Ograniczenia w stosowaniu środków ochrony i nawozów to obniżenie plonów, czyli o zagrożeniach Zielonego Ładu

Apokaliptyczne przewidywania o zbliżającej się katastrofie planetarnej, ponieważ olbrzymia emisja gazów cieplarnianych powoduje zmiany klimatyczne,  stały się straszakiem nękającym umysły elit politycznych w Europie i świecie. Pod koniec XX w. pojawiła się „zielona ideologia”. Początkowo w wersji łagodnej, i słusznie, nie powinniśmy niszczyć zasobów przyrodniczych, powinniśmy rozsądnie gospodarować na Ziemi, powierzonej przez Stwórcę ludziom. Niewiele czasu minęło, kiedy lewica przejęła ekologiczne postulaty, doprowadziła do radykalizacji haseł. Wreszcie doszło do absolutyzacji ideologii i polityki klimatycznej, czego najbardziej doświadczamy w Unii Europejskiej.

Ursula von der Leyen wkrótce po objęciu funkcji przewodniczącej Komisji Europejskiej,  w przemówieniu w Parlamencie Europejskim przed grudniowym szczytem 2019 r. liderów państw UE obwieściła priorytetowy projekt – Europejskiego Zielonego Ładu. Nie zabrakło patetycznych słów w porównaniu tego projektu do lądowania człowieka na Księżycu. A wzniesione hasło na zakończenie przemówienia: niech żyje Europa, wlało potężny strumień entuzjazmu deputowanym z frakcji lewicowo – liberalnych.

W myśl tego gigantycznego planu, gospodarka europejska przejdzie gruntowną restrukturyzację obejmującą prawie wszystkie branże. Przemysł, rolnictwo, energetyka, transport zostaną przestawione na „zielone tory”. Europa jako pionier walki z ociepleniem przeobrazi się potężnym kosztem  w pierwszy neutralny klimatycznie  kontynent. Termin całkowitego wyeliminowania emisji dwutlenku węgla wyznaczono na rok 2050. W krótszej perspektywie, czyli do 2030 roku, pod presją Zielonych w PE ustalono zmniejszenie emisji CO2 do 55 proc. Komisja Europejska proponowała 40 – 50 proc.

Zaostrzone cele klimatyczne spotkały się z aprobatą przywódców UE na szczycie w dniach 12 – 13 grudnia 2019 r. Polska, reprezentowana przez premiera Mateusza Morawieckiego, podjęła próbę uzyskania odrębnej, spowolnionej ścieżki dojścia do neutralności klimatycznej, co zostało odnotowane jako sukces.  Nasza gospodarka  zasilana w znacznej mierze przez prąd elektryczny wytwarzany z węgla nie może wykonać tak karkołomnego skoku w kierunku zielonej energii. Żądanie szybkiej dekarbonizacji wiążę się z ogromnymi kosztami ekonomicznymi i społecznymi. Likwidacja kopalń w sytuacji mało stabilnej produkcji energii elektrycznej z turbin wiatrowych i fotowoltaiki,  w naszych warunkach klimatycznych narazi Polskę na deficyt dostaw prądu i energii cieplnej, które będziemy musieli importować. Wysokie rachunki za prąd wpłyną niewątpliwie na to, że wiele gospodarstw domowych  odczuje  podwyżki trudne do udźwignięcia. Tzw. ubóstwo energetyczne dosięgnie rodzin na większą skalę niż obecnie.

Europejski Zielony Ład powinien doprowadzić gospodarki krajów unijnych do wymiany „brudnych technologii” na odnawialne źródła energii, poprzez masowe instalowanie wiatraków i paneli słonecznych. Wszelkie paliwa kopalne, jak np. węgiel, i w późniejszym terminie także gaz ziemny, są skazane na likwidację. Aby wdrażać zasady Zielonego Ładu, Polska będzie musiała kupować nowe technologie z Niemiec i Francji. Ekologiczny biznes zarobi na nas oraz na innych krajach miliardy euro. Pod szczególnym nadzorem postawiono rolnictwo. Wbrew obiektywnej ocenie źródeł emisji złych gazów, szacowanych na ok. 7 proc. – głównie w hodowli. Komisja Europejska 20 maja 2020 r. ogłosiła dwie kluczowe strategie Zielonego Ładu w rolnictwie: na rzecz bioróżnorodności oraz „od pola do stołu”, których zadaniem ma być zbudowanie zdrowego oraz w pełni zrównoważonego systemu żywności.

