Ograniczyć skutki powodzi

Czy rozwój nauki może przyczynić się do zmniejszenia strat powodziowych? Nie brakuje wyzwań dla przyrodników i inżynierów, którzy powinni współtworzyć mapy zagrożenia powodziowego na podstawie badań historycznych form terenu i nowych, dynamicznych obliczeń uzupełniających statyczne modele hydrauliczne. O elastycznych zachowaniach i nowoczesnym projektowaniu mówił prof. Artur Magnuszewski z Uniwersytetu Warszawskiego 7 września podczas debaty Powódź 2010″ na I Krajowym Kongresie Hydrologicznym w Warszawie.”

Jeżeli chcemy ograniczać skutki powodzi, które są nieuniknione przy nasilających się zmianach klimatu, pierwsza droga – zapobiegać, druga – zabezpieczać się, trzecia – zabronić budowania na terenach zalewowych” – stwierdził prof. Magnuszewski.
Przypomniał, że zgodnie z klasyczną hydrotechniką, w górach są budowane suche, przeciwpowodziowe zbiorniki retencyjne, w środkowym biegu rzeki – obwałowania, zaś doliny służą jako poldery.
W ocenie prof. Magnuszewskiego, budowa nowych wielkich zbiorników retencyjnych w Polsce jest mało prawdopodobna. Jednocześnie istniejące zbiorniki, przy tej skali opadu, z jaką mieliśmy do czynienia w tym roku, nie są w stanie przyjąć odpowiedniej ilości wody. Mogą zatem być używane jedynie do regulowania i opóźniania kulminacji na dopływach oraz takiej ich synchronizacji, żeby nie zbiegły się na głównej rzece.
Naukowiec wspomniał o opracowanym w Holandii narodowym programie “Więcej miejsca dla rzek”. Zakłada on pogodzenie się z faktem, że rzeka to nie jest “niebieskie miejsce na mapie”, ale teren, który wyznacza zasięg równin zalewowych. Teren ten od początku holocenu był wykorzystywany przez wielkie wody do przepływu i przez nie kształtowany.

Drugi kierunek, który zaproponował prof. Magnuszewski, to przystosowanie się mieszkańców terenów zalewowych do ryzyka, m.in. poprzez specyficzne projekty domów. Podkreślił, że przystosowania architektoniczne, które pozwalają zminimalizować straty, dotyczą nie tylko domów, które są na nowo stawiane, ale również budowli istniejących. Tymczasem w Polsce nie ma zwyczaju angażowania projektantów w takie szczegóły, a standardowe projekty są najczęściej wybierane z ogólnych katalogów.
“Jeżeli kupimy działkę na terenie potencjalnego zagrożenia powodziowego, bierzemy mapy do jakiej rzędnej może woda podejść – idziemy do architekta i mówimy, że chcemy, aby zaprojektował dom, który wytrzyma wodę stuletnią” – radził ekspert.
Dla projektanta czy planisty przestrzennego, który będzie wykonywał takie zadanie, bardzo istotna jest informacja zawarta w mapach zagrożenia powodziowego. Rozpoznanie środowiska to wyzwanie dla przyrodników, w tym uczonych badających powodzie historyczne. Wiele danych zawartych jest w postaci pewnych form terenu. Praktyczne zadania mają też inżynierowie.
“Mapy są zazwyczaj robione w postaci obliczeń statycznych (…), a potrzebne są obliczenia dynamiczne, które zakładają przerwanie wału i przebieg powodzi w sposób dynamiczny, żeby kontrolować to zjawisko” – postulował prof. Magnuszewski.
Dodał, że odpowiednie mapy i informacja przestrzenna są niezbędne, aby uzasadnić zrezygnowanie z urbanizacji niebezpiecznych miejsc i zakaz budowania na terenach zalewowych.
Cały materiał na www.naukawpolsce.pap.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności