Stosowanie ŚOR a wymiana międzynarodowa płodami rolnymi

W ostatnich latach we Wspólnocie Państw Europejskich dały się zauważyć pewne ograniczenia asortymentu środków ochrony roślin. W związku z tym, polscy plantatorzy z wieloletnimi tradycjami w towarowej produkcji warzyw oraz roślin sadowniczych borykają się z niedostatkiem skutecznych pestycydów, które zostały wycofane a kiedyś były stosowane w ochronie roślin przed agrofagami, które uprawiają.

Problem jest na tyle poważny, że organizmy pasożytnicze powodujące straty podlegają znacznemu postępowi przystosowawczemu w procesie pasożytowania na roślinach żywicielskich. Efektem tego jest notowana z roku na rok coraz większa agresywność szkodników i patogenów. Plantatorzy narzekają więc na gwałtowne inwazje groźnych chorób, masowy nalot szkodników a także coraz większe problemy ze zwalczaniem chwastów.
Sytuacje pogarsza wspomniany wyżej status malejącego asortymentu środków ochrony roślin. Ogrodnicy doskonale wiedzą, że znaczna część skutecznych fungicydów bądź insektycydów została w Polsce wycofana, zaś te same środki nadal są dopuszczone do obrotu i stosowania w niektórych krajach europejskich. Z punktu widzenia konsumenta nasuwa się pytanie, czy to jest korzystne dla nas, jeśli sprowadzamy owoce i warzywa z krajów członkowskich, pochodzące z roślin, które były traktowane środkami roślin zgodnie z zaleceniami danego kraju, a u nas te środki są niedopuszczone do stosowania? Czy możemy swobodnie kupować, na przykład pomidory sprowadzane z kraju, gdzie do ochrony przed chorobami stosuje się fungicydy niedopuszczone w Polsce?
Kupować hiszpańskie pomidory czy nie?
Myślę, że każdy konsument w takim przypadku dosyć sceptycznie podchodzi do kupna takich produktów pochodzących z zagranicy. Myślę, że takie obawy może mieć każdy, kto dba o spożywanie produktów wolnych od substancji nieznanych, które według opinii konsumenta mogą być na przykład zagrożeniem dla zdrowia. Chciałbym wyjaśnić, że nie ma podstaw do niechęci zakupu takich produktów, które mogłyby być opryskiwane środkami u nas niedopuszczonymi. Po pierwsze, brak rejestracji w Polsce danego środka wcale nie oznacza, że jest niebezpieczny. Praktycznie każdy środek ochrony roślin zastosowany niepoprawnie jest niebezpieczny. Jeżeli nie będziemy przestrzegać okresu karencji, stosować środek niezgodnie z etykietą to każdy z nich może wywołać zatrucie. Ale postępowanie ze środkami ochrony roślin zgodnie z Dobrą Praktyką Ogrodniczą (co obowiązuje we Wspólnocie) nie daje podstaw do obawy o ujemny wpływ na nasze zdrowie. W Polsce wycofano wiele środków ze względu na to, że upłynął termin rejestracji ich ważności. Ponowna rejestracja wymaga pewnych nakładów ze strony producenta danego środka i jeśli nie jest zainteresowany dalszym dopuszczeniem do obrotu i stosowania, to dany środek znika z listy dopuszczonych w Polsce.
Łatwiej to wyjaśnić na przykładzie rejestracji pojazdów i corocznego przeglądu stanowiącego podstawę rejestracji na kolejne lata. Jeśli kierowca zrezygnuje z opłaty przeglądowej, bo mu się nie opłaca finansowo, to pojazd będzie niedopuszczony do ruchu, podobnie jak środek ochrony roślin nie będzie mógł być użyty. Natomiast w innych krajach Unii rejestracja, czy ponowna rejestracja środka odbędzie się, ponieważ producent uzna jej opłacalność i dany środek będzie można tam stosować. Oczywiście ogrodników na całym świecie obowiązuje Dobra Praktyka Ogrodnicza, w ramach której środki ochrony roślin stosuje się prawidłowo. W związku z powyższym nie musimy się obawiać niebezpieczeństwa zatrucia spożywając na przykład truskawki traktowane w Hiszpanii środkiem u nas niedopuszczonym. Po prostu ten środek u nas nie ma rejestracji a tam ma, a sprawa toksyczności jest regulowana przepisami, które obowiązują w całej Unii Europejskiej.
Unijny rynek wewnętrzny
Aktualnie prowadzone są prace nad projektem nowej ustawy kompetencyjnej dotyczącej przepisów stosowania środków ochrony roślin w Polsce i Unii. Projekt także zmierza do ustalenia, jakie organy będą odpowiadały za dopuszczanie środków ochrony roślin do obrotu. Omawiane zagadnienia są regulowane w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1107/2009. Rozporządzenie to jest dostępne w internacie na stronach Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Dokument ten zawiera przepisy, które dotyczą udzielania zezwoleń na wprowadzanie środków ochrony roślin do obrotu w postaci handlowej oraz wprowadzania ich do obrotu, stosowania i kontrolowania Unii Europejskiej. W tym rozporządzeniu znajdziemy ustanowienia dotyczące między innymi zasad zatwierdzania substancji czynnych, które zawierają lub z których składają się środki ochrony roślin. Przyjęto założenie, że zasada wzajemnego uznawania będzie jednym ze sposobów zapewnienia swobodnego przepływu towarów we Wspólnocie.
