Sadownicze problemy

0
454

Sadownicy – właściciele sadów wiśniowych – rozpoczynają w całym kraju akcje protestacyjne. Są niezadowoleni z cen skupu wiśni. Uważają, że między właścicielami zakładów przetwórczych i chłodni doszło do zmowy cenowej.

Kolejny sezon zbioru owoców miękkich w toku, a w relacjach sadownicy, skupujący i przetwórcy, od lat bez zmian. No może z jedna zmianą, dotychczas właściciele plantacji i sadów jedynie grozili likwidacją upraw, a w tym roku, sady wiśniowe, pełne dojrzałych owoców są wycinane!
Takie działania świadczą o ogromnej determinacji sadowników i tym, że mamy do czynienia z problemem rzeczywistym, a nie kreowanym. Aktualnie większość właścicieli wiśniowych sadów postanowiła na znak protestu, przeciw niskim cenom owoców, przez tydzień nie sprzedawać wiśni.
Aby uzasadnić przyczyny niezadowolenia, sadownicy wysuwają argumenty ekonomiczne, mające dowieść nieopłacalności produkcji. W liście skierowanym do najwyższych władz państwowych piszą między innymi:

z dnia na dzień wzrasta cena oleju napędowego, rosną ceny środków ochrony roślin, nawozów, rosną koszty pracy a w trakcie zbioru ciężko znaleźć pracowników do zrywania wiśni. Średni koszt wyprodukowania kilograma wiśni to 1,80 zł, natomiast przetwórnie i skupy wystawiły cenę skupu wiśni 1,00-1,20 zł/kg, a w niektórych regionach cena jest jeszcze niższa i wynosi 0,80 zł/kg…. dla przetwórni czy skupu liczy się jak największy zysk, a nie długofalowa współpraca z producentami. Nie zwracają uwagi na to, że swoim postępowaniem przyczyniają się do zniszczenia sadownictwa w Polsce, a co za tym idzie do zniszczenia samych siebie.

Przetwórcy owoców i właściciele zamrażalni nie pozostają dłużni w wymianie argumentów, ale oczywiście mają one uzasadnić, że więcej płacić nie mogą. I praktycznie są to te same powody, których używają producenci. Różnica w pojawia się wtedy, gdy mówią o cenie za kilogram owoców. Zdaniem przetwórców oferowana kwota jest maksymalną jaką mogą zaoferować na globalnym rynku. Więcej już zapłacić nie mogą, gdyż wypadną z konkurencji”. A w tej branży nawet rok nieobecności praktycznie rynek zamyka.
Należy więc szukać złotego środka, który zwaśnione strony doprowadzi do kompromisu. Może są nim umowy kontraktacyjne, których rychłe wprowadzenie zapowiadał były minister rolnictwa Andrzej Lepper. Ministra nie ma, umów też.
Chociaż pomysł nie był nowy, wcale nie był zły. Dobrowolne porozumienia producentów z odbiorcami, przynajmniej co do minimalnej ceny, za jasno określoną jakość owoców, na pewno są potrzebne. A może część problemów da się rozwiązać przez większą koncentrację rynku producentów, którzy dodatkowo powinni bardziej zdecydowanie wkraczać w kolejne ogniwa obiegu gospodarczego?
Na razie jedno jest pewne, że za nieporozumienia miedzy sadownikami i przetwórcami zapłacą konsumenci. Bo gdy sezon świeżych owoców się skończy trzeba będzie kupić mrożonki, soki i przetwory. Tylko czy będą to produkty polskie?

W Europie coraz głośniej mówi się o ograniczeniu powierzchni upraw przeznaczonych na cele energetyczne, gdyż biopaliwa mają być przyczyną podwyżek cen żywności. Eurostat podaje, że w Polsce żywność podrożała przez rok o 6,8 %, a inflacja ogółem w tym czasie wyniosła 4,3%.
Być może coś w tym jest gdyż w Polsce stale rośnie areał upraw roślin przeznaczonych na cele energetyczne. Jednak jest to działanie zgodne z wymogami UE i faktem, że produkcja biopaliw w naszym kraju jest praktycznie w powijakach i musi być prędko rozwijana. Bruksela naciska i za opóźnienia grozi karami, a firmy naftowe wypełniają tylko obligatoryjne minima udziału biokomponentów w paliwie.
Problem nabiera kolorów, gdy zaczynamy zagłębiać się w szczegóły. A te wkładają argumenty w ręce przeciwników biopaliw.
Do produkcji paliw pierwszej generacji wykorzystuje się takie rośliny jak kukurydza i inne zboża oraz trzcina cukrowa. To zaś oceniane jest krytycznie, gdyż ma to powodować wzrost cen żywności i zmniejszać powierzchnię gruntów przeznaczanych na produkcję żywności. Natomiast do wytworzenia 120 litrów etanolu potrzeba tyle zboża, ile jedna osoba zużywa w ciągu roku. A ta ilość paliwa wystarczy do przejechania zaledwie 1500 kilometrów. Czy stać nas na taką rozrzutność?
Przeciw tym argumentom zwolennicy produkcji biopaliw przedstawiają inne analizy, z których wynika, że prawdziwą przyczyną rosnących cen żywności nie jest wzrost zużycia biopaliw, gdyż to tylko jeden z mniej istotnych czynników. Tak naprawdę na ceny żywności wpływa rosnąca liczba ludności na świecie, która ma rosnąć dalej – z obecnych 6,5 mld do 9 mld w 2050 r.
W którym więc miejscu jesteśmy i jaką pójść drogą? Kto ma rację i czy cieszyć się z tego, że zamknięte cukrownie ożyją, dadzą pracę robotnikom i rolnikom, gdyż zaczną produkować bioetanol. Czy też do prostych kosztów wyprodukowania tego paliwa, należy dodać ukryte koszty wynikające z wyższych cen żywności.

ABROBIZNES/TVP1″

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności