Ochrona plantacji rzepaku – podsumowanie sezonu 2010/11 cz. I

Jedną z najbardziej opłacalnych upraw w Polsce jest uprawa rzepaku ozimego. Aby osiągnąć satysfakcjonujący efekt ekonomiczny, należy z wielką starannością dbać o plantację i przeciwdziałać wszelkim potencjalnym zagrożeniom. Do największych należą choroby grzybowe i szkodniki atakujące plantacje. Uprawa rzepaku wymaga intensywnej agrotechniki i ochrony. Przebieg pogody – ilość opadów i temperatura to czynniki, które warunkują presję ze strony patogenów.

Utrudnione siewy
Sezon 2010/11 był najtrudniejszym wyzwaniem dla producentów rzepaku, z jakim przyszło im się zmierzyć w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Na taki stan rzeczy złożyło się kilka elementów. Należałoby zacząć od terminu siewu, który jest fundamentalnym elementem agrotechniki rzepaku. Na przykład w regionie warmińsko-mazurskim, w którym wegetacja jest opóźniona względem środkowej i południowej Polski nawet o 2 tygodnie, co przekłada się na późniejsze żniwa i przygotowanie stanowiska pod rzepak – siewy powinny być wykonane w terminie wcześniejszym w porównaniu do innych regionów, mianowicie około 15 sierpnia. Dlatego rolnicy muszą wykazać się ogromną dyscypliną i zaangażowaniem, gdyż zazwyczaj żniwa depczą po piętach” siewom rzepaku. W minionym sezonie, kiedy ze względu na pogodę żniwa się opóźniały, również siewy rzepaku były opóźnione, a wschody i dalszy wzrost utrudnione przez nadmiernie padające deszcze. Na ciężkich “minutowych” glebach mazurskich rzepak nie rozwijał się ze względu na brak powietrza glebowego. Paradoksalnie najlepsze plantacje ubiegłej jesieni były na najsłabszych, przepuszczalnych glebach regionu. Czynniki te sprawiły, iż rośliny “wchodziły w zimę” słabo przygotowane, z niewykształconą w pełni rozetą liściową składającą się maksymalnie z 4 liści i cienką szyjką korzeniową. Taki pokrój nawet przy sprzyjających warunkach zimowania stawiał powodzenie tych pod znakiem zapytania.
Jesienna ochrona fungicydowa
Wilgotna pogoda i umiarkowane temperatury niosą za sobą zawsze większe ryzyko wystąpienia chorób grzybowych. Takie właśnie warunki panowały jesienią. Były to sprzyjające warunki do rozwoju tych patogenów. Nastąpiło duże porażenie plantacji suchą zgnilizną kapustnych, zwłaszcza plantacji założonych wcześniej, na przełomie 2 i 3 dekady sierpnia, na których piknidia tej choroby wystąpiły masowo około 20 września. Pola te zostały po raz drugi zaatakowane przez tę chorobę na początku października. Natomiast w połowie października mocno zainfekowane suchą zgnilizną zostały plantacje z wrześniowego terminu siewu. Problem ten był spowodowany przede wszystkim brakiem płodozmianu. Zarodniki grzybów znajdowały się w resztkach pożniwnych z poprzedniego sezonu i zainfekowały rzepak już na jesieni.
Zagrożenie suchą zgnilizną z roku na będzie wzrastało, zwłaszcza w gospodarstwach gdzie prowadzona jest uprawa w technologii bezorkowej. Jest kilka metod walki z patogenami chorobotwórczymi, również takimi jak sucha zgnilizna kapustnych i czerń krzyżowych. Natomiast na etapie rozwoju jesiennego najlepszym sposobem okazały się zabiegi fungicydowe. Ponieważ plantacje rzepaku były bardzo nierówne /rośliny od 2 do 5 liści/ rolnicy w dużej mierze odchodzili od fungicydów wpływających na regulowanie wzrostu, gdyż mogłyby one uszkodzić mniejsze rośliny. Dobrym rozwiązaniem okazał się fungicyd Topsin M, stosowany w dawce 1,2 – 1,4 l/ha. Posiada on w swoim składzie tiofanat metylu, substancję z grupy benzymidazoli, która nie ma negatywnego wpływu na młode rośliny rzepaku. Jest to produkt systemiczny, który skutecznie chroni plantację przed najważniejszymi chorobami jesienią. Należy również wspomnieć, iż jest to jedyny układowy produkt na rynku, który można stosować w niższych temperaturach. To bardzo ważny aspekt przy jesiennej oraz wczesnowiosennej ochronie roślin, gdyż właśnie wtedy whania temperatury są największe.
Na plantacjach bardziej wyrównanych, gdzie rośliny miały pokrój powyżej 4 liści stosowano połączenie Topsinu M z produktem triazolowym Toledo – oba produkty stosowano w dawce 0,7 l. Produkty w tej mieszaninie bardzo dobrze się uzupełniają – zawarty w Toledo tebukonazol wykazuje oprócz działania fungicydowego wpływ na formowanie rozety rzepaku. Natomiast w połączeniu z tiofanatem metylu następuje lepsze jego wchłanianie i przemieszczanie się w roślinie. Dodatkowo występuje tutaj działanie na patogeny chorobotwórcze dwiema substancjami z dwóch różnych grup chemicznych.
Trudne warunki do zimowania
