Omacnica może zmniejszyć plon ziarna o ponad 2,5 t/h. Jak skutecznie z nią walczyć?

Łodyga kukurydzy z dwoma problemami - omacnicą prosowianką i grzybami z rodzaju Fusarium. Oba problemy mogą zimować na słomie, fot. P. Bereś

Sezon wegetacyjny kukurydzy 2021 dobiega końca, ale to nie koniec działań związanych z ochroną roślin, gdyż po zbiorze plonu warto wykonać bardzo ważną, chociaż przez niektórych niedocenianą czynność, jaką jest rozdrabnianie resztek pożniwnych.

Zabieg ten ma kluczowe znaczenie dla redukcji populacji omacnicy prosowianki i niektórych patogenów zimujących w resztkach roślinnych, ale dodatkowo wiadomo o tym, że mniejsze fragmenty tkanek roślinnych szybciej ulegają rozkładowi pod wpływem mikro- i makroorganizmów przy współudziale choćby wilgoci, optymalnych temperatur, dostępu powietrza itd., co korzystnie wpływa nie tylko na strukturę gleby, ale i na budowanie w niej warstwy próchnicznej. Rozdrabnianie resztek ma duże znaczenie tak przy późniejszej uprawie kukurydzy na tym samym polu, jak również przy wdrożonym płodozmianie. Gdyby tego nie robić, to półzdrewniałe tkanki łodyg, czy też karpy korzeniowe mogłyby utrudniać późniejsze siewy, zwłaszcza przy braku dokładnego przykrycia resztek glebą i w warunkach suchej zimy (w takich okresach zimowego przesuszenia gleby rozkład słomy jest powolny).

Mulczer należy dobrać pod konkretne potrzeby i warunki gospodarstwa, fot. P. Bereś

Rozdrabnianie resztek pożniwnych nie jest żadną nowością w agrotechnice kukurydzy, ale z roku na rok zyskuje na znaczeniu, zwłaszcza pod kątem prób ograniczania populacji omacnicy prosowianki (i przy okazji m.in. chorób fuzaryjnych), która przy licznym pojawie może z 1 ha zabrać rolnikowi nawet powyżej 2,5 t ziarna, nie wspominając o pogorszeniu jakości plonu, w tym ryzyku jego skażenia mykotoksynami. Tu należy zatrzymać się i zadać sobie pytanie – jak wiele gospodarstw w Polsce zwalcza bezpośrednio omacnicę prosowiankę z użyciem metody biologicznej (głównie kruszynek) oraz chemicznej? Nie ma co ukrywać – niewiele jak na tak ogromny areał uprawy kukurydzy (ponad 1,7 mln ha), choć w ostatnich latach i tak sytuacja się poprawiła, gdyż przybyło opryskiwaczy, pojawiły się usługi rolnicze, a do walki biologicznej zaangażowano wydajne wiatrakowce i drony. To jednak ciągle za mało w obliczu potrzeb.

Brak kompleksowego ograniczania (bo szkodnika nie da się całkowicie zwalczyć) omacnicy prosowianki na dużym areale powoduje, że jest jej coraz więcej, stąd w niektóre lata i w niektórych regionach kraju daje się poważnie we znaki. Omacnica prosowianka jest szkodnikiem, który powinien uczyć każdego współpracy, bo dziś już wiemy, że walka z nią to walka niemal coroczna, która powinna być prowadzona na jak największym obszarze, gdyż motyle cechuje zdolność do migracji, w tym składając do 400–600 jaj szybko potrafią odbudować populację. Już teraz widzimy ten problem – gdy na jednych stanowiskach się ją zwalcza, to owad nalatuje z sąsiednich, na których nic się z nią nie robi. Nie muszą to być pola sąsiednie, gdyż motyle potrafią nalatywać z odległości kilku kilometrów.

