Rynek choruje na ptasią grypę

0
595

W całym kraju powołano Powiatowe Centra Zarządzania Kryzysowego a także Powiatowe Plany Zwalczania Ptasiej Grypy. W stan gotowości postawiono również policję, która wspólnie ze służbami weterynaryjnymi opracowała system oparty na skutecznym przekazywaniu informacji o zagrożeniu i realizacji zadań według zasad obowiązujących w policji i przepisów dotyczących reagowania kryzysowego i egzekwowania przepisów. Na poziomie gminnym organizowane są spotkania z sołtysami i prelekcje mające na celu zwiększenie świadomości i rzetelne informowanie o istniejącym zagrożeniu dla ludzi.

Powiat goleniowski (woj. zachodniopomorskie) jest szczególnie narażony na wystąpienie ptasiej grypy. Charakteryzuje się dużym skupiskiem ferm drobiarskich, w których znajduje się łącznie ok. 2,5 mln sztuk drobiu. W jego granicach leży również Zalew Szczeciński, który jest traktowany przez dzikie ptactwo jako miejsce odpoczynku i wodopój. Pod Goleniowem znajduje się również międzynarodowe lotnisko, a więc odbywa się przepływ ludności z wielu części świata. Powiatowy lekarz weterynarii jest jednak spokojny.
Uważam, że jesteśmy dobrze przygotowani na wypadek wystąpienia ptasiej grypy – mówi Zdzisław Czerwiński, powiatowy lekarz weterynarii w Goleniowie. Współpracujemy ściśle z grupą ornitologów i konserwatorem przyrody. Zobowiązano nas do zebrania 20 próbek kału od dzikiego ptactwa lądującego na terenie powiatu. W ten sposób monitorujemy miejsca przelotu tych dzikich ptaków, które są nosicielami wirusa.

Zdzisław Czerwiński podkreśla jednak, że prawdopodobieństwo wystąpienia ptasiej grypy na fermach kurzych jest praktycznie zerowe.
W większości przypadków drób na fermach jest hodowany w systemach zamkniętych. Więc, ptaki te, nie mają kontaktu ze światem zewnętrznym. W gorszej sytuacji są hodowcy gęsi i kaczek, którzy stosują system wolnowybiegowy. Stosując się jednak do zaleceń weterynaryjnych, a także obserwując zachowanie ptaków i w tym przypadku zagrożenie jest minimalne.
Warto dodać, że wirus ptasiej grypy jest słabym wirusem i bardzo łatwo ulega zniszczeniu. Jego wrogiem jest temperatura. Ginie całkowicie w temperaturze 70 st. C, a więc nie zagraża bezpośrednio konsumentom, bowiem niszczy go pasteryzacja. Jego żywotność w kale ptaków wynosi 30 dni. Nie ma możliwości, aby mógł przetrwać dłużej, niezależnie od temperatury. Wszelkie pogłoski o możliwości przetrwania wirusa w niskiej temperaturze i jego aktywacji wiosną są bezpodstawne. Ponadto jest nieodporny na wszelkie podstawowe środki dezynfekcyjne i detergenty.
Zagrożenie wystąpienia ptasiej grypy jest więc niewielkie. W najmniejszym stopniu problem ten powinien dotyczyć samych konsumentów. Mimo tego, sytuacja na rynku drobiu jest co najmniej trudna. Z nieoficjalnych obliczeń wynika, że sprzedaż drobiu i wyrobów drobiarskich spadła grubo ponad 10%. Hodowcy i przetwórcy znaleźli się w niekorzystnej sytuacji. Liczone są pierwsze straty.

Docierają do mnie tragiczne sygnały z całego kraju – mówi Andrzej Danielak, prezes Krajowego Zrzeszenia Związków Hodowców i Producentów Drobiu (KZZHiPD). Nie potrafię na dzień dzisiejszy określić spadku spożycia drobiu, ale jest on bardzo duży. Świadczy o tym sytuacja w ubojniach, które mają praktycznie pełne magazyny mięsa. Zamówienia z rynku spływają bardzo mizernie. Co ciekawe, sytuacja ta dotyczy głównie dużych miast, gdzie przecież świadomość konsumentów jest znacznie wyższa niż w małych miejscowościach i wsiach.Wiem, że kilka ubojni zamknęło zakłady. Panująca sytuacja powoduje osobiste tragedie poszczególnych hodowców. Brojler to przecież ptak, który musi być w odpowiednim czasie zdjęty z fermy i odstawiony do ubojni lub przetwórcy, aby zwolnić miejsca dla dorastających sztuk. Jeśli hodowca nie zrobi tego w odpowiednim czasie, w kurniku robi się ciasno, zaczynają się upadki ptactwa. Ci ludzie zostali pozostawieni z problemem sami sobie.
Na tych, którym uda się jednak odstawić żywiec do ubojni czeka kolejna niespodzianka. W wielu miejscach w kraju spadła cena skupu za kg żywca nawet o 1/3.

Zdaniem A. Danielaka, winą za panującą sytuację na rynku należy obarczyć nierzetelną prasę, a także władze, które nie poczyniły jak na razie żadnego kroku w kierunku obrony autorytetu branży drobiarskiej.
Żądamy sięgnięcia po autorytet państwa – mówi stanowczo prezes Drobiarzy”. Trzeba stanowczo mówić, że w Polsce nie ma wirusa, że cały proces wytwórczy i przetwórczy jest podporządkowany rygorom i kontrolą weterynaryjno-sanitarną w całym kraju.Krajowy Związek Zrzeszeń Hodowców i Producentów Drobiu skierował w tej sprawie pismo do ministra rolnictwa, w którym zażądano wydawania w mediach cyklicznie komunikatów mających na celu zapewnienie społeczeństwa o tym, że spożywanie drobiu jest w pełni bezpieczne, a cała branża drobiarska jest przeszkolona na wypadek wystąpienia wirusa jak również profilaktyki. A. Danielak powiedział redakcji, że jeśli władza nie ustosunkuje się do tego pisma, Związek zorganizuje pikietę pod gmachem ministerstwa.

Roman Rzeszowski, jeden z największych hodowców drobiu w Wielkopolsce, potwierdza informacje o złej sytuacji na rynku.
Odnotowałem wyraźny spadek cen w skupie drobiu. – mówi Roman Rzeszowski. Jeżeli różnica cen w moim regionie wynosi 50 groszy, to na 100 tonach równowartość straty wynosi 50 tys. zł. Słyszałem, że w niektórych miejscach cena jest jeszcze niższa. Spadek sprzedaży potwierdzają niektórzy przetwórcy mięsa drobiowego.

Jeśli chodzi o sprzedaż drobiu to w naszym przypadku spadła ona o 28% – mówi Bożena Mardusiewicz, specjalista d.s. produkcji drobiu w Agrofirmie Witkowo (woj. zachodniopomorskie). Dotyczy to również cen produktów drobiarskich pochodzących z naszej przetwórni. Agrofirma przeżyła już w swej historii wiele kryzysów. Zwykle po 2-3 miesiącach sytuacja wracała do normy. Myślę, że tym razem będzie tak samo. Od 10 listopada planujemy powolny powrót do poprzedniego poziomu cen.

Teren Agrofirmy opuszcza dziennie 30 ton produktów drobiarskich.
Natomiast, sprzedający dziennie ok. 160 ton mięsa i przetworów drobiowych ,konkurent Witkowa i potentat na rynku drobiu w Polsce, Drobimex, nie odnotował jak dotąd spadku sprzedaży swoich produktów. Dyrektor Handlowy Andrzej Pławski przyznał jednak, że przedstawiciele handlowi firmy faktycznie zauważają, że handlowcy ostrożniej dokonują zakupów. Zdaniem A. Pławskiego, nie wiadomo jednak, czy konsumenci jedzą mniej mięsa drobiowego. Mimo tego, firma profilaktycznie uświadamia sprzedawców, że produkcja przemysłowa drobiu nie jest zagrożona ptasią grypą.
Sytuacja w branży nie ominęła także producentów zbóż i pasz. Jak potwierdził Maciej Tomasiewcz, sekretarz Polskiej Izby Zbożowo-Paszowej, za pszenicę na paszę płaci się średnio mniej o 5 do 7 zł za tonę. Zdaniem M. Tomasiewicza sytuacja ta jest kombinacją wielu czynników. Jednym z nich może być ptasia grypa.
Z doniesień wynika, że spada spożycie drobiu – mówi M. Tomasiewicz. Jak spada spożycie drobiu spada równomiernie zapotrzebowanie na pasze drobiowe, które są podstawowym rodzajem paszy produkowanej w Polsce. Rocznie w Polsce produkuje się 5 mln ton mieszanek paszowych. Aż 65% z tego, to są pasze dla drobiu.

W razie stwierdzenia na fermie kurzej przypadku ptasiej grypy państwo będzie wypłacało odszkodowania za wartość zutylizowanego stada. Dotyczyć to będzie jednak tylko tych hodowców, którzy zastosują się do rozporządzenia ministra w sprawie ptasiej grypy i do wszelkich zasad weterynaryjno – sanitarnych. Obliczono, że łączny koszt likwidacji 15-20 tysięcznego stada drobiu może wynieść od 700 tys. do 1 miliona złotych. Na pokrycie kosztów związanych z profilaktyką oraz ewentualnymi skutkami wystąpienia pandemii grypy państwo przeznaczyło 300 mln zł.
Roczne spożycie mięsa drobiowego i jego przetworów w Polsce wynosi 24 kg na jednego mieszkańca.


Marcin Simiński