Czy ustawa o aktywnym rolniku zamiast uporządkować system dopłat doprowadzi do likwidacji tysięcy gospodarstw? Jan Krzysztof Ardanowski nie zostawia suchej nitki na nowych przepisach i zapowiada rekomendację weta. W jego ocenie prawdziwym powodem zmian nie jest walka z „rolnikami z Marszałkowskiej”, lecz nadchodzące cięcia budżetu UE i polityczna arytmetyka dopłat.
Albert Katana: Panie Przewodniczący, w Sejmie wygłosił Pan ostrą krytykę ustawy o aktywnym rolniku. Czy mógłby Pan powiedzieć, co konkretnie jest złego w tej ustawie?
Jan Krzysztof Ardanowski: Wersja propagandowa tej ustawy, przyjętej już przez Sejm, głosi, że dzięki nowym przepisom dopłaty będą trafiały tylko do rolników produkujących żywność, i że wyeliminują tzw. rolników z Marszałkowskiej, czyli tych, którzy mieszkają w mieście, mają inne źródło dochodu, a są również posiadaczami użytków rolnych.
Nic z tego się nie wydarzy. W moim przekonaniu prawdziwym uzasadnieniem tej ustawy jest fakt, że budżet Unii Europejskiej na rolnictwo na lata 2028-2034 będzie istotnie mniejszy od tego, który mamy w tej chwili. Pieniędzy będzie mniej, a jednocześnie PSL w 2023 r. deklarował, że podniesie rolnikom dopłaty bezpośrednie do kwoty 1200-1300 zł do hektara. Czyli trzeba zabrać połowie rolników dopłaty, żeby móc zrealizować obietnicę wyborczą.
Ustawa ma gwarantować, że dopłaty będą uzyskiwać gospodarstwa produkujące żywność na rynek. To chyba dobrze?
JKA: Gospodarstwa towarowe nie odczują zwiększenia dopłat, ponieważ spadną ceny towarów, które produkują. A stanie się tak w wyniku umów handlowych z Ukrainą i Mercosur, a raczej importu żywności z tych państw. Na nasyconym rynku każda ilość produktów z zewnątrz, nawet kilka procent, powoduje nadmiar podaży, a więc spadek cen, znacznie większy, oraz trudności w sprzedaży.
A ponieważ gospodarstwa towarowe to gospodarstwa, które przez ostanie kilkanaście lat mocno inwestowały – powiększały areał, budowały nowe budynki gospodarcze, kupowały maszyny rolnicze, inwestowały w stado podstawowe, w rolnictwo cyfrowe – to są one bardzo obciążone finansowo. Utrzymując się wyłącznie z tego, co sprzedadzą na rynku, krytycznie odczują presję importu.
Już dziś ceny produktów rolnych są poniżej kosztów wytworzenia. Jeśli spadną jeszcze bardziej, gospodarstwa towarowe zaczną bankrutować.
Dziś te gospodarstwa często nie mogą korzystać z dofinansowania, ponieważ uprawiają bezumownie ziemię „rolników z Marszałkowskiej”…
JKA: Przede wszystkim określenie „rolnicy z Marszałkowskiej” jest tu bardzo mocno nadużywane. Słysząc je myślimy o politykach, którzy kupili swego czasu za symboliczną złotówkę ziemie po byłych PGR-ach, natomiast to nie oni dzierżawią ziemię bezumownie gospodarstwom towarowym.
Trzeba też wyjaśnić, że tych, którzy mają ziemię rolną, ale jednocześnie dochody z pracy poza rolnictwem i z tego powodu są zarejestrowani w ZUS, jest w Polsce, wg danych statystycznych ok. 64,5 tys. To jest kropla w porównaniu z 1,2 mln gospodarstw korzystających z dopłat bezpośrednich.
Ale ci ludzie nie utrzymują się z rolnictwa, więc dlaczego mają dostawać dopłaty?
JKA: To prawda, ci ludzie mają inne źródła utrzymania i są, jak wspomniałem, ubezpieczeni w ZUS. To są dzieci rolników, które wyjechały do miast, czy ludzie, którzy po prostu zainwestowali w ziemię. Ale ich grunty są uprawiane przez sąsiadów ze wsi, myślę, że w zdecydowanej większości znajdują się w programach rolno-środowiskowych. W związku z tym, już z mocy ustawy są uznani za aktywnych rolników, lub nie będą mieli problemu z uzyskaniem np. faktur zakupu środków produkcji. Nie sądzę więc, żeby to oni zostali pozbawieni dopłat w efekcie tej ustawy.
Natomiast uderzy to w gospodarstwa mniejsze i w ludzi starszych, którzy produkują trochę na swoje potrzeby i na potrzeby rodziny. Uderzy też rolników sprzedających w ramach rolniczego handlu detalicznego, gdzie nie obowiązują faktury, które będą wymagane, by uzyskać status aktywnego rolnika, tylko prosta ewidencja prowadzona przez rolnika sprzedającego. Często też w takich gospodarstwach zakup środków produkcji odbywa się przez kilku rolników, bo jest trochę taniej, jeżeli się kupi trochę więcej. W tym przypadku też nie ma możliwości generowania faktur. Zakup nawozów, czy pestycydów nie występuje lub jest znikomy w gospodarstwach ekologicznych, które też nie będą w stanie wykazać się fakturami zakupu.
Dlatego w moim przekonaniu ustawa o aktywnym rolniku zaszkodzi wsi, wywoła poczucie krzywdy, spowoduje konflikty i zlikwiduje ok. połowy polskich gospodarstw.
W ustawie chodzi też o to, żeby nie było już „dzierżaw na gębę”. To szkodzi dzierżawcom…
JKA: Fakt, niektórzy twierdzą, że dzięki ustawie uwolnią się dodatkowe areały, że ludzie pozbawieni dopłat bezpośrednich będą musieli ziemię sprzedać. Uważam, że również ten wątek jest nieprawdziwy.
Bardzo wielu rolników nie ma uregulowanych spraw własności ziemi, w szczególności na południu Polski, na Podkarpaciu, w Małopolsce. Tam, w wyniku procesów historycznych jeszcze z zaborów lub po komunistycznej reformie rolnej, są bardzo małe działki, i do spadku często jest uprawnionych kilkadziesiąt osób. Bardzo często spadkobiercy mieszkają za granicą, lub nie żyją, więc nie ma możliwości uregulowania prawnego własności gruntów, ani sprzedaży tych areałów, czy wydzierżawienia na podstawie umowy pisanej, potwierdzonej przez urzędy lub notarialnie.
Natomiast bardzo wątpliwe jest, czy wciąż będą rolnicy chętni do zakupu lub dzierżawy ziemi. Takimi chętnymi byli zawsze rolnicy towarowi, którzy, jak już mówiłem, znajdą się teraz w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej z powodu importu z Ukrainy i Mercosur. W tej sytuacji przekonanie, że ziemia z małych gospodarstw znajdzie się w rękach gospodarstw dużych, jest całkowitą iluzją.
Panie Ministrze, ale jeżeli uznać rolnictwo za sektor gospodarki, jaką korzyść przynosi gospodarstwo, które produkuje na własne potrzeby? Dlaczego miałoby ono otrzymywać dopłaty?
JKA: Bardzo chętnie wyjaśnię. Oprócz funkcji produkcyjnej – którą zresztą umowy handlowe UE stawiają pod znakiem zapytania – rolnictwo pełni szereg innych funkcji.
Każde gospodarstwo rolne, także te małe, zapewnia żywotność ekonomiczną obszarów wiejskich. Dzięki temu, że te gospodarstwa są, są tam sklepy, warsztaty, szkoły, przychodnie zdrowia, domy kultury, administracja, banki. W tych miejscowościach pracują ludzie nie związani z rolnictwem. Dopłaty, które trafiają do gospodarstw, szczególnie tych małych, zostają w tych miejscach, zapewniają wynagrodzenie ich pracownikom.
Unia Europejska od lat nastawiona jest na promocję małych gospodarstw. A duże mają limity dopłat, często nie mogą korzystać z ekoschematów…
JKA: Dokładnie – w Unii nie ma presji na zwiększanie powierzchni gospodarstw rolnych. Oczywiście zachodzą naturalne procesy koncentracji ziemi z braku następstwa, często też gospodarstwa zanikają z powodu urbanizacji czy rozbudowy infrastruktury, np. autostrad. Ale generalnie Unia promuje małe gospodarstwa, ponieważ to one zapewniają np. bioróżnorodność, tak bardzo cenioną.
Bzdurą jest twierdzenie, że małe gospodarstwa nie mają racji bytu – tylko w Polsce tak się myśli. Słyszę tę narrację od wielu lat ze strony niektórych ekonomistów rolnych, część z nich nawet ma tytuły profesorskie. Cóż, często jest tak, że ten, kto płaci, ten wymaga. Jeżeli przetrwanie i rozwój rolnictwa miałoby zależeć tylko od powiększania skali produkcji i zmniejszania kosztów, to najlepszą strukturę rolną w Europie ma Ukraina. Czy do tego chcą doprowadzić zwolennicy tej ustawy, głównie prze do tego PSL, którzy w imię jakichś ukrytych celów chcą zabrać wsparcie mniejszym rolnikom?
We Włoszech małe gospodarstwa stanowią większość. W RFN, Francji gospodarstwa mają co najwyżej kilkaset hektarów. Tymczasem można przypuszczać, że ukrytą intencją ustawy o aktywnym rolniku jest likwidacja małych gospodarstw i umożliwienie powiększania powierzchni gospodarstwom dużym. To jest działanie w poprzek polityki Unii Europejskiej. Zresztą, jak wspomniałem wcześniej, gospodarstwa większe, kilkudziesięciohektarowe, żyjące ze sprzedaży na rynek, będą pierwszymi przegranymi importu żywności spoza Unii Europejskiej i nie sądzę, że będą kupowały ziemię od sąsiadów. Ruchy z ziemią rolniczą oczywiście będą, ale kupującymi będą głównie fundusze inwestycyjne, czy międzynarodowe korporacje, a część ziemi przejmować będą banki, za długi, których, przy takiej polityce, rolnicy nie będą w stanie spłacić.
Panie Przewodniczący, pańskie zdanie w tej sprawie jest jasne. Czy jest to opinia Rady Rolnictwa przy Prezydencie RP? Jaką rekomendację w sprawie ustawy o aktywnym rolniku przedstawi Rada prezydentowi? Czy to będzie weto?
JKA: Na ostatnim posiedzeniu rozmawialiśmy o tym, i wszyscy właściwie członkowie Rady podzielili te wątpliwości, o których mówiłem. Nikt nie rekomendował podpisania ustawy, wszyscy stwierdzili, że należy ją zawetować.
Owszem, trzeba pracować nad rozwiązaniami, które środki krajowe i unijne lepiej wykorzystają dla rozwoju rolnictwa i obszarów wiejskich. Trzeba wspierać rolników, którzy zajmują się produkcją żywności w sposób profesjonalny, na rynek, ale nie w sposób tak głupi i prymitywny jak to, co zostało zaproponowane.
Czyli, odpowiadając na pytanie – tak, Rada rekomenduje Prezydentowi RP zawetowanie ustawy o aktywnym rolniku.
Dziękuję za rozmowę.
















A od kiedy ukraina jest w UE ze od nich bierzemy żywność. I jak ja produkują na wojnie xiekawe
Moi ojcowie i tesciowie majac 5-8 ha,pracowali gdzies zeby zwiazac koniec z koncem,i teraz tym bardziej ze prawie nikt nie trzyma zwierzat ,czasu na gospodarstwie jest az nadto,sam przejalem gospodarstwo 5 ha ,mielismy krowy ,ja pracowalem ,a zona sie zajmowala gospodarstwem,,teraz jestesmy na emeryturze zus,bo zona tez pracowala,i dalej gospodarujemy ale juz nie ma zadnych zwierzat,o ziemie dbam moze o wiele lepiej niz niejeden duzy gospodarz,jesli mi zabiora doplaty ,to podatek zaplace a ziemia bedzie lezala odlogiem……wladza popis wszystko zabiera bo kasa jest potrzebna upadlinie i po drodze wszystkie tluste koty musza sie nazrec i koryto musi byc pelne.a polak na zlosc sobie glosuje jak nie na jedna gangstersko-mafijna zbieranine to na druga
Panie Ardanowski to jest mowa polityka który sieje zamęt by utrzymać się na powierzchni. Gospodarstw w Polsce które biorą dopłaty jest 1.25 mln w tym 3/4 to są gospodarstwa do 10 ha. W większości przypadków te gospodarstwa istnieją tylko na papierze by brać dopłaty, akcyzę za ON do samochodu osobowego suszowe i mieć ubezpieczenie w KRUS za parę złoty, a ziemię uprawia inne gospodarstwo na gębę. A pan straszy o upadku małych gospodarstw których w większości już nie ma.
Tusk zawsze kopał tych biedniejszych . To jest człowiek bez skrupułów
Udowodnił to wiele razy, jako przykład mogę podać rentę wdowia. Mamy teraz wdowy tłuste koty które dzięki podwójnym emeryturom mogły zaoszczędzić pieniądze na cięższe czasy i te które straciły współmałżonka wcześniej i od wielu lat same borykały się z trudami życia Tusk uznał że tym się nie należy. Z rolnikami robi podobnie.bo tam gdzie przychody nie są wysokie odbiera a daje tym którzy mają duze gospodarstwo.
Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze
Stara prawda a po tym widać że kraj dawniej rolniczy staje się krajem spekulantów i lichwiarzy.
Lepiej już było a teraz zapomnicie smak wiejskiego masła jak i eko ziemniaków bo smak wołowiny i wieprzowiny już zapomnieliście a dożynki stały się w gminach imprezą promującą władzę a nie dziękczynną za plony. Tak umiera tradycja i lokalny patriotyzm ciekawe co będzie dalej? Rewolucja Październikowa?
jak mam 6 h i to jest moje źródło utrzymania ale skoro nie będę uznawany za rolnika to podatku rolnego też nie będę płacił i oddajcie mi składki z KRUS komuna nie dała rady to reżim Tuska skolektywizuje rolnictwo
Nie będę płacił, szlachetne zadanie ,ale jak to zrobisz bez komornika?