ŚOR nie wpływa negatywnie na jakość żywności. Wprost przeciwnie.

Na temat środków ochrony roślin oraz ich wpływu na później wyprodukowaną żywność istnieje wiele stereotypów. Polskie Stowarzyszenie Ochrony Roślin postanowiło więc część z nich obalić. Oto fakty i mity na temat wpływu ŚOR na żywność.

1. Substancje pochodzenia naturalnego są bezpieczne, a sztuczne – szkodzą
Aktualnie konsumenci muszą być informowani na temat składu kupowanych produktów. Niestety, informacje te nie zawsze potrafimy interpretować. Przykładowo, sformułowanie „aromat identyczny z naturalnym”, jest synonimem czegoś sztucznego i gorszego. Jednak w rzeczywistości aromat identyczny z naturalnym oznacza, że użyto substancji, która z chemicznego punktu widzenia jest dokładnie taka sama jak występująca w naturze. To dokładnie, atom do atomu, ten sam związek chemiczny. Stąd określenie „identyczny z naturalnym”. Nasze organizmy zareagują na wanilinę z wanilii i na tę z laboratorium dokładnie tak samo.

Tak więc fakt laboratoryjnego pochodzenia danej substancji nie określa, czy jest ona lepsza, czy gorsza dla organizmu. Co więcej – „naturalny” często może oznaczać „bardziej niebezpieczny”. Tak jest na przykład z lekami. Przez lata używano glikozydów nasercowych, których źródłem była naparstnica purpurowa. Ta piękna roślina zawiera digitoksynę, silną truciznę, która jednak, stosowana w odpowiednim stężeniu, wzmacnia działanie mięśnia sercowego. Z czasem zrezygnowano z niej na rzecz bezpieczniejszej digoksyny uzyskiwanej z naparstnicy wełnistej. Jednak nadal łatwo było o przedawkowanie tej substancji, co mogło mieć skutek śmiertelny. W dodatku działała ona różnie w zależności od chwilowych wahań składu krwi. Dlatego w laboratoriach powstały sztucznie uzyskane leki – beta-blokery czy spironolakton, które zastąpiły naparstnicę. Są bezpieczniejsze, łatwiej je dawkować i kontrolować. Bezpieczeństwo substancji naturalnych bywa więc bardzo złudne.

2. Żywność bez chemii jest znacznie lepsza dla naszego zdrowia
Dziś sytuacja jest bez porównania lepsza niż kiedyś. Wynika to przede wszystkim z tego, że znacznie lepiej rozumiemy rolę i działanie różnych związków chemicznych.
Poznanie działania różnych substancji pozwala nam też stosować je w odpowiedni sposób. Cieszące się złą sławą konserwanty służą nie tylko przedłużeniu trwałości produktów, ale przede wszystkim zabezpieczeniu ludzi przed rozwojem organizmów, które są niebezpieczne dla zdrowia.
Często można spotkać się z opinią, że najzdrowsze owoce to te, które nie były pryskane. To twierdzenie nie tylko nieprawdziwe, ale też niebezpieczne. Przykładem może być najpospolitsza z chorób jabłoni – parch. Jabłka nią zaatakowane nie zachęcają do jedzenia swoim wyglądem, ale problem jest znacznie poważniejszy – grzyb rozwijający się na owocach wytwarza substancje, które mogą mieć działanie rakotwórcze. Założenie, że brzydkie jabłka (czy inne produkty) są zdrowsze, to błąd – trudno nam ocenić, jakie choroby dotknęły daną roślinę i jakie będą miały wpływ na nasze własne zdrowie.

Tzw. „chemia” stosowana do ochrony roślin wyklucza na przykład rozwój buławinki czerwonej na zbożach. Ten dziwnie wyglądający grzyb, znany lepiej jako sporysz, przez setki lat wywoływał, po dostaniu się do mąki, ergotyzm zwany kiedyś Ogniem Świętego Antoniego. Efektem były halucynacje, gwałtowne bóle, przykurcze mięśni i wrzodziejące, martwicze zmiany na skórze, zdarzały się też przypadki zbiorowej śmierci całych wsi zatrutych sporyszem.

3. Środki ochrony roślin zagrażają zdrowiu i środowisku
Środki ochrony roślin dla wielu ludzi stały się niemal synonimem zła, jakie niesie współczesna cywilizacja. Nic dziwnego, że budzą obawy – ich rolą jest zabijanie organizmów, które szkodzą uprawom. Stosowane są od ponad 200 lat, przy czym dzisiaj ich użycie podlega ścisłym przepisom zabezpieczającym człowieka i środowisko przed szkodliwym działaniem tych substancji.
Przede wszystkim środki ochrony roślin bardzo się zmieniły. Dziś działają bardziej wybiórczo, niszcząc te gatunki, które zagrażają uprawom. Poza tym, spadła ich toksyczność – dzięki dobremu zrozumieniu cykli biologicznych zwalczanych organizmów można podawać mniej szkodliwe środki, w mniejszych ilościach. Stosowanie ich jest bardzo ściśle kontrolowane – w Unii Europejskiej podlegają one najostrzejszym regulacjom prawnym spośród wszystkich środków chemicznych.
Wprowadzenie nowego środka ochrony roślin na rynek Unii Europejskiej zabiera przeciętnie 10 lat i kosztuje ponad 200 mln euro, nic więc dziwnego, że producent stara się, by jego produkt był bezpieczny i długo pozostał na rynku.

4. W czasach sprzed chemizacji rolnictwa owoce i warzywa były smaczniejsze
Prawdopodobnie nie pamiętamy smaków ani zapachów sprzed chemizacji rolnictwa. Pierwszych środków ochrony roślin używano ponad 200 lat temu, pierwszy sztucznie wytworzony środek ochrony roślin to koniec XIX wieku. Od ponad 60 lat w rolnictwie masowo i powszechnie stosuje się chemiczne środki ochrony roślin. Co więcej, 30-40 lat temu stosowało się inne, bardziej niebezpieczne środki ochrony roślin.
Inaczej sprawa ma się w przypadku warzyw i owoców z przydomowych ogródków. Faktycznie, te pomidory z babcinej grządki zapewne były (i nadal są) znacznie słodsze i smaczniejsze od kupowanych w sklepie. To jednak kwestia niezwiązana z chemizacją, a z procesem zbioru, przechowywania, transportu i sprzedaży towaru.

5. Producenci rolni sypią środki ochrony roślin gdzie popadnie, bez żadnej kontroli
Co jak co, ale środki ochrony roślin są najlepiej nadzorowanymi środkami chemicznymi w Unii Europejskiej. Już na etapie wprowadzania są bardzo dokładnie badane – muszą przejść ponad 100 testów oceniających ich wpływ na ludzkie zdrowie i środowisko. Muszą zostać ocenione pod każdym względem: chemicznym i fizycznym, wpływu na środowisko, toksyczności, ekotoksyczności i działania pozostałości po ich stosowaniu. Obecnym przepisom podlegają także starsze środki – regularne oceny sprawiają, że muszą one spełniać aktualne standardy bezpieczeństwa.

W Polsce nad stosowaniem środków ochrony roślin czuwa Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa, która bada m.in. obecność pozostałości środków ochrony roślin jeszcze na polu uprawnym. Z kolei Państwowa Inspekcja Sanitarna kontroluje żywność już w sprzedaży. Wraz z innymi krajami Unii Europejskiej Polska należy do systemu wczesnego ostrzegania o niebezpiecznej żywności i paszach (RASFF). W razie wykrycia produktów, które mogą potencjalnie zagrażać ludziom lub zwierzętom, przeprowadzana jest ocena ryzyka i w razie potrzeby uruchamiane są procedury zabezpieczające zdrowie konsumentów. Kontrola obejmuje nie tylko badanie obecności pozostałości środków ochrony roślin w żywności, ale też ochronę podczas ich stosowania oraz zbiórkę opakowań po tych środkach.

6. Alternatywa dla chemizacji rolnictwa zapewni bezpieczną żywność dla wszystkich
Po pierwsze szybko rośnie zapotrzebowanie na produkty rolne i dawny sposób uprawiania ziemi i hodowli jest za mało wydajny. Rolnictwo nie stosujące środków ochrony roślin ma plony niższe o 30-50 procent. Tak zwane rolnictwo ekologiczne, które również wykorzystuje środki ochrony roślin, nadal ma zbiory mniejsze o 20-25 procent. Rezygnując ze współczesnych metod ochrony roślin musielibyśmy bardzo zwiększyć powierzchnie uprawne.
Kolejnym błędem w myśleniu jest twierdzenie, że żywność produkowana bez środków ochrony roślin będzie powszechnie dostępna. Niższa produkcja oznacza wyższy koszt  uzyskania, a więc i wzrost cen żywności. Jednym z najważniejszych osiągnięć współczesnego rolnictwa jest zapewnienie dostępu do warzyw i owoców kosztujących na tyle niedużo, że stać na nie praktycznie każdego.

7. Warzywa i owoce trzeba płukać w specjalny sposób, by usunąć środki ochrony roślin
Normy dotyczące stosowania środków ochrony roślin są bardzo ostre, a członkostwo w Unii Europejskiej dodatkowo zobowiązuje Polskę do przestrzegania i wdrożenia wysokich norm unijnych. Żywność jest więc stale badana w celu określenia poziomu szkodliwych substancji występujących zarówno w produktach, jak i na nich. Ta kontrola obejmuje również środki ochrony roślin.

Generalnie, zalecane jest porządne mycie warzyw i owoców przed spożyciem pod bieżącą wodą, nie ma to jednak nic wspólnego ze środkami ochrony roślin. Jeśli środki ochrony roślin są prawidłowo stosowane, a dostawca przestrzega obowiązujących przepisów, to ich pozostałości nie mogą osiągnąć niebezpiecznego dla zdrowia poziomu. Znacznie bardziej należy się obawiać zanieczyszczeń powstałych w transporcie czy przy sprzedaży – ani producent, ani sprzedawca, ani my sami nie wiemy na przykład, kto i w jakim stanie zdrowia dotykał jabłek czy papryki w sklepie. Drobnoustroje przenoszone z rąk na jedzenie są znacznie niebezpieczniejsze niż jakiekolwiek środki chemiczne chroniące rośliny.
Renata Struzik, źródło: PSOR