W tej pierwszej strategii chodzi o odbudowę europejskiej przyrody i powstrzymanie wymierania gatunków. Nakłady inwestycyjne zostaną skierowane na odtworzenie zdegradowanych ekosystemów; co najmniej 30 proc. europejskich terenów ma być przekształconych w obszary chronione, zaś co najmniej 10 proc. powierzchni użytków rolnych powinno odzyskać różnorodne elementy dawnych krajobrazów.

Realizacja strategii „od pola do stołu” doprowadzi do radykalnych zmian w sektorze produkcji żywności, mówi się nawet o zmianie układu sił w rolnictwie. Czy będą one korzystne dla konkurencyjności unijnych producentów, w konfrontacji z takimi krajami jak USA, Brazylia i Argentyna, gdzie standardy środowiskowe nie są tak wyśrubowane jak w UE? Mam dużo wątpliwości, które podzielają także polskie organizacje rolnicze. Otóż strategia „od pola do stołu” zakłada ograniczenie do 2030 r. stosowania pestycydów o 50 proc., a nawozów o co najmniej 20 proc. Sprzedaż środków przeciwdrobnoustrojowych używanych w hodowli (np. antybiotyków) należy zredukować o połowę. Uprawy ekologiczne powinny objąć ok. 25 proc. użytków rolnych.

W centrum tych bardzo ambitnych planów, nieznanych w innych regionach świata, jest wytwarzanie zdrowej żywności, co zaakceptuje każdy chyba konsument. Jednakże drastyczne ograniczenia w stosowaniu środków ochrony roślin i nawozów zaowocują niechybnie obniżeniem plonów, zmniejszoną wydajnością upraw z hektara. Jestem przeciwny tak pospiesznym działaniom, gdy brakuje nowych technologii upraw, bardziej ekologicznych, a nawet te, które się już pojawiają są bardzo drogie. Nakładanie wygórowanych zobowiązań klimatycznych na rolników polskich stanie się obciążeniem finansowym  niemożliwym do zrekompensowania przez dotacje z funduszy Wspólnej Polityki Rolnej. Obawiam się też wzrostu cen żywności w sklepach, zwłaszcza, że na ich poziom dodatkowo wpłyną  spore podwyżki cen energii elektrycznej. Import gorszej jakościowej żywności spoza Unii nie uważam za dobre wyjście.

Komisarz Janusz Wojciechowski przy różnych okazjach uspokajał rolników, że wprowadzenie Zielonego Ładu jest bardziej szansą, niż zagrożeniem. Polskim rolnikom nic nie grozi ponieważ produkują mniej intensywnie, niż na Zachodzie UE, mniej zużywają pestycydów i nawozów. Poważne zastrzeżenia i obawy co do stabilności europejskiego rolnictwa, z takimi skutkami jak spadek produkcji oraz opłacalności, przedstawiły rolnicze organizacje spółdzielcze i branżowe z UE na spotkaniu  3 grudnia u.br. z  komisarzem Fransem Timmermansem, odpowiedzialnym za wprowadzenie Zielonego Ładu. Nie zgodził się na żadne ustępstwa, na żaden kompromis. Powiedział, że „ przed Europejskim Zielonym Ładem nie ma ucieczki”. Ze swej strony napisałem list do komisarza Timmermansa domagając się weryfikacji zasad Zielonego Ładu, zmiany harmonogramu wdrażania.

Z powodu ciężkiej sytuacji pandemicznej – skutkującej kryzysem gospodarczym – powinien być zawieszony program kosztujący dużo miliardów euro.

Krzysztof Jurgiel

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności