„Po 20 listopada zablokujemy główne węzły komunikacyjne w kraju!”

Tak zapowiadali protestujący w Warszawie w miniony czwartek rolnicy, jeśli ich żądania nie zostaną zrealizowane. Postulatów jest trzynaście, a wśród nich m.in. żądanie rozpoczęcia skupu interwencyjnego kukurydzy na paszę dla zwierząt i żądanie wypłat zaległych odszkodowań i rekompensat za likwidację trzody chlewnej w gospodarstwach w związku z ASF.

W czwartek, 18. października br. protestujący zgromadzili się pod Ministerstwem Spraw Zagranicznych, aby następnie przejść pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Organizatorem manifestacji był Związek Zawodowy Rolników Rzeczypospolitej „Solidarni”. Do rolników tym razem dołączyła również firma Ursus. Sytuacja polskiego producenta ciągników i maszyn rolniczych jest coraz gorsza – wszystko przez zablokowanie przez MSZ kredytu OECD (polskie rządowe kredyty eksportowe), dzięki któremu Ursus miał Ursuszrealizować umowę na sprzedaż ciągników do Zambii. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wcześniej tę samą umowę negocjowano i podpisywano za zgodą polskiego rządu i MSZ.

– Fabrykę Ursusa już raz państwowa decyzja miała zlikwidować. Został on podniesiony wolą, decyzją, energią i pieniędzmi prywatnymi Polaków, którzy wiedzą, co to tradycja i polski przemysł (…) Teraz po raz drugi, polskie państwo, decyzjami ministra spraw zagranicznych i ministra finansów mówi: trzeba tę firmę ograniczać albo zlikwidować. Ursusowi odbiera się kredytowanie polskich banków – mówili protestujący w czwartek w Warszawie.

Dlatego też jednym z postulatów, o które wnosili rolnicy i pracownicy Ursusa, było odstąpienie od polityki ograniczania i uniemożliwiania polskim producentom maszyn rolniczych eksportu w ramach zobowiązań Polski z kredytów OECD.

„Zwróćcie nam nasze prawo do polowania!”

Kolejnym powodem, który skłonił rolników do zamanifestowania swojego niezadowolenia, była ustawa Prawo Łowieckie. Obowiązujące przepisy, jak wskazywali obecni na proteście, są wciąż niedopracowane – jest to pozostałość jeszcze z czasów PRL, kiedy ziemia była państwowa, lasy i dzika zwierzyna również. Regulacją pogłowia i odstrzałem miała się zajmować jedna wyznaczona do tego organizacja. Tymczasem ustrój się zmienił, a zasady określone w prawie łowieckim… nie do końca.

– Dzisiaj mamy już ziemię prywatną, ale zwierzyna została państwowa i dalej tylko jedna i ta sama organizacja może polować na tę zwierzynę. Co to powoduje? Teraz na naszej ziemi mamy ogromne szkody, zwierzyna niszczy nasze plony, a lobbystyczna organizacja sobie urządza polowania na naszej ziemi, nie płacąc nam za wejście na nią, oszukując na szkodach łowieckich, zaniżając je, żeby jak najmniej płacić. A do Skarbu Państwa nie płaci za upolowaną sztukę: jelenia czy dzika. Płaci 7 kg żyta za hektar obwodu – ziemi, która należy do nas i do Lasów Państwowych – wyjaśniała Agnieszka Curyl – Katholm, rolniczka z koszalińskiego.

Rolnicy domagają się więc zmiany ustawy Prawo Łowieckie – powrotu do konstrukcji przedwojennej, kiedy właściciele ziemi mogli decydować, kto na ich terenie może polować.

Za mało pieniędzy na rolnictwo w budżecie

– PiS mówił, że nam się należy 1,2% PKB z budżetu, czyli 20 mld na rolnictwo: na paliwo rolnicze, prawdziwe kredyty i szereg innych rozwiązań, które mają rolnicy w Europie. Natomiast teraz rząd przyjmuje kolejny, już czwarty raz budżet, w którym jest zaplanowanych tylko 9 mld zł na rolnictwo. Brakuje więc tych pozostałych 11 mld, każdego roku – mówił jeden z protestujących rolników.

Poza budżetem na rolnictwo, podnoszono również kwestię wypłaty zaległych odszkodowań i rekompensat za likwidację trzody chlewnej w związku z ASF.

– Dlaczego do dnia dzisiejszego polskim rolnikom nie wypłacono za wybite zwierzęta? Dlaczego wmawia się rolnikom i społeczeństwu, że walczymy z ASF poprzez bioasekurację, a nie dajemy pieniędzy z ARiMR na ogrodzenia? Takie wsparcie powinno być przeprowadzane w trybie uproszczonym w ciągu tygodnia od momentu zgłoszenia przez rolnika chęci bioasekuracji. Bezpieczeństwo żywnościowe jest najważniejsze – przekonywał Marcin Bustowski, przewodniczący ZZRR Solidarni, organizatora protestu.

13 postulatów na ręce premiera

Delegacja protestujących została wpuszczona do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Przekazali oni na ręce wiceministra rolnictwa Rafała Romanowskiego oraz przedstawiciela KPRM swoje postulaty. Wśród nich, poza tymi wspomnianymi wyżej, jest również żądanie pilnego podjęcia skupu interwencyjnego kukurydzy na paszę i zabezpieczenia środków w budżecie krajowym na programy pomocowe i wypłaty bieżących oraz zaległych kwot za straty spowodowane klęskami żywiołowymi. Do tego, rolnicy domagają się wypłaty 500 zł za 1 ha i 200 zł do każdej sztuki bydła hodowlanego oraz wsparcia finansowego dla rolników prowadzących hodowlę drobiu za straty paszowe spowodowane suszą w tym roku, uwzględniając aktualne dane geodezji i kartografii.

Protestujący postulowali również o utworzenie Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Jakości Żywności oraz o wprowadzenie cen rekomendowanych obejmujących produkcję mięsa, mleka, owoców i warzyw. Poza tym, na liście postulatów było również powołanie Narodowej Sieci Handlu Spożywczego, utworzenie nowych rozwiązań w zakresie polityki kredytowej wobec rolnictwa i wypłata zaliczek w wysokości 70% wnioskowanej dopłaty, niezależnie od wytypowania go do kontroli w terenie czy kontroli administracyjnej.

Jak zapowiada Marcin Bustowski, rządzący mają teraz czas do 20. listopada na realizację postulatów. Jeśli do tego czasu nie podejmą oni żadnych kroków, rolnicy wyjdą na ulice i zablokują najważniejsze węzły komunikacyjne w kraju.

Autor: Grażyna Okulicz