Polacy chcą produkować energię z OZE, a co na to rząd?

Jak wynika z badania TNS OBOP, przeprowadzonego na zlecenie Instytutu Energetyki Odnawialnej (IEO) – polskie społeczeństwo chce korzystać z odnawialnych źródeł energii. Zainteresowanych inwestycjami w tym sektorze jest aż 45 proc. badanych, a 21 proc. chce sfinalizować inwestycje w przydomowe, odnawialne źródła energii w ciągu maksymalnie 2 lat. Polacy szczególnie zainteresowani są pozyskiwaniem energii ze słońca – na ten rodzaj energii wskazało 31 proc. ankietowanych.

Do tej pory już 223 tysiące Polaków zainwestowało w mikroinstalacje OZE (kolektory słoneczne, pompy ciepła, małe elektrownie wiatrowe, kotły na biomasę, mikrobiogazownie czy domowe systemy fotowoltaiczne). Rynek mikroinstalacji jest dzisiaj wart 4,5 mld zł, a w 2020 r. przy realizacji zapisów rządowego planu działania w zakresie OZE może wynieść 26,5 mld zł. Inwestycje w przydomowe mikroźródła tylko do produkcji energii elektrycznej wyniosłyby 12 mld zł i dałyby 1,9 GW nowych mocy – tyle, ile największe planowane obecnie w Polsce bloki na węgiel w Elektrowni Opole, których realizacja została wstrzymana z przyczyn ekonomicznych.
Najnowsza publikacja Instytutu Energetyki Odnawialnej mapa drogowa „Krajowy plan rozwoju mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii do roku 2020” analizuje rynek mikroinstalacji OZE do wytwarzania ciepła i energii elektrycznej oraz informuje o korzyściach gospodarczych, społecznych i ekologicznych wynikających z upowszechnienia energetyki prosumenckiej. Dzięki inwestycjom gospodarstw domowych liczba prosumentów do 2020 roku mogłaby wzrosnąć do 2,5 mln, a towarzyszyłoby jej powstanie 54 tys. zielonych miejsc pracy, w tym 15 tys. w sektorze produkcji urządzeń.
Prosument, czyli aktywny konsument wytwarzający energię w mikroinstalacjach, już wkrótce będzie mógł sprzedawać nadwyżkę produkowanej energii elektrycznej do sieci. Czy jednak mu się to opłaci?
W ub. piątek Senat przyjął nowelizację Prawa energetycznego (tzw. „mały trójpak”) razem ze zgłoszoną przez rząd poprawką dotyczącą zwolnienia z obowiązku prowadzenia działalności gospodarczej prosumentów. Senatorowie zgodzili się także z drugą częścią tej samej poprawki, która ustala warunki sprzedaży przez prosumentów energii do sieci. Do jej zakupu,według stawki na poziomie 80 proc. średniej ceny sprzedaży energii elektrycznej w poprzednim roku kalendarzowym, zobowiązany jest tzw. sprzedawca z urzędu.
Zgodnie w wynikami analiz ekonomicznych IEO na niewiele zda się zwolnienie z działalności gospodarczej (pierwsza część poprawki) o ile o 20% obniżona została cena za energię oddawaną do sieci i gdy jednocześnie prosumentów pozbawiono prawa do zielonych certyfikatów. Wprowadzony zostanie zatem martwy przepis, który w stosunku do aktualnej regulacji pogarsza sytuację tych osób, które chciałyby z niego skorzystać. W tych warunkach nowych inwestycji nie przybędzie!
Ten właśnie nieoczekiwanie przez rząd wprowadzony przepis wzbudził także najwięcej kontrowersji w debacie senackiej i nie wszyscy senatorowie byli do niego od razu przekonani. Na temat przebiegu debaty w Senacie i użytych argumentów rozmawiamy z Senatorem Norbertem Obryckim, przewodniczącym senackiego Zespołu Energii odnawialnej.
Instytut Energetyki Odnawialnej:. Panie Senatorze, w trakcie obrad zgłosił Pan propozycje zmiany zapisu drugiej części rządowej poprawki, tak by jednak w praktyce możliwe było realizowanie inwestycji prosumenckich. Jakie argumenty zostały użyte przez autorów poprawki i dlaczego zmiana przepisu okazała się niemożliwa?
Norbert Obrycki: Kluczowym argumentem za uchwaleniem ustawy w jej obecnym kształcie, z którym trudno się nie zgodzić, było zniesienie barier biurokratycznych dla osób fizycznych, obywateli, którzy chcą produkować energię przede wszystkim na własne potrzeby. Wraz z przedstawicielami rządu oraz senatorami z Komisji Gospodarki prowadziliśmy intensywne rozmowy nad wprowadzeniem bardziej elastycznej możliwości kształtowania ceny zakupu energii od prosumenta OZE, w kontekście ciągłych zmian relacji cen i kosztów na rynku energii. O ile sama idea spotkała się ze zrozumieniem i zainteresowaniem, to po konsultacjach z Biurem Legislacyjnym stwierdziliśmy, że taka dowolność w kształtowaniu ceny przez właściwe ministerstwo byłaby niestety sprzeczna z Konstytucją. Rozwiązanie tego rozporządzeniem wykonawczym do ustawy również byłoby niemożliwe (lub w najlepszym razie trwałoby w każdym przypadku do 1 roku). Mogę mieć tylko nadzieję, że tzw. duża ustawa o OZE właściwie określi proporcje wsparcia dla różnych źródeł i rodzajów producentów energii z OZE (…)
(mat, źródło: IEO)