„Polska nie powinna być elementem rozgrywki pomiędzy Unią, a Rosją”

Na europejskim rynku eksportu produktów rolno-spożywczych powoli zaczyna obowiązywać prawo dżungli: Przetrwają najsilniejsi. Takie wnioski można wysnuć z prognoz ekspertów i ich oceny sytuacji ws. Trwającego już kwartał rosyjskiego embarga.

Andrzej Łyko, prezes zarządu Polskiej Izby Gospodarczej Importerów, Eksporterów i Kooperacji w Poznaniu, przyznaje, że embargo miało istotny wpływ na sytuację wśród tych firm, których zakaz dotknął bezpośrednio. Jednak zauważa on również, że polscy producenci bardzo szybko zareagowali na zaistniałą sytuację, szukając rynku zbytu w innych krajach, również poprzez pośredników, np. w Kazachstanie, czy Białorusi. W ten sposób sprzedawali swoje produkty dalej na wschód. Zwraca też uwagę na unijną pomoc, która może poprawić sytuację branż, które poniosły straty w wyniku embarga.

 „(…)Ważne jest jednak przy tej okazji podjęcie działań mających na celu poszukanie innych rynków zbytu oraz budowanie polskiej marki na świecie, jako wiarygodnego partnera handlowego, dostarczającego wysokiej jakości produkty i wsparcie tych przedsiębiorstw, które są gotowe podjąć wyzwanie dostarczania swoich produktów na dalsze rynki, niż kraje naszych wschodnich sąsiadów. Stąd z zadowoleniem przyjmujemy zapowiedzi Ministerstwa Gospodarki uruchomienia określonych programów promocyjnych służących dywersyfikacji rynków zbytu zagranicą.” – dodaje Andrzej Łyko.

Podobnie twierdzi Robert Składowski, prezes zarządu Mazowieckiego Zrzeszenia Handlu, Przemysłu i Usług. Podkreśla on przy tym, że pomoc państwa jest tu konieczna. „(…)Szukanie nowych rynków zbytu winno stanowić jeden z głównych celów działania. Polska nie powinna być elementem rozgrywki pomiędzy Unią, a Rosją. Bardzo ważnym aspektem tych działań jest również stworzenie sprawnego łańcucha przepływu informacji pomiędzy przedsiębiorcami, a instytucjami rządowymi. Pozostawienie przedsiębiorców samych sobie to błąd, do którego nie należy dopuścić.” – przestrzega. Składowski podkreśla, że nieoceniona jest tu pomoc organizacji zrzeszających przedsiębiorców

 „Embargo nałożone przez Rosję na polskie produkty może skutkować wielomilionowymi stratami dla gospodarki; za słowem "gospodarka" kryje się tysiące polskich prywatnych przedsiębiorców. Aby zrozumieć ogrom strat, należy wczuć się w rolę szczególnie tych, którzy do tej pory wysyłali swoje towary głównie do Rosji na mocy wieloletniej, sprawdzonej współpracy. Nieprzygotowani na zamknięcie wymiany handlowej z Rosją przedsiębiorcy muszą zdobywać klientów niemal od zera.(…)” – zauważa Marek Wcisło, dyrektor zarządzający Kompass Poland Sp.z o.o. To właśnie poszukiwanie nowych rynków zbytu i pozyskiwanie nowych partnerów biznesowych jest, według niego, najtrudniejsze.

Dlaczego może to sprawiać producentom taką trudność, tłumaczy Katarzyna Zygmuntowska, specjalista ds. rynku owoców krajowych portalu Fresh-market.pl: „(…) Wysokie zbiory jabłek odnotowano bowiem nie tylko w Polsce (ok. 3,50 mln ton), ale i w całej Europie (prawie 12 mln ton) i nie tylko polscy eksporterzy próbują sprzedać nadmiar owoców – konkurencja na rynku europejskim jest zatem ogromna. Spory problem stanowi także nasz asortyment – Idared, którego produkujemy już około 650 tys. ton jest odmianą, która przypadła do gustu tylko rynkom wschodnim, gdzie indziej trudno będzie ją sprzedać. Ten sezon będzie dosłownie walką o przetrwanie i próbą zmiany tej sytuacji na przyszłość. (…)”. Według niej, nie ma realnych szans, aby w tym roku, bez rosyjskiego rynku udało się Polsce sprzedać z zyskiem tak dużo owoców. Katarzyna Zygmuntowska podkreśla, że brak środków finansowych ograniczy znacznie ochronę sadów w przyszłym roku, a nawet zmusi sadowników do całkowitego jej zaniechania. Można więc śmiało stwierdzić, że rosyjskie embargo zbiera swoje żniwa nie tylko teraz, ale też znacznie wpłynie na sytuację producentów rolno-spożywczych w przyszłości.

Renata Struzik za Juicy Relations