Po niełatwych warunkach pogodowych panujących na jesieni zima także okazała się niełatwa. Temperatura na Warmii i Mazurach spadała nawet poniżej -30 stopni C. Początkowo okrywa śnieżna była dosyć obfita, ale w połowie zimy na znacznym obszarze pod wpływem wzrostu temperatury śnieg stopniał, a temperatura znowu się obniżyła. Wiały również silne wiatry wysmalające rośliny. Wiosną okazało się, że wiele plantacji kwalifikuje się do likwidacji. Pozostawione uprawy w wielu miejscach również znacząco odbiegały od ideału, często pozostawiane z niską obsadą, nawet kilkunastu roślin na metrze kwadratowym. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w pozostałych regionach naszego kraju. Na południu i zachodzie rzepak wchodził w stan zimowania w słabej kondycji, przeważnie rzepaki miały od 2 do 8 liści. Grubość szyjki korzeniowej nie przekraczała 0,8-1 cm. Zaledwie 1/3 areału rzepaku została zasiana w optymalnym terminie. Jesienią ubiegłego roku przebieg pogody był skrajnie niekorzystny. Wystąpiły obfite opady, przesunięcie terminów siewu o około 2 tygodnie. Ulewne deszcze, które trwały do 15 września i mocne wychłodzenie gleby sprawiły, że rośliny rzepaku utraciły właściwy im wigor. Opady deszczu spowodowały zahamowanie rozwoju rzepaku i “uduszenia się” systemu korzeniowego na wskutek nadmiaru wody i braku tlenu oraz spłycenia systemu korzeniowego. Również na wielu plantacjach, gdzie tworzyły się zastoiska wodne, doszło do wymoknięcia roślin rzepaku.
Pod koniec zimy śnieg stopniał i nadeszły silne mrozy, które spowodowały przemarznięcie liści, uszkodzenie stożków wzrostu, a nawet wymarznięcie całych roślin. Odpowiednie zalecenia, zwłaszcza co do nawożenia azotem w zwiększonej dawce regeneracyjnej, spowodowały pozytywną reakcję ze strony rzepaku. Również nawożenie mikroelementami i zastosowanie fungicydów “nieskracających” oraz stymulatorów wzrostu w rzepaku przynosiło pozytywne efekty regeneracyjne. Dużą część upraw udało się uratować. Komfortowe warunki na polach trwały aż do maja. Nagłe załamanie pogody, spadek temperatury poniżej zera i obfite opady mokrego śniegu w południowo zachodniej części kraju spowodowały znaczne straty na kwitnących już plantacjach. Odpowiednie zalecenia, co do leczenia uszkodzonych rzepaków preparatami o silnym działaniu leczniczym przyniosło bardzo pozytywne efekty.
Monitoring nalotów szkodników należy rozpocząć wczesną wiosną
Wiosną w północnej i wschodniej części kraju zagrożenie ze strony chowaczy łodygowych pojawiło się w dość trudnym momencie. Po dłuższym okresie niskiej temperatury nastąpił jej nagły wzrost i nalot szkodników, który skorelowany był z lawinowym przyrostem masy rzepaku. Rośliny w ciągu 2-3 dni dwukrotnie, a nawet trzykrotnie zwiększyły swoją masę. Dlatego wcześniej zastosowane produkty wgłębne nie do końca spełniły swoje zadanie, gdyż substancja nie dotarła do intensywnie nowo tworzonych tkanek.
W zwalczaniu szkodników łodygowych najistotniejszą i bezwzględną kwestią jest monitoring nalotów, który należy rozpocząć od wczesnej wiosny. Takie działanie pozwoli na precyzyjne określenie wystąpienia chowaczy i skuteczną oraz bardziej ekonomiczną walkę z nimi, również produktami o działaniu kontaktowym. Takim rozwiązaniem może być na przykład Trebon, który jest produktem z grupy eterów arylopropylowych. Pomimo, iż jest to produkt kontaktowy wykazuje na roślinie działanie dłuższe niż produkty należące do grupy pyretroidów oraz silne działanie repelentne. Wystąpienie słodyszka rzepakowego zbiegło się natomiast w niektórych rejonach z wystąpieniem chowaczy łodygowych. Były też rejony, w których stanowił on spore zagrożenie. Aby zapewnić bardziej długotrwała ochronę gospodarstwa stosowały acetamipryd. Okazał się on nieodzownym narzędziem tam, gdzie wystąpiło pierwsze kwitnienie na pędzie głównym i oblot pszczół oraz innych zapylaczy.
Przebieg pogody spowodował, że presja ze strony chowaczy łodygowych w południowo-zachodniej Polsce była umiarkowana i nie sprawiała trudności.
Jeżeli chodzi o słodyczka, to presja była znacznie większa. Pierwsze słodyszki są zwalczane podczas nalotu chowacza czterozębnego, natomiast późniejsze naloty mogą występować solo lub z chowaczem podobnikiem. Ponieważ rzepak po niekorzystnych warunkach pogodowych bardzo mocno regenerował się, wydłużył tym samym długość kwitnienia i naloty szkodników. Tutaj także najskuteczniejszym narzędziem walki okazał się acetamipryd.

Jacek Preuss, Mariusz Staniek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności