Norki to delikatne zwierzęta

Listopad to dla producentów norek taki sam okres, jak żniwa dla producentów zbóż. Na ten miesiąc przypada bowiem końcowy efekt produkcji zwierząt – ubój i sprzedaż pozyskanych skór. Na temat hodowli norek, produkcji skór, sytuacji na rynku rozmawiamy z Mariuszem Koniecznym, współwłaścicielem spółki Bono Fur Farm z Wołkowa (woj. zachodniopomorskie).

Mariusz Konieczny jest współwłaścicielem spółki Bono Fur Farm, właścicielem czterech ferm norek, jednym z największych producentów skór w Polsce, wyróżnionym w tym roku „Złotym Jabłkiem” w ogólnopolskim konkursie Rolnik-Farmer Roku.

WRP: Polscy hodowcy norek z początkujących stali się, w przeciągu zaledwie kilku la,, potentatami w produkcji skór z tych zwierząt, i to wyróżniający się dobrą jakością. Z czego wynika ten sukces?
Mariusz Konieczny: Produkcja norek w naszym kraju rozpoczęła się dość późno. To jednak sprawiło, że od razu budowaliśmy nowoczesne fermy, kiedy te na Zachodzie Europy były już przestarzałe. Do tego, mamy dostęp do dobrej paszy. Zwierzętom sprzyja też polski, kontynentalny klimat. Z tego też powodu obawiają się nas bardzo Duńczycy, najwięksi producenci skór na świecie. Walka na rynku jest ostra. Duńczycy podkładają nam kłody. Próbują na różne sposoby nas osłabić, wykupując, na przykład, z rynku odpady rybne, stanowiące bazę do produkcji paszy dla norek. Forsują też niekorzystne przepisy w Parlamencie Europejskim, później we własnym kraju ich nie notyfikując. Dla przykładu, w ostatnim czasie lobbowali za zamianą zapisów ograniczającą dopuszczalną ilość zwierząt w klatce do jednej sztuki, co automatycznie mogłoby znacznie ograniczyć naszą produkcję. Coraz silniejszą konkurencją, pod względem ilości towaru stanowić zaczynają Chiny. Na razie kraj ten nie jest w stanie dogonić nas w kwestii jakości skór, ze względu na brak dostępu do dobrej paszy i niezbyt sprzyjający klimat.

WRP: Hodowla norek to dość trudne zadanie. Zwierzęta te należą do dość wrażliwych na różne choroby?
MK: To prawda. Norki to dość delikatne zwierzęta. Dlatego też, jeśli chce się osiągnąć w tej branży sukces, nie można oszczędzać ani na żywieniu, ani na nadzorze weterynaryjnym. Każde zwierzę, przynajmniej trzy razy w roku, ma badaną krew. Duże znaczenie ma jakość paszy, którą skarmiamy norki. W odróżnieniu od innych zwierzą mięsożernych, norki są bowiem nieodporne na botulizm, czyli popularny jad kiełbasiany. Dlatego szczepimy w tym kierunku już młode sztuki.

WRP: Listopad to czas usypiania norek i sprzedaży pozyskanych skór. Jak przebiega ten proces?
MK: Na przełomie września i października robimy pierwszą selekcję miotu na mały i duży, pod względem ilości sztuk w rodzinie. Następnie ważymy młode. Te, które są mniejsze, niż byśmy chcieli, są przeznaczane do usypiania i produkcji skór. Pozostałe selekcjonujemy do dalszej segregacji, sprawdzając jakość sierści. I znów, te o futrze słabszej kategorii odstawiamy do uboju, a te najlepsze pozostawiamy, tworząc z nich przyszłe stado podstawowe. Można więc powiedzieć, ze cały cykl produkcyjny polega na wyłanianiu najlepszych gatunkowo zwierząt do dalszego rozrodu.

WRP: A gdzie trafi mięso z norek?
MK: Zgodnie z prawem, musimy oddać mięso do utylizacji.

WRP: Jakich cen spodziewa się pan podczas aukcji, na których licytowane będą skóry?
MK: Szczerze mówiąc, branża jest obecnie w dołku. Średnia cena osiągana na giełdzie za dobrej jakości skóry wynosi ok. 30 euro, gdzie koszt produkcji jednej skóry w naszym przypadku to ok. 25-27 euro. Nie są to więc dla nas najlepsze czasy.
Produkcja norek nie cieszy się dobrą sławą w oczach społeczeństwa. Duży udział  mają w tym ekolodzy, formułujący wiele zarzutów wobec hodowców zwierząt futerkowych.  Mówią, że to biznes snobistyczny. Wszak zwierząt tych nie produkuje się dla żywności, a jedynie dla futra, bez którego człowiek mógłby przeżyć… Z drugiej strony, na fermach pracę mają tysiące ludzi. Dla przykładu, tylko nasza firma na stałe zatrudnia ok. 300 osób, a w sezonie kolejne 100. Pomijam już wiele innych ekonomicznych aspektów. Zastanawiam się tylko, dlaczego z taką determinacją nie atakuje się, na przykład, branży farmaceutycznej, w której dzieje się wiele złego dla środowiska? A jeśli chodzi o etyczne aspekty tej produkcji, to dlaczego nikt nie protestuje, gdy ktoś w kawalerce trzyma 40-50 kilogramowego psa?  Czy to jest etyczne? Dla  mnie nie, ale jak widać to dość subiektywne odczucie.

WRP: Bono Fur Farm S.C. Mariusz Konieczny i Robert Mieleńczuk, to rozpoznawalna marka w branży. Kiedy firma rozpoczęła działalność?
MK: Firma swoją działalność zapoczątkowała już w 1986 roku od hodowli zarodowej szynszyli (Alex Chinchilla Farm). Na przestrzeni lat stopniowo rozrastała się, a w 1999 roku rozszerzyła swą działalność o Pro-Fur Farm Equipment, firmę zajmującą się kompleksową obsługą i wyposażeniem ferm zwierząt futerkowych. Obecnie Bono Fur Farm to już cztery, prężnie działające i rozwijające się fermy zlokalizowane na terenie gminy Nowogard (pow. goleniowski), Łobez (powiat łobeski) oraz Stara Dąbrowa (powiat stargardzki) o potencjale produkcyjnym 500.000 sztuk norczych. To, co nas wyróżnia na rynku, to największa liczba odmian kolorystycznych norek, jaką posiadamy. Jesteśmy również jednym z liderów w produkcji materiału genetycznego.

Rozmawiał Marcin Simiński