fbpx

Rolnik aktywny zawodowo – czy ktoś wie, o co tu chodzi?

Trwa kampania dopłat bezpośrednich i obszarowych. Przysługują one rolnikom aktywnym zawodowo. Do tej pory wnioski złożyło 882 tys. gospodarzy. W Polsce jest ok. 1,3 mln gospodarstw, przyjmuje się jednak. że tylko ok. 300 tys. to gospodarstwa towarowe, produkujące na rynek, a pozostała część, czyli ok. 1 mln to gospodarstwa nietowarowe. Czy wszystkim powinno się dawać takie same pieniądze?

Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa poinformowała w najnowszym komunikacie, że w tegorocznej kampanii dopłat bezpośrednich i obszarowych do 6 czerwca 2024 zostało złożonych ponad 882 tys. wniosków. Złożyli je ci, którzy posiadają min. 1 ha ziemi i prowadzą działalność rolniczą.

Samasz loteria - baner

Wystarczy się trochę zastanowić, żeby poczuć, że coś tu jest nie tak.

Kim są “prawdziwi gospodarze”?

W maju prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił, że rząd wprowadzi program “Aktywny rolnik”, który będzie “rozwiązaniem dla prawdziwych gospodarzy, którzy orzą, sieją i zbierają, oraz hodowców, którzy mają gospodarstwa specjalistyczne”. Należy więc rozumieć, że jest elitarna grupa rolników, których można nazwać mianem “aktywnych zawodowo”, w przeciwieństwie do całej reszty, która “aktywna zawodowo” nie jest.

“Nie wie lewica, co czyni prawica”?

Mamy więc sytuację, w której rządowa Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa inaczej, choć zgodnie z prawem, definiuje aktywnego rolnika, niż wicepremier rządu. Władysław Kosiniak-Kamysz jako prezes PSL ma de facto wpływ na politykę Ministerstwa Rolnictwa, któremu podlega ARiMR. Wydawałoby się, że z takiej pozycji może przynajmniej rozpocząć dyskusję nad tym, kto jest a kto nie jest rolnikiem aktywnym zawodowo. Z drugiej strony, jest ministrem obrony a prywatnie lekarzem, może więc jego wpływ na MRiRW nie jest wystarczający, by narzucić swoje stanowisko?

Milion gospodarstw socjalnych

Eksperci generalnie uważają, że rolnikiem aktywnym zawodowo jest ten, kto prowadzi produkcję towarową na rynek i dzięki temu jest w stanie utrzymać gospodarstwo. Takich gospodarstw jest w Polsce ok. 300 tys. Reszta – czyli ok. 1 mln – to gospodarstwa „socjalne”, dla których dopłaty są warunkiem przetrwania.

Można żyć z kilkudziesięciu arów

Polskie rolnictwo jest oczywiście bardziej różnorodne. Są gospodarstwa ogrodnicze, które z produkcji tunelowej owoców na kilkudziesięciu arach osiągają wysokie dochody. Są gospodarstwa – nazwijmy je ekologicznymi – które na równie małej powierzchni produkują warzywa z przeznaczeniem na lokalny rynek, i też utrzymują się z tej działalności. Jest też jednak kilkanaście procent gospodarstw, które w ogóle nie produkuje żywności na sprzedaż, a jedynie na swoje potrzeby. Te gospodarstwa też korzystają z dopłat.

Równe dopłaty dla wszystkich – czy to jest właściwe?

Dopłaty tak samo otrzymują dwuzawodowcy, którzy produkują ponosząc minimalne (o ile w ogóle jakiekolwiek) koszty np. na ochronę chemiczną, i profesjonaliści, którzy chronią swoje uprawy przy zachowaniu najwyższych standardów dobrej praktyki. Obie grupy co sezon wystawiają na sprzedaż swoje produkty – ci pierwsi sprzedają za jakąkolwiek cenę, bo nie sprzedać to dla nich niewielka lub żadna strata, ci drudzy „zaciskając zęby” godzą się na niską cenę, która nie rekompensuje poniesionych kosztów. Ci pierwsi uzyskanych pieniędzy i tak nie inwestują w gospodarstwo, ci drudzy dostają za mało, by gospodarstwo rozwijać.

Zostawić tylko 300 tys. gospodarstw?

Nie chodzi o to, żeby wyeliminować milion gospodarstw i całe pieniądze przeznaczyć dla 300 tysięcy. Chodzi o to, by rozróżnić te gospodarstwa i stworzyć dla obu grup odrębne programy finansowe. Program “Aktywny rolnik”, bazujący na pomyśle potrojenia standardowych dopłat dla gospodarstw towarowych jest z pewnością dobrym rozwiązaniem. W parze z nim powinien iść odrębny program kierowany do gospodarstw, w których dochód z działalności rolniczej jest tylko dodatkiem do dochodu uzyskiwanego z tzw. pracy etatowej. Utworzenie dwóch odrębnych agend finansowych byłoby rozwiązaniem sprawiedliwym, transparentnym, prorozwojowym.

Nie ekscytujmy się więc, że niemal milion gospodarstw otrzymało dopłaty bezpośrednie. Pomyślmy, ile de facto traci na tym polskie rolnictwo.

Dekalb Bayer - baner
Baner Agrosimex Alaska
Baner webinarium konopie
POZ 2024 - baner

3 KOMENTARZE

  1. I tak i nie ja na przykład posiadam gospodarstwo rolne 50 hektarowe i produkuje ale pracuję też na etacie i wprowadzam na rynek tak jak każdy rolnik który tylko tym się zajmuje i co w takim przypadku mam stracić dopłaty? Powinna być jasna definicja ten jest aktywny rolnikiem i ten dostaje dużo dopłaty kto produkuje na rynek. Czyli sprzedaje czy to zwierzęta czy produkty rolne i ma na to dowody Plus na przykład korzysta z podatku akcyzowego. W mojej gminie jest 370 rolników a tak naprawdę jest ich morze ze 30. Powinno też zmienić się definicja rolnika indywidualnego i to by dużo dało nie trzeba byłoby tworzyć nowych definicji ten kto produkuje jest rolnikiem a ci co mają 1 hektar ziemi mogą być tylko posiadaczami.

  2. Hola hola. Czyli ten, który truje klienta, ziemię i wodę chemią i sprzedaje drożej jest lepszy od tego, kto produkuje zdrową żywność i tanią? I dlatego, ten co truje ma dostać więcej, a inni mniej?

ZOSTAW KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najpopularniejsze artykuły
NAJNOWSZE WIADOMOŚCI
[s4u_pp_featured_products per_row="2"]
INNE ARTYKUŁY AUTORA




ARTYKUŁY POWIĄZANE (TAG)

NAJNOWSZE KOMENTARZE

Newsletter

Zapisz się do Rolniczego Newslettera WRP.pl, aby otrzymywać informacje o tym co aktualnie najważniejsze w krajowym i zagranicznym rolnictwie.