Od pastuszka do światowego hodowcy

0
358

Rajmund Gąsiorek – przedsiębiorca rolno hodowlany z Wielkopolski, człowiek, który wszystko co osiągnął, zawdzięcza swojej ciężkiej pracy. Urodził się w Czerniejewie i pochodzi z rodziny o tradycjach rolniczych. W takim duchu był też wychowywany. Swój sukces zawdzięcza głównie konsekwencji oraz ciężkiej pracy już od najmłodszych lat. Obecnie jest jednym z największych hodowców zwierząt futerkowych w Polsce, ale także w Europie. Jego życiową pasją pozostaje rolnictwo w szczególności hodowla zwierząt futerkowych i historia miejsca, w którym się urodził. Porozmawiamy o Jego gospodarstwie i planach na przyszłość.

WRP: Jak długo zajmuje się Pan hodowlą zwierząt futerkowych?

Rajmund Gąsiorek: Już 45 lat zajmuję się hodowlą zwierząt futerkowych. Zaczynałem od 3 lisów. Założenie hodowli w latach siedemdziesiątych było bardzo drogie. Jeden lis kosztował wówczas 100 dolarów na które trzeba było pracować rzez 10 miesięcy. Po zdobyciu wykształcenia budowlańca pracowałem za granicą, ale postanowiłem powrócić do Czerniejewa. Po powrocie odwiedziłem fermę lisów w Noskowie i wtedy postanowiłem, że zostanę hodowcą. Za zaoszczędzone pieniądze kupiłem własne 3 lisy. Potem te trzy lisy dały mi 16 małych. Później w zamian za 20 skór, otrzymałem od jednego z mieszkańców Gniezna 10 lisich matek. Dzięki temu moje stado znacznie się powiększyło. Wszystko, co zarobiłem, inwestowałem w ziemię. Co roku zwiększałem swoją hodowlę o sto lub dwieście procent. Wówczas jeszcze nie spodziewałem się, że tak rozrośnie się moja mała ferma zwierząt futerkowych. Ojciec mój zmarł, kiedy miałem 6 lat, nie mieliśmy dachu nad głową ani pieniędzy na życie. Pasłem krowy i marzyłem. Moją ojcowizną było 6,5 hektara bez zabudowań. Wówczas nie myślałem nawet, że będę miał swoją własną krowę. Obecnie posiadam gospodarstwo 3000 ha, mam 2300 krów i posiadam dużą fermę norek. Na mojej fermie pracuje 500 osób. Dziś jak na to wszystko patrzę co mam, to wydaje mi się to niemożliwe, że tyle osiągnąłem. A jednak jest to możliwe. Zachęcam wszystkich, nawet tych, którzy są w wielkim dołku, żeby się nie załamywali i brali do pracy.

WRP: Na przykładzie swoich ferm futerkowych wykazał Pan, że hodowla tych zwierząt ma charakter wybitnie proekologiczny. Jakie rasy zwierząt futerkowych Pan hoduje i czy hodowla zwierząt futerkowych to dobry interes na wsi?

R.G.: Na moich fermach posiadam norki. Fermy spełniają wszystkie wygórowane wymogi hodowlane. Norki zjadają w ciągu roku około 25 000 ton odpadów z przetwórstwa rybnego i drobiarskiego, które są przeznaczone do utylizacji. Całość produkcji skór, które pozyskujemy według najnowocześniejszych technologii, jest przeznaczona na eksport. Ponadto zboża, które zbieramy z naszych pól przeznaczamy na produkcję pasz w całości i w niewielkiej ilości sprzedaję również pobliskim hodowcom. Posiadamy własną wytwórnie pasz. Praca na fermie, czy w gospodarstwie wymaga zaangażowania, ale to całe moje życie. Jestem dumny, że osiągnąłem to ciężką praca i determinacją.

WRP: Jakie są plusy i minusy hodowli zwierząt futerkowych?

R.G.: Gdyby nie konkurencja to by były same plusy. Zwierzęta futerkowe oczyszczają środowisko po człowieku. Na całym świecie produkuje się około 40 milionów skór, w tym 5 mln w Polsce. Około milion pochodzi z naszej okolicy. Co ważne, dzięki tym hodowlom powiat dostaje spory zastrzyk pieniędzy, pieniędzy, które są tak naprawdę dzięki odpadom, które niezagospodarowane, zatruwają środowisko. Człowiek zjada z kurczaka tylko ok 25 %. Polska jest największym producentem drobiu w Europie. Norki karmi się głównie odpadami poubojowymi z kurcząt, rzeźni i ryb. Norki zjadają to czego człowiek nie zjada. Norka w ciągu życia zjada ok 50 kg paszy. Po norce pozostają odchody, które służą jako nawóz, skórę się sprzedaje. Dzięki norkom kilkadziesiąt kilogramów odpadów jest redukowanych do dwukilogramowej tuszki. Uważam, że dopóki nie brakuje odpadów poubojowych, można inwestować w rozwój hodowli norek.

WRP: Na jakie rynki sprzedawana są Pana skóry i w których domach aukcyjnych na świecie?

R.G.: Moje skóry nie są eksportowane jako moje, bo kupiec kupując na aukcji skóry nie wie kogo to jest skóra. Skóry sprzedaje się jakością, a nie nazwiskiem. Domy aukcyjne, w których sprzedajemy skóry znajdują się w Kopenhadze, Helsinkach i Toronto. Mówi się coraz częściej, że powstanie nowy dom aukcyjny w Chinach nad Morzem Żółtym. Lubię obserwować aukcje, sprawdzać, ile kupcy płacą za skóry i jakie kupują najchętniej. Poza tym, to doskonała okazja do promowania naszego regionu.

WRP: Dziś posiada Pan fermy norek, bydła, a gospodarstwo urosło do 3000 hektarów. Czy planuje Pan powiększenie gospodarstwa?

R.G.: Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Dziś marzę o tym, żeby mieć 10 tys. hektarów i fermę drobiu. Zawsze wierzyłem, że warto być rolnikiem. Jako hodowca jestem znany na całym świecie. Zdobyłem nagrody na wystawach w Hongkongu, Mediolanie czy Pekinie – to mój sukces, który daje mi ogromną satysfakcję oraz pieniądze.

WRP: Z czego jest Pan najbardziej dumny?

R.G.: Najbardziej dumny jestem z mojej rodziny, rodzina jest dla mnie bardzo ważna. Jestem dumny z całego gospodarstwa, ferm i ziemi z tego co osiągnąłem ciężką pracą i determinacją.

WRP: Przypomnijmy, że Rajmund Gąsiorek jest zaangażowany w życie swojej gminy i lokalnej społeczności. Pobudował drogę i chodniki dla lokalnej społeczności, wspiera szkoły, prowadzi działalność charytatywną oraz jest organizatorem Krajowego Biegu Ulicznego w Czerniejewie. Jest prezesem PZHiPZF w Warszawie, prezesem Wielkopolskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych w Poznaniu, oraz członkiem Polskiego Towarzystwa Zootechnicznego w Warszawie. Każdego roku bierze udział w krajowych i międzynarodowych wystawach skór, na których zdobywa liczne nagrody. Ponadto zdobył również wiele innych wyróżnień, a wśród nich należy wymienić uhonorowanie tytułem Wzorowego Agroprzedsiębiorcy RP, a Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu wyróżniło Go godnością Lidera Pracy Organicznej. W 2015 z rąk Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi odebrał wyróżnienie Wybitny Agroprzedsiębiorca RP. W Jego biurze półki uginają się od pucharów, statuetek i dyplomów. Człowiek, który z pastuszka stał się nieskąpym milionerem, a którego mottem życiowym zdaje się być wzajemne wspieranie i szacunek poparte wytrwałą pracą. – Za rozmowę z Rajmundem Gąsiorkiem dziękuje Anna Arabska.

Tekst i zdjęcia: Anna Arabska