Polscy przedsiębiorcy ruszają po swoje prawa

0
356

Opcje walutowe serwowane przedsiębiorcom przez banki obsługujące podmioty gospodarcze były powodem niejednego bankructwa. Ci którzy przetrwali ruszają teraz do sądów powszechnych dochodzić swych praw.

Przedsiębiorcy argumentują swoje pozwy tym, że forma zawieranych umów naruszała warunki tzw. umów ramowych. Mimo że zaistniał czynnik wyłączający transakcję, czyli określony poziom kursu walut, banki zażądały lub często samodzielnie wykonały realizację opcji, nie informując o tym klientów. Realizacja polegała często na samowolnym ściąganiu gotówki z kont firm uraczonych opcjami.

Pozwów mogą spodziewać się ING, Millennium Bank, Raiffeisen Bank. Pośród składających pozwy znajdują się między innymi firma zajmująca się produkcją folii do opakowań żywności KRAM Sp. z o.o., Katowicki Holding Węglowy, ABM Solid.
Według Jerzego Bielewicza, szefa Stowarzyszenia Przejrzysty Rynek, duża część umów na opcje z przedkryzysowego 2008 roku została przedsiębiorcom niejako narzucona przez banki, czasem w złej wierze. Instytucje finansowe zachęcały do zakupu i wystawiania opcji agresywnym marketingiem i wizjonerskimi prognozami kursów, które – jak się okazało – z rzeczywistością niewiele miały wspólnego. Według eksperta dr. Pawła Karkowskiego, kontrakty na opcje często tak konstruowano, że klient z góry stał na przegranej pozycji.
Po wystawieniu przez przedsiębiorcę opcji call banki natychmiast ją sprzedawały dalej z wielkim zyskiem. Duża ilość opcji trafiła najprawdopodobniej w ręce wielkich banków inwestycyjnych, takich jak Goldman Sachs czy JP Morgan – mówi Jerzy Bielewicz, szef Stowarzyszenia Przejrzysty Rynek.
Nie jest tajemnicą, że międzynarodowe instytucje finansowe dysponujące ogromnym kapitałem, operując na rynku walutowym, mogą wpływać na kursy walut. Opcje call w ich ręku są więc niczym weksel in blanco.

Jak firmy zabrnęły w długi?
Można to prześledzić na przykładzie spółki KRAM. Pod koniec września 2008 r. nabyła ona od banku ING opcje typu put na kwotę 1 mln euro i wystawiła w zamian na rzecz banku opcje typu call na kwotę 2 mln euro. Chciała w ten sposób zabezpieczyć opłacalność eksportu w warunkach umacniania się złotego. KRAM jest jedynym w naszej części Europy producentem specjalnej folii spożywczej do pakowania tacek z produktami żywnościowymi, o rocznych obrotach ok. 60 mln zł, przy czym znaczna część produkcji trafia na eksport (m.in. do Kuwejtu, Arabii Saudyjskiej, Hiszpanii, Niemiec). Zatrudnia 106 pracowników w zakładach w Pasłęku i Dzierzgoniu.
Bank zobowiązał się zakupić od firmy 1 mln euro po 3,50 zł, a w zamian KRAM rok później miał sprzedać bankowi 2 mln euro po 3,0 zł, o ile nie zostanie przebita w dół bariera 3,345 zł za euro (owa bariera” to kurs graniczny, po którego przebiciu bank automatycznie tracił uprawnienie do odkupienia waluty po 3,00 zł za euro). W chwili zawierania transakcji rynek wyceniał euro na ok. 3,38 złotych.
Do oferty bank dołączył prognozę, która przewidywała stopniową aprecjację (tj. umocnienie) złotego w nadchodzących miesiącach, od 3,17 zł za euro w październiku 2008 r. do 3,1 zł za euro w styczniu 2009 r. – referuje główny udziałowiec przedsiębiorstwa Zbigniew Przybysz, szef Stowarzyszenia Obrony Polskich Przedsiębiorstw. W lipcu 2009 r., tuż przed możliwą realizacją opcji call przez bank, złoty miał się – wedle prognozy – osłabić do ok. 3,30 zł za euro.

Bank zaoferował nam opcje put bezpłatnie w zamian za wystawienie opcji call. Twierdził, że nic nie stracimy, bo prognozy wskazują, że kurs przebije barierę 3,34 zł za euro i umowa na opcje call automatycznie ulegnie rozwiązaniu – wyjaśnia Zbigniew Przybysz.
Niestety, prognoza kursów okazała się funta kłaków nie warta. Niemal natychmiast po dobiciu umowy złoty nie poszybował w górę, lecz pikował w dół.

Winna prognoza?
Nie skorzystaliśmy z opcji put, bo złoty osłabił się powyżej 3,50 zł za euro – mówi Przybysz.
Tymczasem opcja call przysługująca bankowi spoczywała spokojnie, czekając na rozwój wydarzeń. Jej termin zapadalności wyznaczono na 29 września 2009 roku.
Złoty, po rekordowym osłabieniu do ok. 4,70-4,90 za euro w lutym 2009 r. – zaczął się znów stopniowo umacniać, nie na tyle jednak, by pozbawić banki zarobku z tytułu różnic kursowych. W rezultacie przedsiębiorcy, wezwani przez bank z tytułu opcji call do “podstawienia pieniędzy”, zmuszeni byli sprzedawać bankowi walutę po kursie znacznie niższym od rynkowego, tracąc na tym gigantyczne pieniądze. Ale zarobek banku wcale nie ograniczał się do zysków z handlu walutą. Jeszcze bardziej intratnym przedsięwzięciem był handel samymi opcjami.
Bank zarabiał już w momencie zawarcia transakcji, ponieważ zamiast premii za opcję call “płacił” bezwartościową, jak się później okazało, opcją put – tłumaczy szef Stowarzyszenia Obrony Przedsiębiorców.
W przypadku firmy KRAM feralnego dnia bank po prostu ściągnął pieniądze z konta firmy, a konkretnie z udzielonego jej kredytu obrotowego. To właśnie o zwrot tych środków – 2 mln 400 tys. zł plus odsetki – pobranych przez bank z tytułu opcji przedsiębiorstwo zamierza walczyć przed sądem.
Złożymy pozew w sądzie powszechnym, bo sprawa nie dotyczy umowy opcji, lecz czynu niedozwolonego, tj. bezprawnie zabranych z konta pieniędzy – zapowiada Przybysz. – Bank nie miał tytułu egzekucyjnego potwierdzonego klauzulą wykonalności – dodaje.
Gdyby banki chciały grać naprawdę fair z polskimi firmami, powinny zamknąć transakcję opcji po wyczerpaniu limitu skarbowego wobec przedsiębiorstwa (tj. bariery, do jakiej bezpiecznie firma może się zadłużać). Mogły to zrobić, gdy kurs wynosił 3,70 zł za euro. I tak by zarobiły. Nie zrobiły tego, czekając, aż złoty osłabi się jeszcze bardziej, co było właśnie naruszeniem umowy ramowej.

O mechanizmach opcji walutowych pisaliśmy szeroko w marcowym wydaniu WRP w tekście pod tytułem Skok na kasę.