Pomagam, bo lubię…

W tym roku w finale organizowanego przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce konkursu o tytuł „Dobroczyńca Roku” znalazła się firma Tarnowskie Zakłady Osprzętu Elektrycznego TAREL, która jako jedyna w Polsce prywatna firma utworzyła na wsi Warsztaty Terapii Zajęciowej i doprowadziła do utworzenia Zakładów Aktywizacji Zawodowej, w którym znalazło zatrudnienie 80 osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności.

O tym dlaczego warto pomagać innym rozmawiamy z Józefem Sztorcem, właścicielem zakładów ,,TAREL” w Woli Rzędzińskiej w powiecie tarnowskim (województwo małopolskim).

Co jest ważniejsze wolontariat czy filantropia?

– Jedno jest ważne i drugie jest ważne. Myślę, że jednak filantropia jest ważniejsza niż wolontariat.

Co spowodowało, że Tarnowskie Zakłady Osprzętu Elektrycznego ,,TAREL’’ znalazły się w finale prestiżowego, ogólnopolskiego konkursu, w którym nagradza się najlepsze firmy pomagające potrzebującym?

– W konkursie ,,Dobroczyńca Roku’’ wyłaniane są firmy angażujące się w najciekawsze i najbardziej wartościowe projekty społeczne – przez filantropię i wolontariat. O tym, że moja firma znalazła się zdecydowali internauci oddając na nas swoje głosy – bo taka jest formuła tego konkursu. Od lat pomagam innym prowadząc własną działalność gospodarczą. Nie mogę przejść obojętnie kiedy widzę ludzi, którzy nie mogą sobie sami w życiu poradzić. Pomagam tym ludziom bo to lubię robić tak jak ktoś lubi się wspinać czy pływać kajakiem.

Jakie znaczenie dla Pana ma to wyróżnienie?

– Nie tylko dla mnie. Ja sam tego nie robię. Jestem tylko patronem i twórcą. Pomaga rodzina i współpracownicy. I cieszymy się wszyscy, że ktoś docenił tę naszą działalność. Rzadko to jest doceniane, a tu się udało.

Kiedy podjął Pan decyzję, że w zakładach ,,TAREL’’ w Woli Rzędzińskiej powstanie centrum pomocy dla niepełnosprawnych?

Dziś mija już prawie ćwierć wieku jak podjąłem decyzję o otwarciu firmy na potrzeby niepełnosprawnych. Najpierw Zakłady Osprzętu Elektrycznego „TAREL” zostały Zakładem Pracy Chronionej. Później przy firmie założyłem Warsztat Terapii Zajęciowej, a następnie Zakład Aktywności Zawodowej. W WTZ regularnie uczestniczy kilkadziesiąt osób. Mamy 6 pracowni, w których zarówno ruchowo jak i społecznie rehabilitowani są niepełnosprawni. Obecnie zatrudniam w Woli Rzędzińskiej około 500 niepełnosprawnych, w tym 160 z chorobami psychicznymi. Jest to poważny problem. Tym ludziom trzeba pomagać. Mnie Pan Bóg obdarzył może czymś więcej niż kogoś innego i chce się tym podzielić. Szkoda tylko, że nasze państwo w tym pomaganiu się nie sprawdza. Ustawa o zatrudnieniu i rehabilitacji niepełnosprawnych, która powstała w 1991 roku była bardzo dobra, a po wielokrotnych poprawkach została dokładnie zepsuta. Lepiej jest kupić parę czołgów i wysłać je do Afganistanu, kupić kilka nikomu niepotrzebnych helikopterów jak niewidomemu, głuchemu czy też człowiekowi bez rąk czy nóg dać możliwość jakiegoś godnego życia.

Jak Pan wspomniał wcześniej Zakłady Osprzętu Elektrycznego „TAREL” jako jedyna firma prywatna w Polsce i dodatkowo też jako jedyna na terenach wiejskich prowadzi warsztaty terapii zajęciowej.

– Tak jest. Aktualnie w zajęciach prowadzonych w naszych Warsztatach Terapii Zajęciowej uczestniczy 60 osób. Mamy zatrudnionych kilkudziesięciu instruktorów i rehabilitantów, psychiatrę, psychologa i pielęgniarki. I muszę się pochwalić, że na tym polu mamy sukcesy. W ciągu kilku lat były przypadki, że niektórzy podopieczni z warsztatów podjęli pracę w zakładzie aktywności zawodowej i dziś mogą już samodzielnie egzystować.

W województwie małopolskim jest Pan jednym z nielicznych przedsiębiorców, który zatrudnia niepełnosprawnych. Czy osoby te pochodzą tylko z Woli Rzędzińskiej czy też z okolicznych miejscowości?

– Mamy 4 autobusy i dowozimy ludzi z kilku są sąsiednich gmin w promieniu 50 kilometrów. Trudno żeby ktoś na wózku inwalidzkim czy też niewidomy sam do roboty chodził. Trzeba wszystkich przywieź. Dzisiaj system zatrudnienia niepełnosprawnych to nie tylko zapewnienie odpowiedniej pracy, ale również rehabilitacja tych osób. Ludzie ci mają takie same potrzeby jak osoby pełnosprawne. Chcą wyjść z domu i być wśród ludzi. Tutaj mają kolegów, wspólnie się bawią, jeżdżą na wczasy czy zawody. A my im to ułatwiamy.

No właśnie daje Pan im nie tylko pracę, ale również organizuje czas wolny. Mają nie tylko gdzie wypocząć, gdzie iść – uczestniczą w imprezach integracyjnych.

– Uczestniczą i bardzo sobie to cenią. I myślę, że to daje efekty. Człowiek wychodzi ze społecznego niebytu, potrafi sam na siebie zapracować i w miarę normalnie egzystować w społeczeństwie. Są za to bardzo wdzięczni i ja się też bardzo cieszę z tego, że można komuś pomóc.

Można tutaj dodać, że jest to jedyny działający obecnie na wsi zakład pracy chronionej.

– Tak niestety jest. Zakładów pracy chronionej w Polsce ubywa i wygląda na to, że nadal będzie ubywać. Nie ma zrozumienia wśród rządzących. Dobrze być pięknym, zdrowym i bogatym. Gorzej jak się człowiek przesiądzie do wózka inwalidzkiego czy też straci wzrok czy słuch. I wtedy jest problem.

Jak lokalne władze samorządowe i włodarze województwa postrzegają Pana pomoc, czy wspomagają działania na rzecz niepełnosprawnych?

Bardzo dobrze mi się współpracuje zarówno z samorządem gminnym, powiatowym jak i wojewódzkim. Tu muszę powiedzieć, że nasza współpraca układa się wzorcowo. Dobrze byłoby jeszcze żeby władza ustawodawcza się nieco inaczej zachowywała. Potrzebne są konkretne rozporządzenia, inne niż obecnie spojrzenie na problem niepełnosprawności w Polsce. Myślę, żeby wszędzie, tak jak u nas na dole ta współpraca wyglądała to byłoby super.

Jakie obecnie stawiane są bariery przed ludźmi, którzy chcą pomagać innym?

– Jest to droga przez mękę. Osoby działający w różnych stowarzyszeniach integracyjnych chodzą i żebrzą po urzędach aby otrzymać jakieś datki. Ja widzę jak np. Polski Związek Niewidomych organizuje Święto Białej Laski. Ile ci ludzie się uchodzą, aby otrzymać wsparcie i móc zorganizować tę imprezę. To jest upokarzające jeżeli widzi się, że ministrowie za kolacje jedzoną na koszt Skarbu Państwa płacą w restauracji po dwa czy trzy tysiące złotych, a tutaj ciężko 50 złotych znaleźć na potrzeby niewidomych. To jest podłe i karygodne.

Czy zatem w Polsce łatwo być filantropem?

Oj nie łatwo, ale warto to robić. Dla mniej najważniejszy jest bowiem człowiek i jego potrzeby. W najbliższym czasie chciałbym oprócz niesienia pomocy osobom niepełnosprawnym również pomagać ludziom mającym problemy z psychiką. Jeżeli w naszym kraju wypadkach samochodowych ginie rocznie 3, 5 tysiąca ludzi to samobójstwa popełnia dwa razy więcej osób, a do tego jeszcze dochodzi 100 tysięcy prób samobójczych. I to jest problem właśnie naszej psychiki. W tym kierunku chciałbym też ludziom pomagać. Wszystkich nie da się uszczęśliwić, ale na tych, co się ma wpływ trzeba próbować.

Dziękuję za rozmowę