Stanu klęski żywiołowej nie ma i nie będzie…

Przynajmniej na razie. Na wtorkowym posiedzeniu, ministrowie rolnictwa i administracji poinformowali, że stan klęski żywiołowej nie będzie wprowadzony.

Jak argumentował minister administracji i cyfryzacji, Andrzej Halicki, nie ma potrzeby wprowadzania stanu klęski żywiołowej w Polsce, ponieważ żywności nie zabraknie. A pomocy rolnikom dzięki temu nie przybędzie, przekonuje minister rolnictwa Marek Sawicki. – To dodatkowe obowiązki nie tylko dla rolników, ale i reszty obywateli. Budżet na pomoc dla producentów żywności nie uległby wówczas zmianie – tłumaczył.

Dyskutujący ministrowie porównali wprowadzenie stanu klęski żywiołowej do… stanu wojennego. Ponieważ problemem byłaby tu nie tylko niemożność głosowania przez kolejnych 90 dni. Ustawa o stanie klęski żywiołowej zezwala na wstrzymanie działania niektórych przedsiębiorstw, władza może centralnie nakazać części przedsiębiorców pracę na rzecz państwa, a nie na własny rachunek lub zakazać uruchamiania fabryk, które zużywają dużo wody. Ale to nie wszystko…

W przypadku wprowadzenia stanu klęski żywiołowej mogłyby być wprowadzone kartki na żywność, odgórne ustalanie cen lub zakaz ich podwyższania na niektóre artykuły. Dodatkowo, możliwe jest przesiedlanie mieszkańców i wyburzenie niektórych budynków. Nie mówiąc już o zawieszaniu imprez masowych, czy decydowaniu, kto, kiedy i gdzie może przebywać. Pracownicy w firmach mogą otrzymać nakaz pracy w święta czy wydłużenia czasu pracy. Samorząd może zarekwirować sprzęt rolniczy, czy samochody, jeśli uzna, ze jest to konieczne do walki z klęską, a wójt, czy burmistrz ma prawo zmusić osoby zamieszkałe na terenie jego gminy do pracy.
To tylko niektóre ze skutków wprowadzenia stanu klęski żywiołowej na terenie naszego kraju. Oczywiście, władza nie musiałaby, ale mogłaby je wprowadzić, w zależności od tego, które z tych środków uznałaby za słuszne. Dodatkowo, za niestosowanie się do przepisów i rozkazów władzy, obywatele mogliby zostać ukarani karą grzywny lub aresztu. Nie ma się co dziwić, że stan klęski żywiołowej jest porównywany do stanu wojennego. Nie dziwi również, ze rząd postanowił go jednak nie wprowadzać – w końcu byłoby to złe posunięcie PR-owe, które na pewno nie zapisałoby się chlubnie na kartach jego historii. A do wyborów już niedaleko…

Renata Struzik, źródło: Ursus