowoduje, załamanie hodowli, ceny prosiąt utrzymują się na niskim poziomie 70-80zł za prosie, i nie widać ruchy i zainteresowania ze strony kupujących. Wszyscy zastanawiają się czy wstawiać prosięta i utrzymać hodowlę, przy cenie pasz, które są droższe już o 100 zł, tym bardziej, że część komponentów do pasz jest jeszcze z ubiegłego roku. Więc pewno ceny pasz jeszcze wzrosną. Powinno się przyjąć jakieś mechanizmy mające na celu zabezpieczenie naszego rynku, działania interwencyjne, które państwo sobie pozostawiło one są niewielkie, nie myślę, żeby w tej sytuacji politycznej osiągnięto konsensu do działała zdecydowanych, tak, jakich np. zakaz eksportu zbóż. Jesteśmy przed sezonem zbioru kukurydzy na ziarno. Są próby, wykupywania plantacji kukurydzy właściwiena pniu””, firmy paszowe, oferują nawet własne kombajny do zbioru, by zabezpieczyć surowiec – ostrzega P. Walkowski.Firmy produkujące nasiona kukurydzy, mają problem, ponieważ ich plantacje nasienne, które znajdują się na Węgrzech czy w Czechach nie obrodziły. Może się okazać, że braknie ziaren kukurydzy do siewu i będziemy musieli je sprowadzać np. z Brazylii i Argentyny. Ta sytuacja, która spowoduje zwyżkę, rozchwieje rynek zewnętrzny. Materiał siewny na pewno zdrożeje, ceny szczególne na materiał wiosenny. Sytuacje pogłębić może fakt wykupywania przez Niemców polskiej kukurydzy na biomasę.

Trudno jednak doradzać rolnikom, co mają robić – sprzedać zboże teraz, czy przetrzymać w magazynie. A już tym trudniej zmuszać państwo do działań mających na celu zatrzymanie zboża w Polsce. Byłoby to, po prostu niezgodne z prawem i obowiązującymi umowami międzynarodowymi. Rynek jest wolny. Rolników, czy przedsiębiorców nie można zmusić, czy żądać od nich, porzucenia możliwości osiągnięcia zysku, w imię dobrego interesu obywateli. Można im jedynie doradzać. Ale kto weźmie za to odpowiedzialność?

Sytuacja cenowa na krajowym rynku zbóż kształtuje się pod wpływem wysokich cen zbóż na rynku UE i światowym. Wystarczy popatrzeć na giełdy w USA. Do tego dochodzą informacje o niższych zbiorach w Kanadzie, czy Argentynie. To wszystko ma wpływ na rynek Europejski, a więc i Polski. “W okresie od 6 do 12 sierpnia średnio w Polsce przedsiębiorcy płacili za: pszenicę konsumpcyjną 643 zł/t, pszenicę paszową 584 zł/t, żyto konsumpcyjne 530 zł/t, jęczmień konsumpcyjny 552 zł/t, kukurydzę 657 zł/t.” – czytamy w sierpniowym raporcie ministerstwa rolnictwa.

W zależności od rodzaju zboża ceny w porównaniu z tygodniem poprzednim wzrosły od 0,5% w przypadku jęczmienia, do 8,6% w przypadku pszenicy konsumpcyjnej i 8,8% kukurydzy.
– Nie można na razie przeprowadzić dokładnych analiz, tego, co dzieje się na rynku, gdyż żniwa jeszcze trwają – uspokaja Marcin Krzemiński z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w Warszawie. Rynek rządzi się swoimi prawami. Polska, jako członek UE, nie może wprowadzić embarga na firmy eksportowe. Jeśli chodzi o ceny to nie powinny one już więcej wzrosnąć.

Potwierdza to Izba Zbożowo-Paszowa, która przesłała do redakcji komunikat na temat obecnej sytuacji na rynku i prognozach.
– Pojawiają się opinie, że tempo wzrostu cen maleje bądź nawet dochodzi do pewnej stabilizacji. Nadal sztucznie ograniczana jest podaż. Co do prognozy dalszego rozwoju sytuacji większość ekspertów zwraca uwagę na fakt, że mimo wszystko mamy do czynienia z przesadzonym wzrostem cen, i że obecna hossa nie przetrwa całego sezonu, w którym podaż zbóż w krajach UE i na świecie wzrośnie a zapotrzebowanie ze strony przemysłu biopaliwowego będzie ograniczone tym bardziej, że wyższe będą ceny zbóż.Ale rynek, to reakcje łańcuchowe. Niepokojące są informacje, które zapowiadają “świński dołek”. Ze względu na rosnące ceny pasz, rolnicy ograniczą produkcje. A co za tym idzie ceny żywca wzrosną. Nie wiadomo również jak panująca na rynku zbóż sytuacja przełoży się na ceny podstawowych produktów żywnościowych. Pomijając sporną kwestię wzrostu cen chleba, którą producenci tłumaczą wzrostem cen mąki, można spodziewać się wzrostu cen mleka, drobiu, jaj, czy makaronu. Rosną również ceny nawozów. Polidapy i fosforany są droższe średnio o 30%. Nie wiadomo również czy wrosną ceny nawozów azotowych.

Niepokojące są również sygnały, które dotarły do redakcji, na temat zachowania samych producentów zbóż. Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, dochodzi do sytuacji świadomego potęgowania chaosu. Producenci nie wywiązują się z podpisanych kontraktów sprzedając to samo zboże podwójnie, bądź żądają wyższych cen, pod groźną nie dostarczenia ziarna.

Niewidzialna ręka rynku to jedno, ale wykorzystywanie sytuacji do zdobycia zysku drugie. Niestety nie zawsze podwyżki cen dają się w logiczny sposób wytłumaczyć – oby nie było tak, że na zachłanności, niektórzy stracą w przyszłym roku. Z drugiej jednak strony już dawno nie było tak, że to producenci rolni dyktowali warunki. Przyzwyczaja się nas do gospodarowania w ramach światowego handlu – doświadczenie musimy jednak zdobyć sami.

Marcin Simiński
Wrp.pl
redakcja@wrp.pl