Rozdrabnianie resztek pożniwnych to jeden z lepszych niechemicznych sposobów ograniczania populacji zimujących gąsienic omacnicy prosowianki. Warto tu wspomnieć, że choćby w południowych Niemczech (Badenia-Wirtembergia) rozdrabnianie słomy było obowiązkową czynnością, która miała za zadanie obniżyć ekstremalnie wysoką szkodliwość omacnicy prosowianki w połączeniu z propagowaną tam walką biologiczną (dopłaty do niej były formą zachęty i tak jest do dzisiaj). Udało się im tę szkodliwość obniżyć dzięki współdziałaniu.

Ściernisko po zbiorze kukurydzy na kiszonkę, fot. P. Bereś

Rozdrabnianie resztek pożniwnych to rozwiązanie dla wszystkich, a zwłaszcza tych, co nie mają szansy w inny sposób ze szkodnikiem walczyć z powodu braku zaplecza technicznego do zabiegów chemicznych, a zarazem nie decydują się np. na walkę biologiczną w okresie lata. Na rynku dostępnych jest wiele urządzeń rozdrabniających o różnej wydajności, konstrukcji, a zarazem w różnych przedziałach cenowych. Zwykle się je określa mianem mulczerów i dzieli na dwie kategorie: mulczery bijakowe i mulczery obrotowe (wirnikowe). Urządzenia te różnią się gabarytami, pobieraną mocą, sposobem rozdrabniania, różnymi wymiennymi narzędziami tnącymi itd.

Specjaliści od techniki pozwolą dobrać odpowiedni sprzęt pod konkretne gospodarstwo i posiadany traktor. Dzięki coraz większej ofercie handlowej można zatem wybrać sprzęt na „własną kieszeń”, posiadany traktor (moc), ale trzeba też patrzeć na areał jakim się dysponuje. Powinni z tego rozwiązania korzystać zarówno producenci kukurydzy kiszonkowej, jak i ziarnowej. Trzeba jednak w tym miejscu zaznaczyć, że zwykle efektywniejsze jest zwalczanie szkodnika w kukurydzy kiszonkowej, o ile rozdrabnianie resztek wykona się jak najszybciej po zbiorze plonu. Zbierając plon we wrześniu nie należy odkładać rozdrabniania resztek na polu do końca października czy listopada. Dlaczego tak? Otóż kukurydzę kiszonkową zbiera się zwykle 2–3 tygodnie wcześniej niż ziarnową. Rośliny nie są zatem w pełnej dojrzałości ziarna, w tym pozasychane. Cały czas jeszcze trwa proces odżywiania ich, a zarazem cały ten czas żerują jeszcze aktywnie gąsienice omacnicy prosowianki, które dodatkowo nie są jeszcze w pełni wyrośnięte. To powoduje, że te młodsze gąsienice są jeszcze liczniejsze w środkowych częściach roślin, które sieczkarnia tnie na miazgę i traktor zabiera z pola na pryzmę, a te starsze, choć są już w niższych częściach łodygi, to jeszcze nie każda gąsienica uwiła sobie kolebkę zimową. Gdy zatem rozdrabniacz wjedzie na takie ściernisko (łodygi tu zwykle mają powyżej 20 są 30 cm wysokości) jak najszybciej, to niszczy mechanicznie te gąsienice, które nie przedostały się jeszcze w pierwsze międzywęźle, w podstawę łodygi lub nie zeszły w część podziemną łodygi – w okolice szyjki korzeniowej.

Przy uprawie na ziarno, niestety część dorosłych gąsienic już w tych partiach roślin jest i już wchodzi w stadium zimowania, tj. ogranicza swoje funkcje życiowe, co sprawia, że trudno jest je zwalczyć. Nie można zapominać, że nawet najlepszy mulczer nie jest w stanie ścinać łodyg tuż przy powierzchni gleby, nie wspominając, że noże (bijaki) nie dotykają nawet karpy korzeniowej, gdzie omacnica też może się ukrywać i robi to coraz częściej. Mulczery, nawet najlepsze nie wyeliminują całej populacji zimujących gąsienic na danym polu, z tym się trzeba liczyć, ale dokładnie tak samo jest z innymi metodami ochrony kukurydzy przed tym gatunkiem.

Mulczowanie pozwala rozdrobnić i resztki łodyg, ale także część kolb opadłych na glebę, fot. P. Bereś

Do rozdrabniania resztek pożniwnych stosuje się zwykle mulczery, a tylko w małych gospodarstwach niekiedy są to zwykłe glebogryzarki. Przy uprawie kukurydzy ziarnowej dodatkowym czynnikiem ograniczającym szkodnika są rozdrabniacze na wylocie resztek z kombajnu. W badaniach IOR-PIB potwierdzono, że mulczery (badano te z 12 i 32 bijakami, ale na rynku są i takie co mają ich nawet ponad 50) są o wiele efektywniejsze niż glebogryzarka i pozwalają na danym polu zniszczyć mechanicznie do 70% gąsienic, choć może to być więcej, może być mniej – wszystko zależy w jakich częściach resztek, ile gąsienic się ukryło i czy te fragmenty mulczer potrafił rozdrobnić.

Niekiedy się mówi, że mulczowanie to zbędny wydatek – nakład na zakup rozdrabniacza, koszty paliwa, robocizna, wzrost produkcji CO2 z powodu spalanego paliwa. Owszem są to koszty, ale kiedy gospodarstwo ma duży problem z omacnicą a nie korzysta z metody chemicznej lub biologicznej, to jak szkodnika ograniczyć w sposób bezpośredni? Sam płodozmian, czy dobór odmiany mogą nie wystarczyć, bo jak słusznie się podaje – szkodnik naleci z okolicy. To wskutek tej migracji kwestionuje się także sensowność rozdrabniania – po co wydawać pieniądze na mulczery skoro sąsiedzi tego nie robią i od nich motyle w kolejnym roku przylecą?

Są także i głosy brutalniejsze mówiące o tym, że mulczowanie wymyśliły sobie firmy sprzedające ten sprzęt, żeby zarobić na rolniku. Tu jednak można piłeczkę odbić i napisać, że zwalczanie omacnicy wymyśliły sobie firmy sprzedające opryskiwacze, preparaty biologiczne i chemiczne – bardzo prosto szafować takimi określeniami. Można nawet napisać w Internecie, że omacnica prosowianka nie istnieje tylko ją wmówiono rolnikom – wszystko można, tylko po co? Czytając niektóre komentarze w Internecie można się zagotować z powodu braku logiki, ale też zwykłego wprowadzania ludzi w błąd. Zawsze radzimy każdemu rolnikowi, żeby sam dochodził wiedzy, niekoniecznie czytając wpisy w Internecie, gdyż nie wiadomo, kto za wpisami stoi i jaki biznes na rolnikach robi.

Czy byśmy wspomnieli o mulczerach, czy walce chemicznej lub biologicznej, to w każdym tym przypadku możemy napisać – po co to robić i wydawać pieniądze na zwalczanie szkodnika, skoro sąsiedzi z bliska i daleka tego nie robią i szkodnik albo w tym albo w kolejnym roku do nas naleci? Po co się nim martwić? To pokazuje jak łatwo jest wprowadzać zamęt, a są sytuacje, że do zwalczania ekologicznego szkodnika zniechęcają ci co mają sprzęt lub sprzedają środki do aplikacji chemicznej, ale są i takie, że zwolennicy biologii atakują tych od chemii, wskazując choćby, że są trucicielami przyrody. Powstał dziwny i niezrozumiały podział wśród producentów kukurydzy, którym ktoś zarządza dla swoich celów. Widać to doskonale na forach internetowych, stąd wszystkim radzimy – miejmy własne poglądy, zdobywajmy wiedzę i testujmy różne rozwiązania, bo tylko tak stajemy się niezależni. Podobnie jest z mulczerami i rozdrabnianiem resztek. Zresztą tak teraz modne systemy bezorkowe, przecież jasno wskazują, że resztki należy rozdrobnić. W dobie troski o wodę w glebie i utrzymania żyzności też przecież się mówi – rozdrobnij słomę i ją zostaw na polu, bo to przyszła warstwa próchniczna. Rozdrabnianie resztek już daleko wyszło poza problem omacnicy i nie można o tym zapominać. Nie można także zapominać, że Zielony Ład w jeszcze większym stopniu wymusi stosowanie metod nie chemicznych, choćby w walce z omacnicą prosowianką. Już mamy konkretne decyzje np. z wycofaniem z programu ochrony kukurydzy m.in. tiachloprydu czy metoksyfenozydu, które były stosowane do zwalczania omacnicy, a kolejne substancje czynne są zagrożone.

