Kojarzycie ten skrót? Z pewnością, przewija się on coraz częściej w doniesieniach prasowych, zwłaszcza w towarzystwie określeń: rewolucyjne, nowej generacji, ekologiczne i niskoemisyjne. Nie brakuje również rozentuzjazmowanych artykułów na temat cudu, jaki niebawem może się wydarzyć za sprawą tego paliwa. To jednak nie będzie jeden z takich artykułów.
Nie będzie, bowiem w kwestii zalet paliwa, jakim jest hydrorafinowany olej roślinny, który właśnie kryje się pod angielską nazwą hydrotreated vegetable oil, w skrócie HVO, powiedziano już chyba wszystko i wszędzie.
Każdy szanujący się producent maszyn czy silników ma taką wzmiankę na swojej stronie, profilu czy mediach społecznościowych. Nie brakuje również wypowiedzi ekspertów, przez tychże producentów zatrudnionych, na temat dobroczynnego wpływu paliwa na środowisko oraz jego absolutnej wymienialności z klasycznym olejem napędowym.
Zobacz także: SCR: najbardziej wymagający, kosztowny i problematyczny układ w maszynie. Jak dbać, diagnozować i… Żyć z SCR-em?
Kierunek HVO!
Kierunek w teorii i praktyce bardzo dobry, bowiem surowcem do produkcji tego paliwa może być w zasadzie dowolny olej, tłuszcz lub odpad, z którego da się pozyskać parafiny (nie parafinę), co odróżnia go od paliwa poprzedniej generacji, czyli FAME (estrów) wytwarzanego z czystych surowców pochodzenia roślinnego.
Oczywiście tajemnicą nie jest, że znacznie taniej jest kupić chociażby olej palmowy z krajów rozwijających się i to właśnie jego używać do produkcji HVO obniżając koszt. Tak działo się jeszcze kilka lat temu w Szwecji, gdzie połowę surowca do produkcji HVO stanowił olej palmowy z Azji, a co za tym idzie, do tak szumnie wspominanego śladu węglowego należałoby doliczyć koszt transportu przez pół globu, wycinkę lasów pod plantacje oraz wszystkie procesy w trakcie uprawy palm. Obecnie obrót olejem palmowym w UE jest mocno ograniczony, zaś HVO powinno być wytwarzane wyłącznie z surowców stanowiących odpad.
Właśnie, wytwarzanie. Paliwo nazywane ekologicznym, niskoemisyjnym, choć często podaje się, że do śladu węglowego HVO wlicza się jedynie to, co wyemitowała uprawa rośliny lub hodowla zwierząt przed wytworzeniem pierwotnego oleju/produktu użytego w przemyśle spożywczym lub bezpośrednio przez człowieka. Wszystkie następujące później procesy, polegające na odbiorze tych odpadów, transporcie oraz przetworzeniu – a proces jest bardzo energochłonny, podobnie jak klasyczne przetwarzanie ropy naftowej, w magiczny sposób nie stanowią już obciążenia dla środowiska.
Również energia zużyta do produkcji, akurat w tym konkretnym przypadku nie musi być brana pod uwagę. Oczywiście, można powiedzieć, można nawet obiecać, że na każdym etapie zapewni się obieg zamknięty i zasilanie “zieloną” energią, a użyte do logistyki pojazdy same będą napędzane przez HVO. Jest tu jednak sporo “ale” i sporo miejsc, w których należy bacznie patrzeć producentom na ręce, bowiem pokusa zaoszczędzenia i zarobienia paru dodatkowych centów na litrze jest ogromna, zwłaszcza gdy rośnie popyt.
Dlaczego coraz więcej producentów wybiera HVO?
Powodów jest kilka i można by sporządzić nawet długą listę, a zapewne gdzieś na jej końcu będzie faktycznie troska o środowisko. Jednak skupmy się na tych podstawowych. Po pierwsze, z racji tego, że stosowanie HVO daje mandat do odliczenia CO2 od emisji (100% HVO to równoważnik obniżenia emisji o 90% względem oleju napędowego), producent możne efektownie obniżyć swoją emisję powstałą przy produkcji, co prowadzi do kolejnego powodu jakim jest tzw. greenwashing, czyli mówiąc po polsku ekościema, działanie pozorowane, które nie bardzo przynosi wymierny efekt, za to można pochwalić się nim publicznie, nawet jeżeli producent stosuje jedynie aprobatę dla mieszanek ON-HVO lub dopuścić HVO jedynie w części swoich silników. A dość często słychać w rozmowach z przedstawicielami, tych mniej oficjalnych, aby zaraz po zakupie jak najszybciej zatankować maszynę “normalnym” paliwem. Gdzie tu sens? Gdzie logika? Gdzie te wszystkie homologacje i zapewnienia?
Wady HVO
Dochodzimy do momentu, w którym pora zmierzyć się z tą stroną HVO, o której próżno szukać informacji w tak licznych publikacjach, często stanowiących klony innego tekstu i powielającej bezrefleksyjnie same pozytywy. Te są oczywiście niezaprzeczalne jak mierzalnie wyższa liczba cetanowa właściwa dla parafin, czy też fakt, że paliwo może być produkowane z odpadów, choć nie bez dołożenia energii i emisji CO2.
Pierwszą zasadniczą wadą, z uwagi na strukturę i skład, jest zachowanie HVO w niskich temperaturach z uwagi na punkt zmętnienia, czyli temperaturę, w której ciecz przestaje być jednorodna. W przypadku czy to oleju napędowego czy HVO mowa oczywiście o tendencji do wydzielania się kryształków parafiny. Każdy, kto miał pecha do słabej jakości oleju napędowego zimą lub po prostu został mu olej w wersji letniej doświadczył tego na własnej skórze.
Otóż w przypadku HVO tendencja ta jest bardzo silna, w związku z czym do paliwa konieczne jest dodawanie większej ilości depresatorów lub mieszanie HVO z zimową wersją ON. Wspomniane kryształki parafiny są problematyczne jeszcze z jednego powodu; w przypadku HVO znacznie częściej dochodzi do zapychania się filtrów paliwa, a co za tym idzie konieczna jest ich częstsza wymiana. Jedną z firm, która doświadczyła tego problemu była Royal Mail, Królewska Poczta z Wielkiej Brytanii. Jako jedna z pierwszych firm przestawiła swoją flotę na HVO jednakże, w okresie zimowym, a zimy na Wyspach nie słyną z siarczystych mrozów, problemy z filtrami i rozruchem były na tyle doskwierające, że zdecydowano się na stosowanie mieszanki 20% HVO i 80% ON. Należy jednak dodać, iż angielski olej napędowy w ogóle nie nadaje się do użytku w warunkach typowej zimy.
Kolejnym problemem jest przechowywanie HVO, które nie jest tak stabilne jak tradycyjny olej napędowy, co oczywiście również można modyfikować poprzez dodawanie kolejnych dodatków. Być może kłóci się to z wyidealizowanym prostym składem i zmniejszonym wpływem na środowisko, jednak aby osiągnąć rezultaty jak dla ON, HVO powinno być przechowywane w chłodnym, suchym i pozbawionym wpływu światła słonecznego zbiorniku. Ważne jest również to, aby w jak największym stopniu ograniczyć dostawanie się wilgoci do zbiornika, bowiem HVO zanieczyszczone wodą stanowi znacznie lepsze środowisko do rozwijania się mikroorganizmów.
Trzeba również pamiętać, że HVO jest zbudowane z innych związków niż olej napędowy, a zatem ma nieco inne właściwości chemiczne i inaczej reaguje z pewnymi tworzywami. O ile nie ma to większego znaczenia jeżeli chodzi o części metalowe układu wtryskowego, to w przypadku uszczelnień są pewne ale; klasyczne uszczelki wykonane z gumy zaczną po pewnym czasie puchnąć. W układzie dostosowanym do HVO z reguły uszczelki wykonane są z teflonu lub kauczuku fluorowego.
Sporym problemem jest również sama jakość HVO, co w polskich realiach może stanowić główny problem, zważywszy na to jak często jesteśmy oszukiwani na klasycznym oleju napędowym. Tutaj zaniedbania mogą prowadzić do sytuacji, w której kupione paliwo w ogóle nie będzie nadawało się do użytku i to nie tylko zimą.
HVO. Hit czy kit?
Wyższa cena, gorsze parametry zimą, konieczność przedsięwzięcia bardziej restrykcyjnych środków przy przechowywaniu, ale za to efektywnie przetwarzamy coś, co normalnie trzeba by było zutylizować, czyli włożyć energię i puścić wszystko z dymem, w najlepszym wypadku odzyskując nieco ciepła. Bilans dla odbiorcy końcowego raczej mało korzystny, podobnie co przykręcenie do silnika kilku puszek z drogimi czujnikami i ceramicznym wkładem pokrytym szlachetnymi metalami: mniejsza moc, zdławiony silnik, większe spalanie, ale za to czystsze spaliny.
Nie da się jednak ukryć, że w tej grze to nie my ustalamy zasady, również nie my inkasujemy zyski, ale kolejna alternatywa dająca szansę wydłużenia okresu eksploatacji silnika spalinowego to całkiem dobra wiadomość. Na pewno jest to temat, któremu warto się przyglądać. Czy los HVO potoczy się tak jak biodiesla, który prawie całkowicie zniknął z rynku, czy jednak za kilka lat na stacji zamiast B10 pojawi się HVO 50 albo 100%.








Kolejny patent na wyciąganie kasy od ciężko pracujących i dojechanych rolników, jeszcze każą jakiś śmietnik wlewać do baku bo se wyliczyli co2, a co niby te całe hvo to tak tryska gotowe z ziemi? Albo wystarczy wypowiedzieć magiczne zaklęcie i jest?
Czy uratuje to złe pytanie, właściwe to kto ma na to patenty i czy przymuszając ludzi do tego idzie zarobić dobry klops