Ludzi nie należy karać, za to, że lepiej zarabiają

Rozmowa ze Szczepanem Wójcikiem, prezesem Fundacji Wsparcia Rolnika POLSKA ZIEMIA.

Czy w Pana opinii rząd sprostał społecznemu oczekiwaniu podniesienia kwoty wolnej od podatku?

Częściowo. Rząd doprowadził do zróżnicowania mechanizmu korygowania kwoty zmniejszającej podatek w zależności od wielkości dochodów. Tym samym spełnił to oczekiwanie, ale tylko w przypadku najmniej zarabiających. Reszta zarobkujących albo nie odczuje zmiany, albo będzie zmuszona do zaakceptowania ograniczenia, a nawet faktycznej likwidacji kwoty wolnej. To jest pytanie o filozofię obciążeń podatkowych. Ja uważam, że ludzi nie należy karać za to, że lepiej zarabiają.

Rząd obiecał podniesienie kwoty wolnej, ale ostateczny kształt reformy poznaliśmy właściwie na chwilę przed jej przeforsowaniem….

Muszę przyznać, że z punktu widzenia kalkulacji wyborczej nie rozumiem tego działania. To może nie zabrzmi zgrabnie, ale PiS przecież nie musi bardziej zabiegać o ubogich. Ta część elektoratu przez najbliższe lata w znakomitej większości pozostanie przy partii, która wprowadziła „500+”. Ale to nie ta grupa zadecydowała o zwycięstwie wyborczym w 2015. Do Prawa i Sprawiedliwości zwrócili się także ludzie, którzy mieli dosyć skomplikowanego i opresyjnego systemu podatkowego oraz bezdusznego fiskalizmu, którego symbolem stał się minister Rostowski. W nowym systemie będzie tak, że zarabiający 85 tys. rocznie będą mieli jeszcze niższą kwotę wolną, a ci, których zarobki będą przewyższały 127 tys., w ogóle nie będą mogli skorzystać z kwoty wolnej. Te progi są skandalicznie niskie.

Jak oceniłby Pan całą koncepcję polityki podatkowej obecnej ekipy?

To ciężkie zadanie, bowiem co chwila słyszymy o nowych pomysłach na zmianę systemu. Niestety wydaje się, że ostateczne rozwiązanie będzie swoistym miksem desperackiego łatania budżetu z socjalistyczną koncepcją sprawiedliwości społecznej. Jeżeli rzeczywiście doczekamy się jednolitego podatku, to obecnie rządzący nie będą chyba mogli liczyć na sympatię lepiej zarabiających. Mnie to o tyle dziwi, że twarzą pierwszego rządu PiS-u (w latach 2005-2007) była Zyta Gilowska, która – śmiem twierdzić – nigdy nie podpisałaby się pod zapowiadanymi antyliberalnymi reformami podatkowymi.

Jednak do zmiany niesprawiedliwego wymiaru kwoty wolnej zobowiązał nas Trybunał Konstytucyjny…

Zgadza się. Moim zdaniem obserwujemy dziś pewnego rodzaju nieelegancki fortel w wykonaniu władzy. Konstytucyjność obecnej zmiany kwoty wolnej jest de facto do obronienia. Trybunał wyrokiem z października 2015 roku stwierdził, że niekonstytucyjny jest brak mechanizmu korygowania kwoty zmniejszającej podatek, gwarantującego co najmniej minimum egzystencji. Trybunał stwierdził też, że wieloletnie utrzymywanie kwoty wolnej od podatku na stałym poziomie i uniezależnienie jej od sytuacji społeczno-gospodarczej państwa jest wadliwością prawa podatkowego niedopuszczalną w demokratycznym państwie prawnym. Biorąc to pod uwagę, należy przyznać, że nowy system jest bardziej „urealniony”. Jednak w rozumieniu bardzo wielu uczciwie zarabiających jest to system skrajnie niesprawiedliwy. Ciekawe, czy, gdyby przed wyborami uprzedzono o kierunku dziś wprowadzanej reformy, wynik elekcji byłby taki sam…

Dziękuje za rozmowę