Mulczery (badano te z 12 i 32 bijakami, ale na rynku są i takie co mają ich nawet ponad 50) są o wiele efektywniejsze niż glebogryzarka i pozwalają na danym polu zniszczyć mechanicznie do 70% gąsienic, fot. mw

Aby osiągnąć pożądany efekt obniżenia populacji omacnicy prosowianki w kolejnym roku należy rozdrabnianie resztek prowadzić na jak największym obszarze. To jest niekwestionowana prawda i do tego należy dążyć – do współpracy z okolicznymi producentami kukurydzy (łatwo się pisze, a trudniej zrobić). W rejonach corocznego, wysokiego nasilenia występowania omacnicy, obok rozdrabniania resztek pożniwnych zaraz po zbiorze plonu coraz częściej praktykuje się działania zmierzające do przyśpieszenia rozkładu słomy kukurydzianej. Chodzi o szybsze rozłożenie półzdrewniałej podstawy łodygi oraz szyjki korzeniowej, w których mogą być żywe gąsienice, które przeżyły mulczer, bo jego części tnące tak nisko nie dotarły. Robi się to choćby przez przykrycie słomy warstwą gleby, ale coraz częściej zanim się to uczyni to aplikuje się choćby wapno, biopreparaty przyśpieszające mineralizację materii organicznej, a rzadziej azot (wykorzystują go mikroorganizmy glebowe). Przykrycie słomy glebą, która zawiera mikro- i makroorganizmy pozwala na jej szybszy rozkład w warunkach wilgotności (o ile nie ma suszy) i przy dostępnie powietrza. Wiosną na takich polach (zwłaszcza przy uprawie kukurydzy w monokulturze) stosuje się brony talerzowe lub agregaty uprawowe wyposażone w tarcze tnące, które docinają rozpadające się łodygi, a tym samym niszczą część tych gąsienic, które przeżyły jesienne rozdrabnianie.

Podsumowując temat należy wskazać, że mulczowanie ściernisk kukurydzy nie jest żadnym cudownym sposobem na omacnicę prosowiankę i nigdy takim nie było. Jest jednak bardzo ważnym zabiegiem niechemicznym, zwłaszcza dla tych gospodarstw, które w żaden inny sposób ze szkodnikiem nie walczą. Rozdrabnianie resztek wchodzi w kanon metod zarówno profilaktycznych, jak i bezpośredniego zwalczania szkodnika. Zabieg ten pozwala także na szybszy rozkład materii organicznej, na której mogą zimować stadia przetrwalnikowe patogenów, tak w postaci grzybni, jak i zarodników. Rozdrabnianie słomy ma zatem aspekt wielowątkowy. Warto także na koniec zaznaczyć, że trwają obecnie prace badawcze w IOR-PIB nad zwiększeniem śmiertelności omacnicy prosowianki po zabiegu rozdrabniania, niemniej są one jeszcze na wstępnym etapie badawczym, stąd wyniki zapewne będą znane za 1–2 lata.

Dr hab. inż. Paweł K. Bereś, prof. IOR-PIB, mgr Łukasz Siekaniec, mgr Ewelina Mazur, Instytut Ochrony Roślin – PIB, Terenowa Stacja Doświadczalna w Rzeszowie

Artykuł ukazał się w listopadowym numerze Wiadomości Rolniczych Polska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności