Musimy zatrzymać napływ ukraińskiego zboża

Rozmowa ze Szczepanem Wójcikiem, prezesem Fundacji Wsparcia Rolnika POLSKA ZIEMIA Hurraoptymizm, z którym kolejne polskie rządy wspierają ukraińskie dążenia do członkostwa w Unii Europejskiej, zdaje się kompletnie przesłaniać pragmatykę gospodarczą. W listopadzie 2014 roku polski sejm głosami 427 posłów wyraził zgodę na ratyfikację umowy stowarzyszeniowej między UE a Ukrainą. Polskie rolnictwo już boleśnie odczuwa zbliżenie z tym krajem. O skutkach zbliżenia Unii i Ukrainy mówi Szczepan Wójcik, prezes Fundacji Wsparcia Rolnika POLSKA ZIEMIA.

Panie prezesie, w jaki sposób zmieniają się zasady obrotu towarami między UE a Ukrainą?
– W ramach umowy stowarzyszeniowej stopniowo liberalizowany jest wzajemny dostęp do rynków. Ustanowiono kontyngenty ukraińskich towarów, które są dopuszczane na unijny rynek. Wielkość tych kontyngentów ma cyklicznie rosnąć. Pełna liberalizacja w ramach czterech unijnych swobód będzie oczywiście możliwa dopiero po ewentualnej akcesji Ukrainy do Unii.

W jaki sposób ta “liberalizacja” dotyka polskich rolników?
– Od jakiegoś czasu polscy rolnicy alarmują o spadających cenach zbóż w skupie. Początkowo dało się to zauważyć głównie na Lubelszczyźnie. Okazuje się, że zjawisko to nasila się już na terenie całego kraju. Stabilizacji cen i uniknięciu problemów finansowych rodzimych producentów zboża nie pomaga coraz większy niekontrolowany napływ zboża z Ukrainy. Układ stowarzyszeniowy (a właściwe załącznik do umowy UE-Ukraina) zakłada, że obecnie strona ukraińska może bezcłowo eksportować do Unii 1,6 mln ton zboża. Koszty jego produkcji na terytorium Ukrainy są znacznie niższe niż w Polsce, a bliskość naszych rynków sprawia, że duża część wwożonego kontyngentu jest sprzedawana właśnie w Polsce. Rolnicy zauważają już nawet dziesięcioprocentową różnicę cen między województwami wschodnimi a zachodnimi.

Czy możemy to jakoś zatrzymać?
– W zaistniałej sytuacji konieczne jest, aby Polska nie dopuszczała wwozu zbóż, który przekracza ustanowione kontyngenty. Wśród rolników powszechne staje się przekonanie, że Ukraińcy nagminnie wykraczają ponad przyznane im limity eksportu. Potrzeba także porozumienia wewnątrz samej Unii odnośnie do rozsądnego “podziału” ukraińskiego eksportu. Wwóz do Polski jest dla Ukrainy najtańszy, a bez stałego reeksportu do innych państw członkowskich nasza produkcja – w pierwszej kolejności zbóż – upadnie.

Takie porozumienie w sprawie reeksportu musiałoby się opierać na tak często podnoszonej “solidarności europejskiej”…
– Ciekawe, czy w tej sprawie państwa zachodniej Unii będą z nami solidarne. Myślę, że każdy gra na swoją gospodarkę i o takie porozumienie będzie bardzo ciężko. Poza tym, w naszym interesie gospodarczym jest, aby to Polska była dostarczycielem produktów rolnych do państw unijnych. Na dłuższą metę Ukraina jest naszym największym zagrożeniem.

Dziękuje za rozmowę