Spekulanci zrezygnują z franka, wezmą na cel korony

Posiadacze kredytów we frankach szwajcarskich mogą odetchnąć z ulgą. Szczyt tej waluty już za nami, bo inwestorzy uznali, że dużo więcej już na niej raczej nie zarobią. Teraz ich uwaga może skupić się na koronie czeskiej, norweskiej, szwedzkiej, czy egzotycznym dolarze singapurskim – pisze Łukasz Pałka, analityk portalu Money.pl.

Od szczytu z pierwszej połowy sierpnia frank szwajcarski osłabił się już wobec złotego o około 10 procent i teraz waha się w okolicach 3,62-3,65 złotego. Chociaż kurs jest wciąż bardzo wysoki, to 700 tysięcy polskich kredytobiorców zadłużonych w szwajcarskiej walucie najgorsze ma już za sobą.
Szwajcarzy interweniowali, bo mocny frank to bardzo poważny problem także dla tamtejszej gospodarki. Opiera się ona bowiem na eksporcie. A im mocniejszy frank, tym mniejsze zyski dla przedsiębiorców wysyłających towary za granicę. Według wczorajszych danych, nadwyżka eksportu nad importem w Szwajcarii wyniosła w lipcu 2,8 miliarda franków. To wzrost w porównaniu do sytuacji miesiąc wcześniej, co oznacza, że firmy jeszcze nie poddały się drogiej walucie. Trzeba jednak pamiętać, że jeszcze wcześniej ta nadwyżka przekraczała 3 miliardy franków.

Dlatego bank centralny, choć eksport na razie się nie załamał, dmucha na zimne, walcząc o osłabienie szwajcarskiej waluty. Z kolei szwajcarski rząd przed kilkoma dniami obiecał dodatkowe pieniądze na ratowanie miejsc pracy wszystkich eksporterów, którzy ucierpieli na skutek drastycznie drożejącego franka.
Tym bardziej, że prognozy analityków są nieubłagane. Jak podaje DB Research, dynamika wzrostu szwajcarskiego eksportu może spaść w tym roku do 3,3 procenta z 9,3 procenta w ubiegłym roku. Z kolei Bank Szwajcarii szacuje, że wzrost PKB tego kraju właśnie z powodu zbyt mocnej waluty może skurczyć się do 2 procent z 2,6 procenta w 2010 roku.

Tak więc w sytuacji, gdy w obliczu spowolnienia szwajcarskie władze zaczynają walczyć o osłabienie waluty, a sam frank jest już ponad 20 procent mocniejszy niż przed rokiem, spekulanci szukają możliwości zarobienia pieniędzy gdzie indziej.

Inwestorzy skuszą się na korony?
– Wzrosty na franku zostały wyczerpane i dlatego szukamy teraz dla niego alternatyw – powiedział cytowany przez Bloomberga Bob Noyen, szef funduszu Record z Londynu, który zarządza aktywami przekraczający 30 miliardów dolarów. Jego zdaniem spory potencjał wzrostów mają waluty Europy Wschodniej, przede wszystkim czeska korona. Obok niej analitycy wymieniają też waluty krajów skandynawskich, zwłaszcza koronę norweską.
W obu przypadkach do kupna tych walut inwestorów może zachęcać fakt, że kraje te mają niskie zadłużenie w stosunku do PKB. Norwegia może dodatkowo pochwalić się najwyższym z możliwych ratingiem wiarygodności kredytowej AAA. Można więc przypuszczać, że jej waluta podobnie jak frank szwajcarski ma szansę stać się kolejną bezpieczną przystanią dla inwestorów.

Zadłużenie w stosunku do PKB (w proc.)

Kraj

2009

2010

2011*

2012*

Czechy

35,3

38,5

41,8

43,9

Euroland

79,4

85,3

89,3

89,8

Norwegia

42,8

39,8

36

31,8

Źródło: Money.pl na podstawie danych DB Research. *Prognoza

W kontekście wymiany franka bardziej atrakcyjna wydaje się korona norweska, choć analitycy wskazują też tak egzotyczne waluty jak chociażby dolar singapurski. Jednak, pomimo zainteresowania nowymi walutami, nie należy spodziewać się, że inwestorzy od franka odwrócą się gwałtownie. Aby tak się stało, powinna się jeszcze uspokoić sytuacja gospodarcza na świecie. To zachęci inwestorów do podejmowania bardziej ryzykownych inwestycji.
Źródło: Money.pl