W celu ułatwienia takiego wzajemnego uznawania przyjęto, że należy podzielić Wspólnotę na strefy o tego typu porównywalnych warunkach. Istnieją jednak pewne możliwości zmian. Mianowicie, może wynikać konieczność, w chwili składania wniosku, uznania lub zmiany przez państwo członkowskie zezwolenia wydanego przez inne państwo członkowskie lub odmowy uznania zezwolenia na wprowadzanie danego środka ochrony roślin do obrotu na jego terytorium, jeśli jest to uzasadnione szczególnymi warunkami środowiska lub rolnictwa lub jeśli nie jest możliwe osiągnięcie wysokiego poziomu ochrony zdrowia ludzi i zwierząt oraz środowiska. Jak więc widać z założeń dyrektywy w przyszłości zmieni się status dopuszczania środków ochrony roślin w Polsce, które są uznawane we Wspólnocie, Komisje unijne ustanawiające dokumenty regulujące rejestracje i dopuszczanie środków ochrony roślin do obrotu i stosowania stawiają na zapewnienie wysokiego poziomu ochrony zdrowia ludzi i zwierząt oraz środowiska. Istotnym zagadnieniem jest też poprawa funkcjonowania rynku wewnętrznego poprzez zharmonizowanie zasad dotyczących wprowadzania do obrotu środków ochrony roślin, przy równoczesnej poprawie produkcji rolnej, co bezpośrednio interesuje Plantatorów.
Większość ogrodników mniej dostrzega możliwość zagrożenia środkami chemicznymi w stosunku do ludzi i zwierząt, kładąc główne zainteresowanie na stosowanie tych najbardziej skutecznych środków, ponieważ tylko te mogą zahamować inwazję choroby na jego polu. W tym miejscu trudno się dziwić plantatorom, że za wszelką cenę chcą ratować swoje rośliny, mając na uwadze tylko relacje skuteczny środek – przeciw inwazji agrofagów, które zmniejszają plon. Ale ktoś musi myśleć o niebezpieczeństwie szkodliwego działania danego środka. Dlatego też państwa członkowskie stosują zasadę ostrożności, co do zagrożeń dla zdrowia ludzi lub zwierząt lub dla środowiska ze strony środków ochrony roślin, które mają uzyskać zezwolenie na ich terytorium. Państwa członkowskie mogą wydać zezwolenie na wprowadzanie do obrotu środków ochrony roślin zawierających substancje czynne zatwierdzone zgodnie z podanymi zasadami tylko w przypadku, gdy jest to niezbędne do zwalczenia poważnego agrofaga na danej roślinie na określonym terytorium.
Zaprawione czy nie?
Jeśli chodzi o wprowadzanie zaprawionych nasion do obrotu, to państwa członkowskie nie wskazują na zakaz wprowadzania do obrotu i stosowania nasion zaprawionych środkami ochrony roślin, które uzyskały zezwolenie na takie zastosowanie w przynajmniej jednym państwie członkowskim. W przypadku, gdy istnieją istotne obawy, że zaprawione nasiona, mogą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia ludzi lub zwierząt albo dla środowiska i że nie można w zadowalający sposób zapobiec temu zagrożeniu za pomocą środków podjętych przez dane państwo lub państwa członkowskie, niezwłocznie podejmuje się środki – zgodnie z procedurą regulacyjną mające na celu ograniczenie lub zakazanie stosowania lub sprzedaży takich zaprawionych nasion.
Weryfikacja badań
Warto jeszcze zwrócić uwagę na pewne zagadnienie dotyczące podstaw rejestracji danego środka ochrony roślin w danym kraju członkowskim, w tym Polsce. Jednym z niezbędnych ogniw w procesie dopuszczenia środka do stosowania jest przeprowadzenie badań skuteczności przez instytucje do tego upoważnione. Badania takie stanowią znaczną inwestycję dla zleceniodawców, którzy z reguły dokonują kalkulacji opłacalności poniesienia kosztów związanych z rejestracją danego środka. Wiadomo, że jeśli inwestycja staje się nieopłacalna dla wnioskodawcy, dany środek jest skazany na niepojawienie się na liście dopuszczonych do stosowania w danym kraju. Chociaż to jest środek bardzo skuteczny, nie będzie go można stosować w Polsce. W niedługim czasie sytuacja ta poprawi się, ponieważ badania przeprowadzone w jednym z krajów członkowskich będą uznawane w drugim kraju. Ta zależność będzie dotyczyła tylko krajów należących do odpowiednich stref w Unii. Na przykład Polska będzie należała do Strefy B – Centrum. Do strefy tej należą następujące państwa członkowskie: Belgia, Republika Czeska, Niemcy, Irlandia, Luksemburg, Węgry, Niderlandy, Austria, Polska, Rumunia, Słowenia, Słowacja, Zjednoczone Królestwo. Więc testy i badania przedłożone przez jednego wnioskodawcę w tym państwie członkowskim będą obowiązywały w innym w tej strefie. W listopadzie tego roku odbędą się konsultacje społeczne dotyczące ustawy. Z tego wynika, że jest szansa na rejestrację czy przywracanie rejestracji skutecznych środków w Polsce.
Z własnego ogródka…
Po takim wstępie z dużym bagażem założeń prawnych, można skomentować naszą rodzimą sytuację w chemicznej ochronie roślin przed agrofagami. Pierwsza myśl jest pozytywna, gdyż widać, że od kilku lat trwają prace legislacyjne nad poprawieniem sytuacji, aby w każdym kraju członkowskim był postęp w udostępnianiu szerokiej gamy środków ochrony roślin. Myślę, że w Polsce w kolejnych latach nastąpi poprawa z rozszerzeniem asortymentu środków ochrony roślin. Warto pamiętać, że duża liczba środków dopuszczonych do stosowania pozwala na racjonalną rotację ich stosowania, co ma kolosalne znaczenie w ograniczeniu tworzenia się ras odpornych agrofagów na środki chemiczne, co zwiększa skuteczność ich zwalczania.