Rolnicy nie płaczą za kwotowaniem mleka

Od 1 kwietnia przestał obowiązywać obowiązujący w Polsce od 10 lat limitowany system produkcji mleka. Jak rolnicy reagują na nową sytuację? Sprawdziliśmy przy okazji wizyty w miejscowości Rozmierz (gmina Strzelce Opolskie), w gospodarstwie produkującym ponad milion litrów mleka rocznie.

Właścicielami jednego z największych gospodarstw produkujących mleko w województwie opolskim są Antoni i Beata Nocon. Prowadzą gospodarstwo rodzinne. Obecnie osiadają 110 krów mlecznych oraz jałówki. Całe stado liczy 220 sztuk. W 1996 r. przejęli gospodarstwo po rodzicach. W tamtym okresie całe stado liczyło 70 sztuk.

– Przy rozwoju stada bazowaliśmy na naszym materiale, nie kupowaliśmy żadnych krów i hodujemy typowo polskie krowy mleczne. Taka rozbudowa trwa troszkę dłużej, ale nie zaciągaliśmy dzięki temu kredytów. Uważam, że rolnicy nie powinni na siłę powiększać areału, czy rozwijać gospodarstw ponad możliwości. Przyszłość w Polsce jest tylko przed rodzinnymi gospodarstwami. One poradzą sobie zdecydowanie lepiej z brakiem koniunktury. Tylko w takich gospodarstwach można szukać obniżenia kosztów produkcji – mówi Antoni Nocon.
 

Nie płaczą za kwotowaniem

Od 1 kwietnia Unia Europejska zrezygnowała z limitowania produkcji mleka, co oznacza, że rolnicy mogą produkować jego nieograniczoną ilość. Do tego czasu rolnicy, którzy chcieli zwiększyć produkcję mleka  musieli, po przekroczeniu przyznanego limitu płacić do unijnej kasy swoisty haracz. A. Nocon za wykup nadlimitów mleka przez 10 lat zapłacił około 500 tys. zł.  

– W gospodarstwach mlecznych wiele się nie zmieniło. Produkujemy mleko tak jak przed zniesieniem kwotowania. Nigdy nie popierałem nigdy tego systemu i zawsze wyrażałem się negatywnie na jego temat. Wykup kwot nie poprawiał sytuacji na rynku. Pamiętam, że mimo ograniczonej produkcji w 2008 r. litr mleka kosztował 70 gr. Obecnie, po zniesieniu kwotowania litr kosztuje 1,20 zł. Uważam, że ta cena nie jest niska, a my możemy produkować dowolną ilość mleka. Myślę, że obniżenie ceny będzie tylko chwilowe, często wymuszone na mleczarniach przez supermarkety. To sieci handlowe wymuszają na mleczarniach obniżenie produkcji i dyktują ceny. W Polsce nie powinno dojść do poważnych zmian, bo zapotrzebowanie na mleko ciągle jest bardzo duże. Polskie mleczarstwo może być bardzo konkurencyjne dla zachodniego, bo nasze koszty produkcji są znacznie niższe –  uważa A. Nocon.

Obora z kurtynami powietrznymi

W roku 2000 właściciele zdecydowali się na budowę nowoczesnej obory. Był to również czas, w którym zrezygnowali z hodowli trzody chlewnej i postawili jedynie na krowy mleczne. Budynek był w ówczesnym czasie nowością, jak na polskie warunki. Jest to lekka konstrukcja, posiadająca otwarte kurtyny powietrzne, nawet zimą. Budynek jest wyposażony w doskonały system wentylacji, który świetnie sprawdza się w czasie upałów. Wentylacje uzyskiwana jest m.in. dzięki otwartej kalenicy z odpowiednio dobranymi wlotami powietrza w ścianach bocznych oraz kątem nachylenia połaci dachu wynoszącymi minimum 20 stopni. Zapewnia to optymalną wymianę powietrza (cyrkulacja grawitacyjna). Wloty powietrza w ścianach bocznych są opcjonalnie zabezpieczone kurtyną ścienną w celu regulacji przepływu powietrza i uniknięcia przewiewów. Optymalna wentylacja pomaga utrzymać odpowiednią wilgotność powietrza w celu uniknięcia stresu cieplnego. W oborze wolnostanowiskowej z halą udojową rolnik zastosował zadziwiająco liczne pomysły własne oraz podpatrzone w innych gospodarstwach. Komputerowe prowadzenie stada i kontrola produkcji wspomagane jest bardzo ciekawym planszowym sposobem rejestracji. Gospodarstwo jest pod nadzorem inspekcji weterynaryjnej, wykazuje pełną zgodność z dyrektywami UE. Noconowie na gospodarstwie zatrudniają dwóch pracowników. Obecnie są to obywatele Ukrainy. W żywieniu zwierząt stosowana jest monodieta, a tylko cielęta i młodzież w okresie letnim dostaje dodatkowo zielonki, a w okresie zimy siano.

– Okoliczni rolnicy kręcili głowami, mówili, że krowy nam zamarzną, że to będzie niewypał. Tymczasem obora przez 15 lat świetnie się sprawdziła. Gdy na zewnątrz mamy niskie temperatury, to krowy spożywają więcej, a przez to produkują większe ilości mleka – twierdzi A. Nocon.
 

Dostosować produkcję do warunków

Rodzina Noconów posiada około 100 ha. ziemi przeznaczonych pod produkcję roślinną. Na stosunkowo słabych glebach uprawiają przede wszystkim kukurydzę na kiszonkę i trawy. Trwałe użytki zielone zajmują ponad 21 ha.

– Wokół domu mamy dużo łąk, ale i pola pod uprawy zbożowe bardzo blisko. Nasz areał pozwala nam na wykarmienie stada i uważam, że rolnicy będący w podobnej sytuacji powinni dostosowywać się do uwarunkowań. Dochód z produkcji mleka jest bardziej przewidywalny i opłacalny. Na rynku trzody spotkaliśmy się z wieloma zawirowaniami. Tzw. mięsne "górki" i "dołki" nie pozwalały przewidzieć opłacalności produkcji. Wahania cen spowodowały, że wycofaliśmy się z tego interesu – twierdzi Beata Nocon.

Na co kolejne rozdanie środków z UE?

Mleczne krowy w Polsce hoduje 145 tys. rolników. Większość z nich w zniesieniu regulacji upatruje szansy rozwoju. Już zimą powiększali stada i kupowali ziemię pod pastwiska. Ministerstwo Rolnictwa zapowiada, że unijne pieniądze w nowej perspektywie 2015-22 będą w dużej mierze przeznaczone m.in. na hodowlę bydła mlecznego.

– Nie wiemy na co będą przeznaczone środki europejskie w nowym rozdaniu. Nie wiedzą tego również nasi urzędnicy, których ciągle pytamy. Nad każdą inwestycją radzę zastanowić się kilkakrotnie, bo przy zewnętrznym dofinansowaniu cny maszyn raptownie rosną. Dilerzy i producenci sprzętu wykorzystują koniunkturę i windują ceny, chcąc zarobić na rolnikach. Cała pomoc unijna trafia więc do producentów sprzętu, a nie rolników – twierdzi zgodnie małżeństwo produkujące mleko.

Noconowie sprzedają mleko do okolicznych mleczarni. Część trafia na eksport, do Włoch, Austrii, Węgier czy na Litwę. Opolszczyzna to region obfitujący w łąki, więc produkcja mlecza jest w tej części kraju dobrze rozwinięta.