Opinia: ,,Piątka dla zwierząt’’, czyli burza w szklance wody?

0
243

Ale  w koło jest wesoło – śpiewał przed laty zespół Perfect. Słowa tej piosenki doskonale wpisują się dziś w całe zamieszanie jakie wytworzyło się wokół nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Mieliśmy z tego powodu burzliwe obrady w naszym Parlamencie zakończone zawieszeniem w prawach członków 15 posłów partii rządzącej oraz kuriozalną sytuację dotycząca poparcia rządowej ustawy przez znaczną cześć opozycji.

Nie obyło się też bez  rolniczych protestów na ulicach Warszawy, podczas których po raz kolejny swój kapitał chciał zbudować miedzy innymi przewodniczący AgroUnii.   Zapowiadało się na dużą polityczną burzę z rolnikami w tle. Ale  zamiast  piorunów i ulewnego deszczu skończyło się na niczym. Nowelizacja ustawa trafiło do sejmowej zamrażarki, dzieląc tym samym los kilku wcześniejszych projektów np. na temat poselskich podwyżek, a w kuluarach mówi się, że druga wersja “piątki Kaczyńskiego” w ogóle nie powstanie, a przynajmniej nie teraz, chociażby dlatego, że rząd ma ostatnio naprawdę dość problemów.

Okazało się, że po raz kolejny prezes Prawa i Sprawiedliwości okazał się doskonałym strategiem. Sprawdził w ten sposób zarówno w jakiej kondycji jest opozycja, jak i jego poplecznicy. Kto go tak naprawę kocha, lubi i szanuje, a kto tylko udaje, że jego idee są mu bliskie.

Ustawowe zawirowania pokazały też prawdziwą twarz byłego już ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego. Pochodzący z okolic Torunia polityk wiedząc  już dużo wcześniej, że musi odejść z zajmowanego stanowiska, chciał na ,,piątce dla zwierząt’’ zbudować portret męczennika skarconego przez prezesa Kaczyńskiego za obronę chłopów.  Zawieszony w prawach członka PiS chciał założyć wraz  zbuntowanymi swoimi parlamentarnymi kolegami nowe poselskie koło, a następnie klub, a później, jak wróble ćwierkają, miała z tego powstać partia polityczna.

Rzeczywistość okazało się brutalna. Najpierw jego  koledzy wrócili na łono partii-matki , a później on sam  musiał pochylić  głowę deklarując lojalność.

Na koniec – głos zabrał jeszcze prezydent RP, mówiąc, że nie dopuści, aby ustawa  ta  weszła kiedykolwiek w życie. Dziwne to trochę, bo na sejmowych korytarzach nie mówiono o ,,piątce dla zwierząt’’.  Przynajmniej w tym kształcie, ponieważ nikt nie powinien mieć wątpliwości, że nowelizacja ustawy o zdrowiu zwierząt  jest potrzebna. Konieczne są  nowe unormowania prawne dotyczące przede wszystkim  warunków hodowli zwierząt zarówno tych mieszkających na wsi jak i w mieście. Musi też zostać powołana do życia rządowa agencja, która będzie kontrolować jakość zwierzęcego bytu.

Nie może to być dokument sporządzony na kolanie, bez udziału środowiska wiejskiego, bo przecież jego dalszego funkcjonowania dotyczy najbardziej. Nowelizacja powinna powstać stworzona z perspektywy wsi  i jej mieszkańców, a nie miejskiej aglomeracji . Mógł dokument taki opracować minister Ardanowski. Miał ku temu wszelkie narzędzia, łącznie z zaprzyjaźnionymi izbami rolniczymi. Cóż, nie zrobił tego – a dlaczego? Nie ma po co już drążyć. Ludowa mądrość głosi, że denerwować się  to znaczy mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych.

Teraz przed taka szansą stoi minister Puda. “Może mu się to uda, a jak nie, to rolnikom pozostanie już tylko prezydent Duda”.

Według perskiego filozofa Awicenty, aby poznać cokolwiek, trzeba najpierw poznać tego przyczynę. Tego też autorom ,,nowej piątki dla zwierząt’’ , jeśli powstanie, życzę.

Janina Pokorska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności