Podsumowanie prezydencji

Z końcem grudnia ubiegłego roku dobiegła do końca polska prezydencja UE, trwająca od 1 lipca 2011 r. do 31 grudnia 2011 r. Warto pokusić się o skromne podsumowanie 6 miesięcy, w trakcie których masz kraj reprezentował Unię Europejską. Nie da się ukryć, że był to dobry moment na załatwienie swoich spraw.

Prezydencja Rady Unii Europejskiej to okres, w którym państwo członkowskie przewodniczy posiedzeniom Rady Unii Europejskiej. Kraj ten reprezentuje także Radę na arenie międzynarodowej. System ten, zapoczątkowany jeszcze w ramach Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, kontynuowany był także po ogłoszeniu powstania Unii Europejskiej w 1993 r. i utrzymał się po uzyskaniu przez UE podmiotowości prawnej w 2009 roku.
Na mocy przyjętego w 2009 r. traktatu lizbońskiego, prezydencja ma już jednak w znacznej mierze znaczenie honorowe. Od 1 stycznia 2010 r. w Unii istnieje bowiem stanowisko stałego przewodniczącego Rady Europejskiej.
Program polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej zaplanowany na czas jej trwania, tj. do 1 lipca 2011 r. do 31 grudnia 2011 r. był bardzo ambitny. Część strategiczna biuletynu informacyjnego zawierała kilka kluczowych haseł. Były między nimi – Integracja europejska jako źródło wzrostu, Bezpieczna Europa – żywność, energia, obronność, oraz Europa korzystająca na otwartości. Słuszne założenia starły się z brutalną rzeczywistością. Na okres prezydencji sprawowanej przez RP przypadły kolejne rewolty w krajach arabskich, eskalujące kryzys strefy Euro poprzez podnoszenie cen nośników energii, oraz destabilizację światowych giełd. Uzależnione od notowań ratingowych zadłużone rządy europejskich państw nie są zdolne w obecnym czasie na głębszą integrację. Czy były zdolne do tego kiedykolwiek?
Idee kontra interesy
Postulowane przez Polskę integrowanie struktur rządowych państw członkowskich spotyka się z solową grą głównych graczy, czyli Niemiec i Francji. W czasie, kiedy odbywały się kolejne szczyty, na których przywódcy europejscy mieli zadecydować o kształcie polityki ekonomicznej i monetarnej, zarysowały się głębokie podziały pomiędzy Wielką Brytanią a Francją i Niemcami. Na pozycji autsajdera znalazły się takie kraje jak Szwecja czy Węgry.Wśród osiągnięć polskiej prezydencji najczęściej wymienia się doprowadzenie do kompromisu między Parlamentem Europejskim a Radą UE w sprawie tzw. sześciopaku. Składa się na niego pięć rozporządzeń i jedna dyrektywa, które weszły w życie 13 grudnia ubiegłego roku. Mają na celu wzmocnienie koordynacji polityk gospodarczych w UE. Strefa Euro nie jest jednak podręcznikowym przykładem unii walutowej. O ile wyłączne prawo do prowadzenia polityki pieniężnej przekazano jednej instytucji – Europejskiemu Bankowi Centralnemu, o tyle polityka fiskalna pozostała domeną poszczególnych krajów. Należy dodać – krajów mających często całkowicie sprzeczne interesy w zakresie polityki zagranicznej i wspólnotowej, determinowane niczym innym jak polityką gospodarczą. W takiej sytuacji polskie postulaty integracyjne wyglądają raczej blado i figuralnie, a kwoty przeznaczane na zasilanie państw marnotrawnych raczej niecelowe.
Warto nadmienić, że Polska udzieli MFW pożyczki w wysokości około 6 mld Euro, a środki będą pochodziły z rezerw walutowych NBP. Kraje strefy Euro wzmocnią Międzynarodowy Fundusz Walutowy kwotą 150 mld Euro w ramach dwustronnych umów z MFW. Dodatkowo Czechy, Dania, Polska i Szwecja wyraziły chęć wzmocnienia zasobów MFW – wynika z opublikowanego komunikatu.
Wielka Brytania oświadczyła, że zdefiniuje swój wkład na początku 2012 roku w ramach grupy G20. Pożyczka, którą Polska wyasygnuje pochodzi z tego samego budżetu rezerw walutowych, o który toczyła się batalia w latach rządów PiS, i wtedy obecny premier Tusk odżegnywał się od jego naruszania.
Minister przed szeregiem
Kontrapunktem w sprawie kształtu Europy było przemówienie szefa polskiego MSZ Radka Sikorskiego wygłoszone w Berlinie. Ocenę tych słów i klimatu, w jakich zostały wypowiedziane, oraz to, że Pan minister nie raczył skonsultować swych zamiarów z Prezydentem RP i przedstawicielami głównych sił w Parlamencie warto pozostawić na oddzielny artykuł. Najlepszym komentarzem może być jedynie konsternacja jaką ono wywołało w Warszawie. Przemówienie zawierało, co prawda wizję dość spójnych poczynań federacyjnych. Niemniej jednak adresowane było głównie do Niemiec i zawierało sławną już sentencję o obawach ministra o bierność naszych zachodnich sąsiadów.
Długi do podziału
Jeśli ktokolwiek łudzi się, że możliwe będzie stworzenie tworu federacyjnego o kształcie przypominającym ustrój USA, żyje w świecie marzeń. Taka integracja oznaczałaby zdominowanie państw najbogatszych w UE przez państwa peryferyjne. Jeśli tak by się stało, to Hiszpanie, Włosi i inni bankruci przegłosowaliby Niemcy i Francję w sprawie podzielenia się swoimi długami, oraz narzuciliby konieczność finansowania na równych zasadach, ostatecznie likwidując podział Unii na stare i nowe, bogate i biedne kraje – stany. Jeśli wziąć po uwagę fakt, że niemiecki dobrobyt i pozycja ekonomiczna bierze się z produkcji empirycznych produktów przemysłowych, technologii i dóbr, a następnie ich eksportu, nietrudno zauważyć, że nawoływania ministra Sikorskiego są pozbawione umocowania w realiach ekonomicznych. Unia Europejska w obecnym wymiarze jest tworem opartym na interesach gospodarczych a nie szczytnych ideach, więc głębsza integracja nie jest na rękę najbogatszym. Obecna polityka Niemiec opiera się na skutecznym, dwubiegunowym zarządzaniu, niemiecko-francuskim na zachodzie i niemiecko-rosyjskim na wschodzie. Niemiecka dominacja na linii Berlin – Paryż skonsumowana została w tzw grupie frankfurckiej, do której weszli szefowie instytucji europejskich i finansowych, zdominowanych przez przedstawicieli tych dwóch państw. Z kolei interesy wschodnie naszego zachodniego sąsiada ewoluują dość szybko, bowiem Rosja przestaje traktować Niemcy jako partnera gospodarczo – politycznego. Przykładem jest choćby budowa rurociągu Nord Streem. Zabezpiecza on niemiecki przemysł przed utratą nośnika energii, ale z kolei pozwala Rosji na śmiałe pogrywanie z Polską, Ukrainą i krajami bałkańskimi. W ten sposób Rosja wbija się klinem aż do Odry, co nie jest na rękę Niemcom zaangażowanym ekonomicznie choćby tylko w Polsce. Interesy Niemiec na zachodzie są coraz trudniejsze do prowadzenia z uwagi na Francję, która tradycyjnie posiada swoje zdanie we wszystkich kwestiach oraz psującą się kondycję ekonomiczną.
Unia po niemiecku
Z kuluarowych informacji wysnuć można wniosek, że Niemcy oczekują stworzenia scalenia w formie politycznej mniejszej części Europy. W skład nowego tworu weszłaby Polska, kraje Beneluxu, Austria, Czechy i Słowacja, być może także Słowenia. Rozważane są również kraje nadbałtyckie – Litwa, Łotwa i Estonia. Z konstrukcji wyłamują się Węgry prowadzące autonomiczną politykę narodową. Jeśli wykreślić te plany na mapie, rysuje się kształt byłego Cesarstwa Niemieckiego i większość Austro-Węgier, w kształcie sprzed I Wojny. Państwa te byłyby zarazem rynkiem i rezerwuarem surowcowym dla uzależnionej od eksportu niemieckiej gospodarki. Odcinając zarazem od niemieckich pieniędzy bankrutów z basenu Morza Śródziemnego.
Partnerstwo Wschodnie
Unijny projekt Partnerstwa Wschodniego, obejmującego swym zasięgiem Armenię, Azerbejdżan, Białoruś, Gruzję, Mołdawię, Ukrainę jest silnie promowany przez Polskę. W trakcie naszej prezydencji odbył się szczyt Partnerstwa Wschodniego. Na szczyt nie przybyli ważni politycy. Zabrakło prezydenta Czech Vaclava Klausa, francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego, brytyjskiego premiera Davida Camerona i szefa włoskiego rządu Silvio Berlusconiego. O ile ani Włochy, ani Anglia nie są zainteresowane tym przedsięwzięciem, o tyle brak Sarkozy’ego jest wyrazem braku zainteresowania tym projektem.
Francuski ekspert polityk stosowanych Francois Bafoil (specjalista od Europy Środkowej i Wschodniej z Francuskiej Akademii Nauk (CNRS)) twierdzi, że forsowane przez Polskę Partnerstwo Wschodnie jest bardzo pięknym projektem, tyle że do jego realizacji brak właśnie partnerów. – Jest pytanie, czy ten projekt jest nadal zdolny do życia, skoro państwa członkowskie PW nie są w pełni wiarygodne – zauważył badacz, wymieniając w tym kontekście Ukrainę pod rządami prezydenta Wiktora Janukowycza. Bafoil zwrócił też szczególną uwagę na to, że para niemiecko-francuska – zwłaszcza w obliczu arabskiej wiosny” – prawie nie interesuje się Partnerstwem Wschodnim, czego wyrazem była nieobecność prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego podczas warszawskiego szczytu Partnerstwa Wschodniego. W tym kontekście znalazły się również uwagi dotyczące eksploatacji złóż gazu łupkowego w Polsce, pomimo ostrego sprzeciwu Niemiec i Francji.
Co minister miał na myśli?
Rozpatrując faktyczny sens przemówienia Sikorskiego warto sięgnąć po komentarze niemieckie i francuskie. – Po raz pierwszy polski polityk powiedział tak jasno: nie boję się władzy niemieckiej, bardziej lękam się jej bezczynności, a do tego nigdy nie zacytował Francji w kontekście możliwego rozwiązania kryzysu euro. Myślę zresztą, że właśnie dlatego we Francji tak mało o tym (przemówieniu) mówiono – podkreślił francuski politolog Christian Lequesne. Także Francois Bafoil podkreślił, że apel Sikorskiego o wzmocnienie przywództwa politycznego w UE był “bardzo pozytywny”, ale że “nie został on we Francji usłyszany”. Nie został usłyszany, ponieważ nie mówił o wiodącej roli Francji, co potwierdza tezę o partykularnych interesach Niemiec.
Z kolei nasi zachodni sąsiedzi chwalą przemówienie polskiego ministra. Kanclerz Angela Merkel pochwaliła propozycje polskiego ministra spraw zagranicznych Sikorskiego w sprawie szczegółowej reformy Unii Europejskiej – pisze Frankfurter Allgemeine Zeitung. W podobnym tonie są inne wypowiedzi. Jak można sądzić, koncepcja Sikorskiego nie tyle wpisuje się w politykę Niemiec, ile daje jej zielone światło do ekspansji na wschód.
Brak zainteresowania Eurokorpusem
Kolejnymi hasłami było tworzenie wspólnych sił zbrojnych. Euro-armia nie była brana w ogóle pod uwagę przez rządy zachodnie. Tutaj również ostro rysuje się dysonans polityki niemieckiej i francuskiej. Euro-armia prócz konieczności finansowania, mogłaby brać udział w misjach zagranicznych. O ile, dla przykładu, Francja ma rozległe interesy w ogarniętej chaosem Libii, o tyle Niemcy nie są zainteresowane tym, by Francja je umacniała w tym rejonie. Tym samym tworzenie wspólnych struktur militarnych, mających bądź co bądź wspólnotowy mandat, nie jest w gruncie rzeczy na rękę najsilniejszych w łonie Unii.
Podsumowania
Znawca spraw polskich z Uniwersytetu Paris-Dauphine, Jerome Heurtaux, uważa, że “z punktu widzenia początkowych celów polskiej prezydencji jej sukces jest względny”. Do osiągnięć półrocza politolog zalicza właściwe prowadzenie dyskusji nad wieloletnią perspektywą budżetową Unii w latach 2014-2020 oraz sfinalizowanie prac nad unijnym “sześciopakiem”.
Do pozytywów można zaliczyć informację o przyjęciu Konkluzji w sprawie przyszłości polityki na rzecz promowania rolnictwa, które zostały przyjęte przez Radę Ministrów ds. Rolnictwa i Rybołówstwa na posiedzeniu w Brukseli, z 15 i 16 grudnia 2011 r. Niemniej, jak pisaliśmy (WRP nr 83, Nowy budżet WPR), założenia wspólnej polityki rolnej są tak samo bezideowe i niezorientowane na konkretny cel jak polityka gospodarcza UE, a od niej właśnie zależą.
Premier Donald Tusk w przemówieniu podsumowującym Polską Prezydencję apelował o więcej solidarności w działaniach Uniii. – Chcę też powiedzieć, że pojawiły się także inne komentarze. Np. takie, że jakaś stolica wygrała z innymi stolicami. (…)Na tej Radzie Europejskiej i w ciągu tych sześciu miesięcy byłem świadkiem tego nienazwanego jeszcze precyzyjnie, ale wielkiego sporu europejskiego. Czy przywództwo polityczne Europy będzie wynikiem bezlitosnej konkurencji państw narodowych, a efektem tej konkurencji będzie dominacja jednej, dwóch, czy trzech stolic nad innymi? Apele premiera Tuska o więcej solidarności w łonie Wspólnoty są oparte o idee (i słusznie), konfrontują się jednak z partykularnymi interesami gospodarczymi trzech państw – Anglii, Francji, i Niemiec. W związku z tym polska polityka musi być osadzona w pragmatycznych ramach. Konkludując, ratowanie wspólnej waluty ma sens tylko wtedy, kiedy główni gracze zaczną postrzegać Wspólnotę jako dobro nie tylko ekonomiczne. Tym samym pompowanie gotówki w niewydolny system ekonomiczny jest bezcelowe.
Podczas polskiej prezydencji do UE przyjęta została Chorwacja.
Najbezpieczniejszym zagadnieniem polskiej prezydencji była polityka kulturalna. W przeciągu 184 dni, podczas półrocznego, interdyscyplinarnego festiwalu kultury przeprowadzono ponad 1000 projektów artystycznych, realizowanych we współpracy z organizacjami lokalnymi, pozarządowymi oraz licznymi partnerami europejskimi, w tym najważniejszy punkt kulturalnego programu Prezydencji – Europejski Kongres Kultury we Wrocławiu. Naczelnym przesłaniem Krajowego Programu Kulturalnego Polskiej Prezydencji 2011 było Art for Social Change – sztuka dla zmiany społecznej. Hasło to wyraża przekonanie, że współcześnie kultura stanowi integralną część procesu społecznego.
Prezydencja w liczbach
W czasie prezydencji w Polsce odbyły się 452 spotkania, w tym 20 nieformalnych posiedzeń Rady UE i spotkań ministrów UE, 30 konferencji na poziomie ministerialnym oraz ponad 300 spotkań eksperckich. Większość z tych wydarzeń odbyła się w Warszawie, Sopocie, Wrocławiu, Krakowie i Poznaniu. W Brukseli odbyło się 1940 spotkań, m.in. rady i komitety.
W sumie na spotkania związane z prezydencją przyjechało do Polski około 30 tysięcy delegatów, akredytowało się 2150 dziennikarzy, zaś flota prezydencji przejechała 793 000 km.
Przy okazji sprawowania przewodnictwa w Radzie UE Polska przygotowała bogatą ofertę kulturalną, organizując w kraju i za granicą prawie 4000 koncertów, wystaw i innych wydarzeń artystycznych. Same tylko imprezy towarzyszące najważniejszemu wydarzeniu kulturalnemu – Europejskiemu Kongresowi Kultury – przyciągnęły 200 tys. widzów.
Sprawne przeprowadzenie prezydencji było możliwe dzięki zaangażowaniu przeszkolonych ekspertów i urzędników. Bezpośrednio związanych z działaniami polskiego przewodnictwa było 1200 osób.
Prezydencja było też wyzwaniem językowym: tłumacze, których zaangażowanych było w sumie 1160 (360 w kraju, 800 w Brukseli), musieli przekładać z 30 różnych języków używanych w czasie spotkań. Przetłumaczono też około 10 tysięcy stron dokumentów związanych z działaniami Prezydencji. Prezydencja była bardzo aktywna w Internecie.
Strona prezydencji – www.pl2011.eu – odnotowała niemal 2 850 tysięcy odwiedzin i miała 470 tysięcy użytkowników. Na portalu pl2011.eu zostało opublikowanych ponad 500 artykułów w sekcji ‘Aktualności’.
Oprócz strony internetowej prezydencja wykorzystywała także media społecznościowe, takie jak Facebook, Twitter, czy specjalny kanał Youtube. Na Facebooku profil Polskiej Prezydencji ma 31 000 fanów, a na kanale Youtube odnotowano 328 tysięcy odsłon filmów. 62 tysiące odsłon miał film “Dobrodosli” (w tym 50 000 w ciągu pierwszych 48 godzin), witający Chorwację przy okazji podpisania traktatu akcesyjnego z UE.
W czasie spotkań delegaci wypili 200 tysięcy butelek wody i zjedli 230 kg krówek.
Od stycznie obowiązki związane ze sprawowaniem przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej przejmuje Dania.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności